29 stycznia ministrowie spraw zagranicznych UE podjęli decyzję o uznaniu irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji za terrorystów. Tego samego dnia szefowa polityki zagranicznej UE Kaja Kallas napisała na swoim koncie X: „Represje nie mogą pozostać bez odpowiedzi. […] Każdy reżim, który zabija tysiące własnych obywateli, pracuje nad własnym upadkiem”.
Zdecydowano również o nałożeniu sankcji na niektóre osoby i organizacje w Iranie.
Po doniesieniach, że wiele tysięcy ludzi zostało zabitych z zimną krwią przez reżim w związku z powszechnymi protestami, nie było już innej moralnie możliwej do obrony drogi.
Sprawa obejmuje również fakt, że Stany Zjednoczone wywarły silną presję na reżim w Iranie i że wielu zdaje sobie sprawę, że obecne przywództwo nie ma przyszłości.
Irański Korpus Strażników Rewolucji znajduje się teraz na tej samej liście co IS, Hezbollah, Al-Kaida i PKK.
Organizacja powstała w 1979 roku w związku z irańską rewolucją, a jej celem było zapobieganie przyszłym próbom zamachów stanu przeciwko ajatollahom.
W tym kontekście interesujące jest to, że amerykańska administracja pod rządami Donalda Trumpa wyraziła pewną powściągliwość w krytykowaniu systemów rządów innych krajów. Zachód nie może ciągle mówić innym, jak powinni żyć. Kraje takie jak Chiny, Rosja i Arabia Saudyjska w żadnym wypadku nie będą praktykować równości płci w obronie wojskowej ani tworzyć przepisów gwarantujących homoseksualistom takie same prawa człowieka jak wszystkim innym.
Ale tutaj jest oczywiste, że sprawy zaszły za daleko. Kiedy skorumpowany reżim, który eksportuje swój terror do innych krajów, morduje własną ludność na dużą skalę, ponieważ wychodzi ona na ulice i domaga się zmian, nagle staje się możliwe, aby nawet podzielona UE zajęła stanowisko, które ma przynajmniej symboliczne znaczenie.
Ursula von der Leyen pochwaliła decyzję w sprawie X, mówiąc, że była ona „dawno spóźniona” i że „terrorystą” można nazwać reżim, który miażdży protesty swoich obywateli krwią. Europa stoi po stronie narodu irańskiego w jego odważnej walce o wolność”.
UE już wcześniej nałożyła sankcje na irańską Gwardię Rewolucyjną poprzez zamrożenie aktywów i zakazy podróżowania. Wpisanie na listę terrorystów nie oznacza zatem żadnej znaczącej zmiany w praktyce. Jest to jednak wyraźny sygnał polityczny, jak mówi na przykład szwedzka minister spraw zagranicznych Maria Malmer Stenergard.
„To oczywiste, że jest to niepokojące i to dobrze, ponieważ musi mieć wpływ na to, że tak poważna przemoc jest stosowana wobec tych demonstrantów.
Jednym z tych, którzy od dawna opowiadają się za zaklasyfikowaniem przez UE irańskiej Gwardii Rewolucyjnej jako organizacji terrorystycznej, jest szwedzki eurodeputowany i Szwedzki Demokrata Charlie Weimers. Szwedzcy Demokraci od dawna cieszą się szerokim poparciem wśród irańskiej diaspory w Szwecji. Również w innych krajach europejskich partie, które zajęły wyraźne stanowisko przeciwko islamizmowi, a tym samym przeciwko irańskiemu reżimowi, który często na różne sposoby wspierał ruchy islamistyczne w Europie, zyskały dużą popularność wśród irańskiej diaspory.
A tym, co bardziej niż cokolwiek innego legitymizuje UE do podjęcia tego kroku, jest fakt, że irański reżim jest tak aktywny poza swoimi granicami. Nie jest tajemnicą, że Irańczycy prawdopodobnie naciskają na Hamas, jeśli chodzi o atak z 7 października. Nie jest też tajemnicą, że finansowali Hezbollah.
Działali również przeciwko irańskim uchodźcom w kilku krajach i zagrażali izraelskim interesom na całym świecie.
Reżim irański nie upadnie dlatego, że UE podejmie symboliczną decyzję. Ale i tak ma ona znaczenie. Irańczycy zasługują na coś lepszego niż islamskie państwo terrorystyczne.
I nie tylko w interesie Irańczyków leży, by ich oprawcy stracili władzę. Leży to w interesie całego świata.