Nic dziwnego, że prezydent Donald Trump cieszy się znacznym poparciem w Stanach Zjednoczonych. Zmusił europejskie państwa członkowskie Paktu Północnoatlantyckiego (NATO) do płacenia za własną obronę, a nie przerzucania rachunku na Stany Zjednoczone, jak to robiły przez dziesięciolecia. W szeroko zakrojonej operacji zniszczył potencjał nuklearny złych irańskich mułłów. Schwytanie skorumpowanych Maduro było majstersztykiem. Silnie wspierał Izrael, jedyną demokrację na Bliskim Wschodzie. Niektórzy byliby bardziej krytyczni wobec Putina, oczywistego agresora w wojnie na Ukrainie, ale Trump mógł wiarygodnie założyć, że musimy żyć z Rosją Putina, nie tylko życząc jej tajemniczego zniknięcia, i że może być konieczna współpraca z Rosją, jeśli Chiny mają być ograniczone. Trump ma również rację, dążąc do obniżek podatków i deregulacji; odrzucając bezpodstawną histerię związaną ze zmianami klimatu; zdecydowanie reagując na fakt, że media głównego nurtu i uniwersytety, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale w większości innych krajów zachodnich, zostały przejęte przez skrajną lewicę; ograniczając nielegalną imigrację; i uznając, że mężczyźni nie powinni mieć prawa do rywalizacji w sporcie kobiet.
Nie trzeba podbijać Grenlandii
Trump myli się jednak w kwestii ceł. Argument Adama Smitha za wolnym handlem, który umożliwia tworzący bogactwo podział pracy, nadal ma zastosowanie. Oczywiście towary powinny być produkowane tam, gdzie jest to najtańsze, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zostaną wykorzystane na dodatkową konsumpcję lub inwestycje, z korzyścią dla wszystkich. Trudno mi też zrozumieć stanowisko Trumpa w sprawie Grenlandii. Nie ma wątpliwości, że Grenlandia (podobnie jak mój kraj, Islandia) ma ogromne znaczenie strategiczne dla Zachodu. Ale Stany Zjednoczone mają już bazy wojskowe na Grenlandii. Jeśli chce wzmocnić obronę kraju i dalej koordynować ją z własną obroną, z pewnością może osiągnąć porozumienie z narodem grenlandzkim w tej sprawie. W Grenlandii nie ma chęci przyjmowania Rosjan czy Chińczyków. Naturalnym biegiem wydarzeń wydaje się, że Grenlandia stanie się niezależna, być może w osobistej unii z duńskim królem (tak jak Islandia w latach 1918-1944), zachowując istniejące więzi z krajami nordyckimi, ale powierzając swoją obronę Stanom Zjednoczonym. Trump nie może kupić Grenlandii od Danii, po prostu dlatego, że Grenlandia należy do Grenlandczyków, a nie do Danii.
Taryfy karne
Kiedy Duńczycy i inni Europejczycy próbują to wyjaśnić, reakcja Trumpa jest niezwykła. Ma ogłosić 10-procentową taryfę celną, obowiązującą od 1 lutego, na towary z ośmiu krajów europejskich, które niedawno wysłały siły ekspedycyjne na Grenlandię – Danii, Norwegii, Szwecji, Finlandii, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Holandii. Taryfa zostanie podniesiona do 25 procent 1 czerwca. Większość z tych ośmiu krajów była zagorzałymi sojusznikami Stanów Zjednoczonych. Pomoc Francji była niezbędna dla amerykańskich rewolucjonistów w 1776 roku. Wielka Brytania długo pielęgnowała specjalne relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Finlandia bohatersko broniła wschodniej granicy naszej cywilizacji podczas wojny zimowej 1939-1940. Wszystkie osiem krajów to stabilne demokracje i zaangażowani członkowie NATO, najbardziej udanego sojuszu obronnego w historii. Trump ryzykuje teraz zerwanie tego sojuszu, co byłoby korzystne tylko dla dyktatorów w Moskwie, Pekinie i Teheranie.
Brak praktycznego celu
Nie wierzę, że Stany Zjednoczone podbiją Grenlandię siłą. Groźba, że to zrobią, jest częścią strategii negocjacyjnej. Ale cła karne zostały już ogłoszone. Nie służą one żadnemu praktycznemu celowi. Naruszają starą anglosaską zasadę nieopodatkowania bez reprezentacji – zasadę, która zainspirowała amerykańskich rewolucjonistów – i utrudniają wolny handel, podobnie jak opłaty dźwiękowe nałożone w 1429 r. przez duńskiego króla Eryka Pomorskiego na wszystkie statki przepływające przez cieśninę Sund między Danią a Szwecją. Opłaty te zostały ostatecznie zniesione. Duńczycy opamiętali się. Mam nadzieję, że Amerykanie również.