Europa przechodzi przemiany demograficzne, których nie można już traktować wyłącznie jako kwestii statystycznej. Na dzień 1 stycznia 2026 r. liczba ludności Unii Europejskiej wynosiła około 452 milionów mieszkańców, co stanowi wzrost o 706 000 osób w porównaniu z rokiem poprzednim. Jednak za tą pozornie pozytywną liczbą kryje się zupełnie inna rzeczywistość: w 2025 r. w UE urodziło się zaledwie 3,46 mln dzieci, podczas gdy zmarło 4,81 mln osób. Saldo naturalne wyniosło zatem około 1,35 mln osób na minus. Ogólny wzrost liczby ludności był możliwy wyłącznie dzięki dodatniemu saldu migracji. To właśnie ten punkt wyjścia powinien stanowić podstawę każdej poważnej refleksji nad przyszłością Europy.
Europa nie tylko rozwija się wolniej. Weszła już w fazę, w której umiera więcej osób niż się rodzi. Tendencji tej, która strukturalnie rozpoczęła się w 2012 roku, towarzyszy postępujące starzenie się społeczeństwa.
Prognozy Komisji Europejskiej wskazują, że przemiany te staną się jeszcze bardziej widoczne w nadchodzących dziesięcioleciach: przewiduje się, że liczba ludności Europy osiągnie szczyt, a następnie zacznie spadać, przy czym odsetek osób starszych wzrośnie, a udział ludności w wieku produkcyjnym zmniejszy się.
Problem ten nie dotyczy zatem wyłącznie emerytur, opieki zdrowotnej, wydajności ani rynku pracy.
Musimy też zadać sobie znacznie głębsze pytanie: w jaki sposób cywilizacja może zachować swoją tożsamość, skoro przekazywanie tej tożsamości z pokolenia na pokolenie staje się coraz trudniejsze?
Zbyt długo traktowaliśmy demografię jako dziedzinę zarezerwowaną dla ekonomistów i statystyków. Społeczeństwo to jednak nie tylko suma jego siły roboczej.
Społeczeństwo to także pamięć.
To język, literatura, sztuka, tradycja, religia, zwyczaje, krajobraz, architektura, muzyka i historia. To wszystko, co jedno pokolenie otrzymuje od poprzedniego i z własnej woli postanawia przekazać następnemu.
Język przetrwa, ponieważ przekazuje się go dzieciom. Tradycja przetrwa, ponieważ się jej uczy. Dziedzictwo kulturowe przetrwa, ponieważ ktoś uważa je za na tyle ważne, by przekazać je przyszłym pokoleniom.
Właśnie dlatego spadek liczby ludności w Europie stanowi również problem związany z ciągłością kulturową.
I właśnie od tego powinna się zacząć prawdziwie konserwatywna refleksja.
Ochrona nie oznacza odrzucania zmian. Oznacza zapobieganie temu, by zmiany zniszczyły to, co warto zachować.
Europa nie musi tworzyć nowej tożsamości poprzez wymazywanie tożsamości, które już istnieją. Wręcz przeciwnie, musi uznać, że jej tożsamość wywodzi się z różnorodności jej narodów.
Europa to Włochy, Francja, Niemcy, Hiszpania, Grecja, Polska, Irlandia, Węgry i wiele innych krajów. Składa się z różnych języków, różnych tradycji i różnych wspomnień historycznych.
Ta różnorodność nie stanowi przeszkody dla tożsamości europejskiej.
To właśnie tożsamość europejska.
W ramach projektu europejskiego należy zatem przestać mylić integrację z ujednoliceniem.
Obywatel Europy nie powinien być zmuszany do wyboru między swoją tożsamością narodową a tożsamością europejską. Można być głęboko Włochem i głęboko Europejczykiem; głęboko Polakiem i głęboko Europejczykiem; głęboko Grekiem i głęboko Europejczykiem.
To właśnie siła tożsamości poszczególnych narodów tworzących ten kontynent umożliwia budowanie silniejszej tożsamości europejskiej.
Komisja Europejska Kompas kulturowy dla Europy uznaje również różnorodność kulturową i językową za fundamentalne elementy dziedzictwa Europy oraz przypisuje kulturze ważną rolę w budowaniu poczucia przynależności.
Należy wyciągnąć z tej zasady odpowiednie wnioski polityczne.
Ocalenie Europy oznacza ocalenie kultur, które ją tworzą.
Aby je ocalić, nie wystarczy finansować muzea czy odnawiać zabytki. Musimy zadbać o to, by istniały nowe pokolenia, którym będzie można je przekazać.
Nie ma żadnego cudownego rozwiązania, które mogłoby rozwiązać problem spadku liczby urodzeń. Decyzje dotyczące posiadania dzieci zależą od bardzo zróżnicowanych uwarunkowań ekonomicznych, społecznych i kulturowych.
Jednak właśnie z tego powodu konieczne jest stworzenie warunków, w których macierzyństwo nie będzie stanowiło przeszkody.
Europa musi poważnie przeanalizować różnice występujące między poszczególnymi państwami członkowskimi. Wskaźniki dzietności nie są wszędzie takie same, a polityka rodzinna, w połączeniu z warunkami gospodarczymi, sytuacją na rynku pracy oraz warunkami mieszkaniowymi, może przyczyniać się do tworzenia okoliczności mniej lub bardziej sprzyjających zakładaniu rodziny.
