Najnowsze, a także nieco starsze badania wskazują, że Irlandia jest jednym z krajów Unii Europejskiej najbardziej narażonych na zakłócenia w łańcuchu dostaw energii. Irlandzki Centralny Urząd Statystyczny stwierdził w raporcie „
” (
, 2024), że kraj ten jest uzależniony od importu nawet w 80% w zakresie zaopatrzenia w energię, co nie powinno być zaskoczeniem dla obserwatorów, którzy widzieli, jak kraj ten systematycznie hamuje własne wysiłki na rzecz produkcji energii.
Zaskakujące jest to, że rząd irlandzki od dziesięcioleci rutynowo
narzuca krajowi politykę, która jedynie osłabia irlandzkie
bezpieczeństwo energetyczne. Kolejni premierzy konsekwentnie przedkładali międzynarodowe
cele klimatyczne nad przystępność cenową najbardziej podstawowej jednostki kosztowej gospodarki.
Naturalnym skutkiem tej systemowej porażki politycznej jest rzeczywistość, z jaką borykają się irlandzcy
obywatele i właściciele firm w całym kraju. Irlandia szczyci się obecnie najwyższymi
cenami energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w UE, wynoszącymi 40,42 euro za 100 kWh. Nie wspominając już o
skłonności rządu irlandzkiego do opodatkowywania wszystkiego pod słońcem, co prowadzi do
zawyżonych cen paliw. Od maja 2026 r. około 59% ceny benzyny w
Irlandii stanowią podatki, a w przypadku oleju napędowego jest to 51%.
Pomimo zaangażowania irlandzkich polityków w realizację międzynarodowych porozumień klimatycznych oraz
w proces przejścia na zieloną energię promowany przez Komisję Europejską, Irlandia nadal pozostaje uzależniona od
paliw kopalnych. W 2024 r. paliwa kopalne zaspokajały 81% zapotrzebowania energetycznego kraju, z czego
60% stanowiła ropa naftowa, 36% – gaz ziemny, 2% – węgiel, a 1% – torf.
Chociaż Irlandia pozostaje uzależniona od tych zasobów, koalicja Fianna Fáil–Fine
Gael konsekwentnie odmawia rozważenia opcji nie do pomyślenia: że
Irlandia ponownie zainwestuje w swój przemysł paliw kopalnych w imię bezpieczeństwa energetycznego kraju
.
Irlandia opiera się na imporcie gazu ze Szkocji, a także na wydobyciu krajowym
na polu gazowym Corrib. Szacuje się jednak, że złoża na polu gazowym Corrib zostaną wyczerpane
na początku lat 30. XXI wieku. W obliczu zbliżającego się kryzysu dostaw krajowych, który nastąpi już za kilka lat,
można by oczekiwać, że rząd opracuje rozwiązanie zastępcze. Jednak na
wniosek Partii Zielonych w 2021 r. Irlandia wprowadziła zakaz wydawania nowych koncesji na poszukiwanie ropy i gazu
.
Niektórzy mogą twierdzić, że upór Partii Zielonych w kwestii wprowadzenia zakazu rozszczepienia jądrowego w ustawie o regulacji rynku energii elektrycznej z 1999 r. (
) był początkiem kłopotów Irlandii. Irlandzka organizacja non-profit zajmująca się energią jądrową „
” (18for0) od lat argumentuje, że energia jądrowa
obniżyłaby koszty energii i pomogłaby w realizacji celów Irlandii w zakresie neutralności klimatycznej.
Niestety dla irlandzkiej opinii publicznej rząd przez dziesięciolecia konsekwentnie utrzymywał swoje antyjądrowe stanowisko
.
Premier Micheál Martin wygłosił ostatnio publiczne oświadczenia, w których mówił o potrzebie
zapewnienia większego bezpieczeństwa energetycznego oraz o tym, że rząd jest otwarty na pomysł
inwestowania w energię jądrową. W Dáil Éireann, zaledwie kilka dni po tych wypowiedziach, został
zapytany o tę zmianę stanowiska i wycofał się, powracając do standardowej retoryki dotyczącej
odnawialnych źródeł energii, takich jak energia wiatrowa i słoneczna.
W obliczu burzliwej sytuacji wewnątrz własnej partii, spowodowanej częstymi buntami posłów z tylnych rzędów
, Martin ponownie zmienił zdanie. Jego partia zamierza obecnie przygotować projekt ustawy
, który zniesie ustawowy zakaz rozwoju
energetyki jądrowej w Irlandii.
Jednak właśnie w tym miejscu należy przytoczyć słowa niemieckiego kanclerza Friedricha Merza:
. To zbyt mało i zbyt późno. Niemcy wyłączyły swoje elektrownie jądrowe
, a CDU nie może zobowiązać się do ich reaktywacji. Jeśli gospodarka tak pracowita jak
Niemcy niechętnie ponownie inwestuje w sektor jądrowy, to mała, stara Irlandia
nie ma najmniejszych szans, by zacząć od zera.
Zamiast tego rząd irlandzki chwali obecnie uruchomienie gazociągu „Celtic Interconnector”
, służącego do importu energii jądrowej z Francji, jako rozwiązanie kryzysu cenowego w kraju
. Premier (Taoiseach) zasugerował ponadto integrację sieci energetycznej
z Hiszpanią. Choć na pierwszy rzut oka wszystko to wydaje się obiecującym krokiem naprzód,
przepustowość irlandzkiej sieci energetycznej stoi w obliczu znacznego obciążenia.
