Rząd irlandzki zobowiązuje się do przeprowadzenia reformy samorządowej — czy to się uda?

Eseje - 2026-07-31

Rząd irlandzki ogłosił właśnie nowy plan przywrócenia uprawnień władzom lokalnym w nadchodzących latach. Tuż po tym, jak wicepremier Simon Harris obwinił pozbawione uprawnień władze lokalne za zaniedbania w zakresie nieruchomości, a premier powierzył odpowiedzialność za rozwiązanie kontrowersyjnej sprawy terenu dawnego ośrodka dla matek z dziećmi w Bessborough Radzie Miasta Cork, która nie dysponuje ani środkami finansowymi, ani uprawnieniami politycznymi niezbędnymi do osiągnięcia rezultatów, posunięcie to można interpretować jedynie jako spisek mający na celu ochronę posłów rządowych poprzez po raz kolejny obarczenie winą rad powiatowych.

Minister ds. mieszkalnictwa James Browne wyraźnie zaz naczył, że dzięki temu radni nie będą mogli „chować się za pretekstem braku konieczności podejmowania decyzji” z powodu swojego ograniczonego wpływu politycznego.

Z punktu widzenia zagranicznego obserwatora struktury irlandzkiego systemu politycznego na pierwszy rzut oka wydają się funkcjonować tak samo, jak w każdym innym kraju. Mamy prezydenta, premiera (Taoiseach), zgromadzenie ustawodawcze złożone z dwóch izb oraz szeroką gamę władz lokalnych. Jednak pod maską lokalnego patriotyzmu i regionalnej dumy irlandzki system polityczny jest w rzeczywistości jedną z najbardziej scentralizowanych demokracji w świecie zachodnim.

W Irlandii granice między władzą wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą od dawna są niejasne, a urzędujący premier (Taoiseach) dysponuje niemal absolutną władzą. Nie zawsze tak było w Irlandii. W rzeczywistości pierwsza irlandzka konstytucja, uchwalona w 1922 roku, traktowała Seanad Éireann jako organ posiadający własne uprawnienia ustawodawcze oraz prawo do kontrolowania nadużyć ze strony izby niższej. Późniejsza konstytucja z 1937 roku, wprowadzona przez partię Fianna Fáil Éamona de Valery, pozbawiła Seanad jego uprawnień, przekształcając go w jego współczesną formę: miejsce dla przegranych kandydatów w wyborach parlamentarnych i forum dyskusyjne, które jedynie zatwierdza decyzje bez zastrzeżeń.

Pozostałe uprawnienia Seanadu do zgłaszania poprawek do aktów prawnych budziły tak wielką niechęć, że premier z ramienia partii Fine Gael, Enda Kenny, podjął próbę zniesienia tej instytucji w referendum w 2013 roku, która jednak zakończyła się niepowodzeniem. Jednak zgniła spuścizna Kenny’ego, polegająca na niszczeniu instytucji irlandzkiego krajobrazu politycznego, jest najbardziej widoczna w uchwalonej przez niego ustawie o reformie samorządu lokalnego z 2014 roku.

Brendan Howlin, przywódca lewicowej Partii Pracy i tradycyjny partner koalicyjny partii Fine Gael, który w czasach sprawowania władzy popierał tę ustawę, przyznał nawet w 2019 roku, zasiadając na ławach opozycji, że likwidacja rad miejskich przez rząd była błędem.

Ustawa o reformie samorządu lokalnego nie tylko zniosła rady miejskie – czyli faktycznie wybieralne stanowiska na szczeblu gminnym, które obecny rząd koalicyjny chce przywrócić jedynie formalnie – ale także zmniejszyła liczbę zgromadzeń regionalnych, organów, które służyły pozyskiwaniu funduszy europejskich na rozwój lokalny, pod pretekstem usprawnienia i zwiększenia efektywności.

Centralizacja władzy w rękach rządu centralnego w Dublinie jest jeszcze bardziej widoczna na szczeblach polityki lokalnej i stanowi problem systemowy. Dyrektor generalny, mianowany przez rząd, odpowiada za funkcje wykonawcze Rady, a nie radni. W związku z tym samorząd lokalny w Irlandii boryka się z problemem osób pozbawionych mandatu demokratycznego, które zmuszają tych, którzy taki mandat posiadają, do zajmowania z góry ustalonych stanowisk politycznych. Przeniesienie kompetencji w zakresie zaopatrzenia w wodę i gospodarki ściekowej do Uisce Éireann, brak uprawnień do pozyskiwania dochodów oraz zależność od finansowania ze strony rządu centralnego – wszystko to ogranicza samorządy lokalne w faktycznym wykonywaniu tych zadań. W rzeczywistości kwestia ta została podkreślona na tak bardzo cenionym przez irlandzkich polityków szczeblu wielostronnym, ponieważ Rada Europy opublikowała w 2023 r. raport krytykujący scentralizowany model Irlandii. W raporcie zwrócono szczególną uwagę na to, że „pozycja samorządu lokalnego w Irlandii jest słabsza niż w większości innych krajów europejskich. Ma on bardziej ograniczony zakres funkcji, odpowiada za mniejszą część spraw publicznych i może jedynie w niewielkim stopniu wpływać na wielkość swoich zasobów. Silna pozycja dyrektora generalnego również ogranicza rolę wybranych przedstawicieli”.