Nie oznacza to jednak, że istnieje automatyczny związek między pojedynczą świadczeniem a liczbą dzieci.
Oznacza to uznanie, że jeśli społeczeństwo pragnie zwiększyć liczbę urodzeń, musi ułatwić rodzicom wychowywanie dzieci.
A to oznacza ulgi podatkowe, wsparcie dla matek, usługi opieki nad dziećmi, politykę mieszkaniową, urlop rodzicielski, elastyczność warunków pracy, a przede wszystkim społeczne uznanie wartości macierzyństwa.
Macierzyństwo to inwestycja w przyszłość społeczeństwa.
Jednak polityka demograficzna bez polityki edukacyjnej byłaby niewystarczająca.
Możemy mieć więcej dzieci, ale jeśli te dzieci dorosną, nie znając swojej historii, literatury i kultury, ciągłość nadal nie będzie zapewniona.
Szkoły muszą znów stać się miejscami przekazywania wiedzy.
Dante, Szekspir, Cervantes, Goethe, Homer i Manzoni nie powinni znaleźć się w muzeum przeszłości. Stanowią oni część dziedzictwa, dzięki któremu Europa ukształtowała swoją tożsamość.
Społeczeństwo, które jest pewne swojej tożsamości, nie musi wymazywać tego, co było przed nim.
Można to krytykować. Można to przedyskutować. Można nawet odrzucić niektóre jego aspekty.
Ale najpierw musi o tym wiedzieć.
Właśnie w tym miejscu musimy płynąć pod prąd kultura odrzucania.
Kultura nie może stać się niekończącym się sądem nad przeszłością, w którym każde dzieło jest oceniane wyłącznie według współczesnych standardów moralnych. Wolność kulturowa oznacza również możliwość zmierzenia się z niewygodnymi ideami, kontrowersyjnymi dziełami i problematycznymi postaciami historycznymi.
Edukacja powinna kształtować obywateli zdolnych do samodzielnego formułowania opinii, a nie pokolenia niezdolne do zdobywania wiedzy.
Wreszcie istnieje związek między demografią a spójnością społeczną, którego nie należy lekceważyć.
Społeczeństwo, które starzeje się, kurczy i postrzega swoją kulturę jako coś, co należy ukrywać, może stać się bardziej niepewne. A społeczeństwo niepewne z większym prawdopodobieństwem będzie postrzegać zmiany jako zagrożenie.
Właśnie w tej przestrzeni może również narastać ksenofobia.
Z tego powodu poważnej polityki demograficznej nie należy postrzegać jako skierowanej przeciwko imigracji. Należy ją traktować jako sposób na wzmocnienie wiary Europejczyków w ich własną zdolność do budowania przyszłości.
Legalna i legalna imigracja może spowolnić spadek demograficzny i pomóc zrekompensować kurczącą się siłę roboczą, ale nie może zastąpić polityki mającej na celu zwiększenie wskaźnika urodzeń. Dane Eurostatu wyraźnie pokazują, że w ostatnich latach wzrost liczby ludności w Europie zależał od migracji netto, podczas gdy bilans naturalny pozostawał zdecydowanie ujemny.
Nie można zatem stawiać wyboru między rodzinami a imigracją.
Chodzi o to, by zbudować Europę na tyle pewną siebie, by mogła robić jedno i drugie bez obaw.
Właśnie dlatego demografia powinna stać się jednym z głównych priorytetów politycznych Unii Europejskiej.
Zanim Europa przystąpi do finansowania nowych, zakrojonych na szeroką skalę inicjatyw w zakresie polityki przemysłowej, dużych projektów gospodarczych czy kolejnych programów inwestycyjnych, musi zadać sobie pytanie, kto będzie mieszkał, pracował i budował to społeczeństwo za dwadzieścia, trzydzieści czy pięćdziesiąt lat.
Powinna zatem promować wspólne i wiążące strategie mające na celu wspieranie wzrostu demograficznego, pozostawiając jednocześnie państwom członkowskim swobodę wyboru instrumentów najlepiej dostosowanych do ich własnych tradycji społecznych, ale wyznaczając przy tym wspólne cele.
W centrum uwagi muszą znaleźć się matki i rodziny: ulgi podatkowe, pomoc mieszkaniowa, usługi, urlop rodzicielski, ochrona socjalna oraz warunki pracy dostosowane do potrzeb matek.
Porównania między krajami europejskimi powinny stać się prawdziwą polityką badawczą: należy badać, gdzie spadek wskaźników urodzeń jest mniej wyraźny, jakie czynniki mu towarzyszą oraz jakie działania można powielić. Nie po to, by obiecywać cuda, ale by wyciągać wnioski z uzyskanych wyników.
Bo bez rodzin nie ma pracowników.
Bez dzieci nie ma przyszłości.
A bez przekazywania kultury nie ma tożsamości.
Ocalenie europejskiej tożsamości nie oznacza budowania jednolitej Europy. Oznacza to ocalenie niezwykłej różnorodności jej narodów.
Oznacza to umożliwienie każdemu z nich zachowania własnego języka, historii i tradycji w ramach wspólnego europejskiego domu.
Europa, w której znów rodzą się dzieci, która znów uczy swojej historii i która nie postrzega już swojego dziedzictwa kulturowego jako ciężaru z przeszłości, będzie również Europą mniej obawiającą się świata.
Ponieważ ci, którzy są pewni swojej tożsamości, nie muszą obawiać się innych.
Muszą po prostu mieć coś, co warto przekazać dalej.