EirGrid, państwowa instytucja odpowiedzialna za utrzymanie krajowej sieci elektroenergetycznej,
, podała, że według jej szacunków do 2030 r. około 32% energii elektrycznej w Irlandii
zostanie przeznaczone na zasilanie rosnącej liczby centrów danych w kraju.
Ponadto uważa się, że obciążenie sieci energetycznej Irlandii
przez centra danych spowodowało szacowany wzrost rachunków za energię elektryczną gospodarstw domowych o 360 euro
w latach 2015–2023. Dalsze dane wskazują, że irlandzkie gospodarstwa domowe płacą średnio
36,8 centów za kWh za energię elektryczną oraz 7,6 centów za kWh za opłaty sieciowe. Natomiast
centra danych płacą znacznie niższe stawki, wynoszące odpowiednio 19,1 centów za kWh i 0,7 centa za kWh
.
Co ciekawe, Instytut Badań Ekonomicznych i Społecznych (ESRI) – think tank działający w ramach irlandzkiej służby cywilnej
– stwierdził, że wysokie koszty energii w Irlandii wynikają z
uzależnienia tego kraju od gazu. A jednak zamiast rozszerzać dostępne zasoby energetyczne Irlandii
, rząd konsekwentnie podejmuje działania legislacyjne sprzyjające
sztucznemu niedoborowi.
Weźmy na przykład pod uwagę, że w 2022 roku inne kraje UE dążyły do budowy terminali LNG
w celu zabezpieczenia swoich dostaw energii w następstwie zakłóceń w łańcuchu dostaw
spowodowanych rosyjską inwazją na Ukrainę. Tymczasem rząd irlandzki spóźnił się – i nadal spóźnia się – z
reakcją na tę sytuację z powodu rządowego zobowiązania do zaspokojenia postulatów Partii Zielonych
poprzez wprowadzenie zakazu budowy terminali LNG.
Zamiast inwestować w krajowe zasoby energetyczne, które zapewniłyby
krótkoterminową ulgę gospodarczą, której potrzebuje wiele irlandzkich przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, rząd
uparcie twierdzi, że panele słoneczne są najbardziej wydajnym źródłem energii
dla kraju, w którym przez sześć miesięcy w roku niebo zasłaniają deszczowe chmury.
Niezależnie od tego, jakie tajemnicze motywy ideologiczne faktycznie kierują anonimowymi partiami politycznymi
tzw. „centru” Irlandii, ich konsekwencje okazały się katastrofalne.
Obecnie, w świecie, w którym Cieśnina Ormuz jest zamknięta dla eksportu energii, irlandzcy
politycy wydają się jednocześnie domagać się zmian i wycofywać się ze swoich stanowisk.
Pogłębiający się kryzys gospodarczy, który sami wywołali poprzez sztucznie zawyżone
koszty energii i konsekwentne lekceważenie interesów małych i średnich przedsiębiorstw, powoli
osiąga punkt wrzenia. Ponadto Dublin staje się coraz bardziej
konfrontacyjny wobec swojego gospodarczego patrona, Stanów Zjednoczonych. Wyraźny cel administracji Trumpa
, jakim jest położenie kresu temu, co sekretarz handlu Howard
Lutnick nazwał irlandzkim „oszustwem podatkowym”, nie wróży dobrze irlandzkiemu
rządowi.
Po latach prowadzenia polityki klimatycznej ukierunkowanej na wyborców o poglądach postępowych partie Fianna
Fáil i Fine Gael nie potrafią nawet pojąć, że znaczna część środowiska politycznego
zaczęła postrzegać podatki od emisji dwutlenku węgla z rozgoryczeniem. W rzeczywistości jeden z urzędników rządowych
stwierdził nawet w kontekście apeli o obniżenie podatku węglowego, że „to nie jest podatek, to fundusz”. To
doskonale oddaje stosunek irlandzkich urzędników do środków publicznych. Są one po to,
by z nich korzystali, czy ci się to podoba, czy nie.
Ten całkowity brak kontaktu ze społeczeństwem jest zdumiewający i stanowi ewenement w UE. Zarówno lewicowe
, jak i prawicowe rządy w całej Europie odpowiadają na postulaty swoich
wyborców i na tej podstawie kształtują swoje działania polityczne. Tylko w kraju tak prowincjonalnym i pozbawionym umiejętności rządzenia, jakim jest Irlandia (
), ideologiczne kaprysy (
) poszczególnych członków rządu mogą przeważać nad interesami społeczeństwa.
Ostatecznie kryzys energetyczny w Irlandii jest zjawiskiem sztucznie wywołanym,
do czego przyczyniło się podejście do polityki przypominające potwora Frankensteina, stosowane przez kolejnych premierów (
).
Porażka to wybór polityczny, a irlandzcy politycy konsekwentnie się na nią decydują
. Nic nie wskazuje na to, by rosnące koszty energii miały wkrótce ustąpić. Chociaż
europejscy przywódcy mogą cieszyć się chwilową przerwą w polityce energetycznej podczas
ciepłej letniej pogody, jest to w dużej mierze cisza przed burzą. W związku z
nadchodzącą zimą, która prawdopodobnie przyniesie dalszy wzrost kosztów, przywódcy europejscy będą mieli
trudności z wyjaśnieniem swoim obywatelom, dlaczego ich święte cele klimatyczne muszą
pozostać kosztem ekonomicznych wyrzeczeń. W Irlandii rządząca koalicja Fianna Fáil–
Fine Gael może spodziewać się gwałtownego spadku poparcia w sondażach