Dwadzieścia dwa lata po największej fali rozszerzenia w historii Unii Europejskiej – kiedy to 10 krajów formalnie stało się jej członkami – oraz trzynaście lat po przystąpieniu Chorwacji temat rozszerzenia UE ponownie stał się sprawą palącą. Jest to najdłuższy okres, jaki upłynął od ostatniego przystąpienia, a perspektywy i wyzwania związane z rozszerzeniem Unii są znaczące. Przed szczytem Rady Europejskiej w połowie października komisarz ds. rozszerzenia przedstawił niedawno „reformatorską” wizję Komisji dotyczącą przyszłych przystąpień.
W przemówieniu wygłoszonym 24 sierpnia w Zagrzebiu Marta Kos podkreśliła znaczenie wywiązywania się z zobowiązań, korzyści płynące ze stopniowej integracji, bardziej elastycznego procesu decyzyjnego oraz silniejszych gwarancji mających na celu wzmocnienie praworządności i mechanizmów demokratycznych.
Pomijając stereotypy, takie jak to, że kraje kandydujące muszą naprawdę szanować „nasze wspólne wartości”, pewne dobitne stwierdzenia czy wyrazy uznania dla Chorwacji i jej osiągnięć, komisarz Kos pochwalił bezprecedensowy postęp wyrażone w tym roku w odniesieniu do procesu rozszerzenia. Z jednej strony mamy Czarnogórę, która jest najbliżej przystąpienia do UE; Albanię, podawaną za przykład zamknięcia rozdziału dotyczącego praworządności; a także Ukrainę i Republikę Mołdawii. Jeśli chodzi o Islandię, w momencie wygłoszenia przemówienia w Zagrzebiu kraj ten przygotowywał się do referendum w sprawie wznowienia negocjacji akcesyjnych; jednak wynik z 29 sierpnia – kiedy to 53% obywateli zagłosowało przeciwko – skutecznie położył kres tym dążeniom.
Pomijając poszczególne przypadki, które znajdują się na różnych „etapach” procesu przystąpienia, pojawia się pytanie, jak w pełni zrozumieć, kogo przyjmujemy w obrębie naszych granic. Unia, która nie potrafi bronić swoich granic zewnętrznych w obliczu zagrożenia egzystencjalnego, Unia zduszona nadmiernymi regulacjami i promująca ideologie, które zasadniczo podważają rodzinę, wolność słowa i suwerenność narodową – na ile jest ona naprawdę gotowa do dalszej ekspansji? Byłoby to jak dom, do którego dobudowuje się nowe piętro, podczas gdy jego fundamenty się rozpadają.
Komisarz Kos uważa, że proces decyzyjny musi być bardziej efektywny i elastyczny – co jest słusznym celem – jednak jednym ze sposobów osiągnięcia tego celu jest ograniczenie obszarów, w których pojedyncze państwo członkowskie może skorzystać z prawa weta. Innymi słowy, chodzi o reformę, która zapobiegałaby nieprzyjemnym „niespodziankom” ze strony państw, które nie stosują się w pełni do wytycznych Brukseli – temat ten wywołał w ostatnich latach spore oburzenie. Innym sformułowaniem używanym przez słoweńskiego komisarza było zapewnienie, by nie dopuścić do przeniknięcia „koni trojańskich”, tak aby „fundamentalne wartości europejskie” i „praworządność” nie mogły być już dłużej naruszane. Ta sama błędna retoryka, której posługują się pseudoelity, lekceważąc narody i ich interesy. Oto niektóre z kroków zmierzających do odzyskania przez Europę „niezależności”, zgodnie z wizją komisarza ds. rozszerzenia.
Wszyscy aż za dobrze znamy pompatyczną retorykę i puste frazesy. Rozszerzenie UE należy oceniać pod kątem tego, w jakim stopniu wzmacnia lub osłabia to, co sprawia, że Europa jest Europą. Rozszerzona Unia Europejska powinna oznaczać wzmocnienie naszego bloku, a nie jego osłabienie. Czy przynosi ona więcej porządku, większy dobrobyt oraz większy szacunek dla prawdziwych wartości, wolności i suwerenności? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to rozszerzenie należy przyjąć z zadowoleniem. Jeśli jednak służy ona jedynie jako narzędzie wielkoskalowego projektu ideologicznego, który wypacza jej deklarowane cele – stabilność, dobrobyt i wolność – wówczas należy ją odrzucić lub przynajmniej traktować z najwyższą ostrożnością.
Aby Unia Europejska pozostała unią narodów, musi koniecznie postawić na jasność i realizm. W przeciwnym razie grozi jej, że prędzej czy później przekształci się w coś nie do poznania. A wtedy rozszerzenie okaże się jedynie kolejnym gwoździem do trumny.