Pomimo rosnącej presji ze strony obozu liberalno-postępowego polski Trybunał Konstytucyjny wydał niedawno orzeczenie, które należy przyjąć z wielkim uznaniem. Wyrok sędziów konstytucyjnych z 28 lipca, odrzucający wpis do polskiego rejestru cywilnego małżeństw osób tej samej płci zawartych w innych państwach UE, ma prawdziwie historyczne znaczenie – i stanowi ogromną zachętę zarówno dla konserwatystów, jak i konstytucjonalistów. Niezależnie od osobistych poglądów czy ideologii polska Konstytucja nie pozostawia miejsca na dwuznaczne interpretacje. Małżeństwo to wyłącznie „związek mężczyzny i kobiety” – definicja ta powinna zostać zapisana w ustawie zasadniczej każdego kraju UE.
W szczególności, zgodnie z jednogłośną decyzją sędziów Trybunału Konstytucyjnego, państwo polskie nie będzie wydawać uwierzytelnionych odpisów aktów dotyczących związków innych niż małżeństwa – zawartych poza granicami Polski. W uzasadnieniu Trybunał Konstytucyjny wyjaśnił, że rozporządzenie wydane przez Ministerstwo Cyfryzacji – które umożliwiłoby formalną rejestrację związków osób tej samej płci zawartych za granicą – jest „niezgodne” z przepisami konstytucyjnymi, a jego wejście w życie naruszałoby polską konstytucję. Zgodnie z art. 18 Konstytucji „małżeństwo, będące związkiem mężczyzny i kobiety, a także rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo, podlegają opiece i ochronie Rzeczypospolitej Polskiej”. W ramach polskiego porządku konstytucyjnego małżeństwo istnieje wyłącznie między mężczyzną a kobietą, a związek ten jest chroniony przez państwo. Nie ma tu miejsca na interpretacje; orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego było uzasadnione i słuszne, mimo że postępowa skrajna lewica dąży do „normalizacji” tych anomalii.
Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego zapadło pod koniec skomplikowanego okresu, który rozpoczął się pod koniec listopada 2025 r., kiedy to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że wszystkie państwa Unii Europejskiej muszą uznawać „małżeństwa osób tej samej płci” zawarte w innym państwie członkowskim. W tamtym czasie orzeczenie TSUE interpretowano jako skierowane przeciwko samej Polsce, ze względu na odmowę tego państwa zarejestrowania aktu „małżeństwa” dwóch polskich mężczyzn, którzy sformalizowali swój związek w Niemczech, a następnie przenieśli się do Polski.
W następstwie orzeczenia najwyższego sądu UE, które zobowiązało państwa członkowskie do uznawania „małżeństw osób tej samej płci” oficjalnie zarejestrowanych w innym kraju UE, w marcu bieżącego roku polski Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że „małżeństwo” osób tej samej płci nie stoi w sprzeczności z polską tożsamością narodową i w związku z tym jest dopuszczalne. Następnie centroprawicowo-progresywny rząd Tuska przyjął ustawę, która miała wejść w życie pod koniec sierpnia. Jednak na początku czerwca grupa konserwatywnych posłów z byłej partii rządzącej, Prawa i Sprawiedliwości, złożyła skargę do Trybunału Konstytucyjnego, którego orzeczenie z 28 lipca – mające charakter wiążący – wywołało falę poruszenia daleko poza granicami Polski.
Dwa tygodnie temu prezydent Republiki Karol Nawrocki skorzystał z prawa weta, aby zablokować kolejny rządowy projekt ustawy, który przyznawałby parom niebędącym w związku małżeńskim – co oczywiście miało dotyczyć par tej samej płci – pewne prawa i świadczenia zarezerwowane wyłącznie dla osób pozostających w związku małżeńskim. „Jako strażnik Konstytucji nie mogę zaakceptować rozwiązania, które podważałoby szczególny status małżeństwa” – oświadczył wówczas prezydent Nawrocki. I położył kres tym bzdurom, tak jak obiecał.
Niezwykle potężne siły podejmują ogromne wysiłki, by podważyć wartości chrześcijańskie i osłabić wielką instytucję małżeństwa – ten święty związek między mężczyzną a kobietą. Stanowcze i bezkompromisowe stanowisko prezydenta Karola Nawrockiego oraz historyczna decyzja Trybunału Konstytucyjnego są dowodem na to, że Polska pozostaje bastionem, a art. 18 polskiej Konstytucji pełni rolę tarczy.
Jednak do zwycięstwa w tej wojnie jeszcze daleko. Postępowcy mogli wprawdzie przegrać bitwę – i to bardzo ważną – ale ich ataki będą trwały nadal, ponieważ nie zrezygnują z narzucania swojej trującej ideologii. Bez względu na wszystko.