Czy zatem nowa „Grupa Robocza ds. Demokracji Lokalnej” rozwiązuje którekolwiek z tych problemów? Absolutnie nie. Raport całkowicie pomija trzy kwestie, z którymi boryka się na co dzień samorząd lokalny w Irlandii. Pierwszą i najważniejszą jest brak ochrony prawnej dla wypowiedzi radnych wygłaszanych na posiedzeniach rady. Oznacza to, że narażeni są oni na odpowiedzialność prawną, nawet jeśli ich wypowiedzi są jednoznacznie poprawne lub służą interesom ich wyborców. Po drugie, raport nie uwzględnia dostępu do finansowania prawdziwie niezależnego doradztwa prawnego, za które radni w Irlandii muszą płacić z własnej kieszeni bez możliwości zwrotu kosztów, ponieważ rząd centralny oczekuje od nich, że będą konsultować się z wewnętrznym zespołem prawnym rady. Po trzecie, ta sama zasada niezależności i uczciwości w sprawowaniu funkcji publicznych dotyczy dostępu do specjalistycznego doradztwa prawnego oraz niezależnych usług audytowych.

Zamiast tego plany rządu to lista 79 postulatów, których realizację obiecuje do 2029 roku, kiedy to mają się odbyć kolejne wybory samorządowe. Nie ulega wątpliwości, że posłowie w Dáil Éireann planują polityczny manewr mający na celu ochronę swoich mandatów kosztem kolegów partyjnych z samorządów lokalnych. Obejmuje to „przekazanie” radom więcej środków poprzez umożliwienie im dostosowania lokalnego podatku od nieruchomości z obecnych 15% do 25% począwszy od 2027 r., jakby takie posunięcie nie miało wywołać oburzenia opinii publicznej.

W ramach tego programu powstaną rady miejskie, w skład których wejdą już wybrani radni, co w znacznym stopniu zwiększy ich obciążenie pracą. Chociaż w sprawozdaniu twierdzi się, że umożliwi to radom miejskim tworzenie budżetów z wykorzystaniem środków przeznaczonych konkretnie dla danej gminy, nie porusza ono jednak podstawowej przyczyny problemów finansowych rad: nadmiernej centralizacji tych uprawnień w rękach rządu krajowego. Nie jest to jednak celem tego projektu – nie ma on na celu gruntownej reformy uprawnień władz lokalnych, lecz został opracowany zgodnie z interesami upadającej klasy politycznej na szczeblu krajowym, która desperacko poszukuje kozła ofiarnego.

Znaczna część dokumentu zawiera obietnice stworzenia nowych planów, dokumentów i procedur dla radnych, jednak nie wytrzymuje ona krytycznej analizy ani nie jest zgodna z zasadami pomocniczości i decentralizacji władzy politycznej. Wszędzie tam, gdzie w sprawozdaniu twierdzi się, że przyznaje się radnym uprawnienia lub władzę, pojawia się zastrzeżenie dotyczące nadzoru ze strony rządu centralnego oraz dodatkowej odpowiedzialności, przy braku jakichkolwiek środków finansowych niezbędnych do osiągnięcia wyznaczonych celów.

Jednym z takich przykładów jest podatek od opuszczonych nieruchomości, podatek od gruntów w strefach mieszkalnych oraz podatek od pustostanów, z których dochody będą przeznaczone na konkretne cele, a koszty administracyjne pokrywane z tych środków. W efekcie doprowadzi to do urzeczywistnienia się krytyki, którą Simon Harris rozpowszechniał w mediach ogólnokrajowych, twierdząc, że radni nie wywiązują się ze swoich obowiązków. Ujednolicają oni fałszywe elementy swojej narracji, aby zapewnić jej skuteczność podczas następnych wyborów parlamentarnych.

Jednak spośród wszystkich propozycji zawartych w raporcie najbardziej interesujące są dwie ostatnie. Utworzenie Regionalnej Sieci Klubów Kobiet, która miałaby stać się ogólnokrajowym organem zrzeszającym radne, oraz zezwolenie dla organizacji AILG i LAMA na tworzenie regionalnych lub krajowych klubów dla mniejszościowych grup radnych. Są to najbardziej skandaliczne z wszystkich planów. Biorąc pod uwagę, że żyjemy w społeczeństwie, w którym istnieją dwie płcie – męska i żeńska – a każda z nich stanowi połowę populacji w demokratycznym kraju, gdzie rolą wybranego urzędnika jest reprezentowanie swoich wyborców bez względu na płeć, nie ma żadnego powodu, aby tworzyć krajową grupę kobiecą, poza chęcią zdobycia punktów politycznych.

Podobnie zezwolenie na tworzenie frakcji przez mniejszościowe grupy radnych nieuchronnie doprowadzi do tego, że mniejszości religijne i etniczne – takie jak nowo przybyli imigranci, którzy stanowią część irlandzkiej społeczności muzułmańskiej – zyskają wyjątkową pozycję w systemie politycznym. W sytuacji, gdy finansowane ze środków publicznych organizacje pozarządowe, takie jak Irish Network Against Racism, współpracują z powiązaną z Bractwem Muzułmańskim Europejską Siecią Przeciwko Rasizmowi, rząd centralny w Dublinie poprzez swoje nowe „reformy” demokracji lokalnej faktycznie otwiera drzwi zewnętrznym podmiotom, umożliwiając im zdobycie wpływów w irlandzkim systemie politycznym.