Stosunki gospodarcze UE-USA na przykładzie Irlandii

Handel i Ekonomia - 2026-04-02

Na niedawnym spotkaniu Grupa ECR z zadowoleniem przyjęła postępy w Komisji Handlu Międzynarodowego Parlamentu Europejskiego w sprawie ram handlowych UE-USA.

Daniele Polato, koordynator w komisji, powiedział: „Dzisiejsze głosowanie jest krokiem w kierunku przywrócenia bardzo potrzebnej przewidywalności dla europejskich gospodarek i przedsiębiorstw. Po miesiącach niepewności, firmy potrzebują jasnych ram, które pozwolą im planować, inwestować i rozwijać się z pewnością siebie”.

Polato podkreślił również, że europejski przemysł nic nie zyskuje na opóźnieniach lub niejasnościach. To, czego pragną firmy, to nie elektrolity, ale stabilność i funkcjonalne ramy, które zmniejszają tarcia i zapewniają niezawodne warunki dla handlu. Jest to fantazyjny sposób powiedzenia, że firmy, podobnie jak każda forma życia wyewoluowana na tyle, by wiedzieć, że powinna nosić spodnie, chcą wiedzieć, co się dzieje, gdzie mogą zarabiać pieniądze i czy ich pieniądze są bezpieczne.

Słowa Polato odzwierciedlały twarde uznanie, które niektórzy mogą nazwać oczywistym i całkowicie rozsądnym, że stabilne stosunki gospodarcze ze Stanami Zjednoczonymi są dobre dla dobrobytu Europy. Co z kolei jest wymyślnym sposobem na powiedzenie, że liczby są prawdziwe i lepiej jest być bogatym niż biednym – ten drugi pogląd jest obecnie niezwykle niemodny.

W obecnym globalnym środowisku wezwanie do pragmatyzmu nie może być bardziej aktualne – choć bycie na czasie nie jest tym samym, co prawdopodobieństwo podjęcia działań.

Transatlantyckie stosunki gospodarcze zaczęły być traktowane jako pewnego rodzaju opcjonalny dodatek do europejskiej polityki zagranicznej. Tak jednak nie jest. Jest to źródło miejsc pracy, inwestycji i wzrostu gospodarczego na całym kontynencie – coś tak samo prawdziwego dzisiaj, jak przed tym, jak administracja Trumpa sprawiła, że wszyscy stracili rozum. Obustronny handel towarami i usługami sięga bilionów rocznie. Amerykańskie inwestycje stanowią podstawę całych sektorów.

Pomimo tego faktu debata w Europie często dryfuje w kierunku absurdalnej antyamerykańskiej postawy, a żadne państwo członkowskie UE nie ilustruje stawki tego dryfu bardziej dramatycznie niż Irlandia.

Gospodarka Irlandii jest najwyraźniejszym i najbardziej wymiernym dowodem na ogromne znaczenie Stanów Zjednoczonych dla poszczególnych państw członkowskich UE. Irlandzka gospodarka, na dobre i na złe, przez co mam na myśli na złe, jest w dużej mierze zależna od międzynarodowych korporacji, głównie amerykańskich, które utrzymują wszystko na powierzchni. Trzy międzynarodowe koncerny generują większość irlandzkich wpływów z podatku dochodowego od osób prawnych, co oznacza, że trzy międzynarodowe koncerny są wszystkim, co dzieli Irlandię od nadwyżki lub deficytu budżetowego w danym momencie.

Amerykańska Izba Handlowa w Irlandii, która nie jest może najbardziej bezstronną placówką, informuje, że amerykańskie firmy zatrudniają bezpośrednio około 250 tys. osób w kraju, a kolejne 170 tys. pośrednio. Około 10% siły roboczej. Na całej wyspie działa około 975 firm należących do USA, skoncentrowanych na zaawansowanej produkcji, naukach przyrodniczych, technologiach cyfrowych i sztucznej inteligencji – sektorach o wysokiej wartości, które utrzymują nasze PKB na bezsensownie wysokim poziomie i oferują przyzwoitą liczbę dobrze płatnych miejsc pracy – chociaż pytanie, ile z nich faktycznie trafia do Irlandczyków, jest nieco trudniejsze do ustalenia.

Nie jest to nowe, w tym sensie, że jest starsze niż 5 lat, co wydaje się być linią, której używamy do wszystkiego w dzisiejszych czasach. W 2018 r. analitycy z National Treasury Management Agency obnażyli głębokość naszej zależności już wtedy. Wartość amerykańskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Irlandii wyniosła 230 miliardów euro, czyli 30% wszystkich bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Przedsiębiorstwa kontrolowane przez USA odpowiadały za 63% produkcji w latach 2008-2014, wzrastając do oszałamiającego poziomu 76% w 2015 roku.

W dawnych czasach amerykańskie firmy zatrudniały ponad 150 000 osób, około 7% ogółu, co stanowiło najwyższy udział w całej UE. Wynagrodzenia wypłacane przez te firmy szacowano na 6-9 miliardów euro rocznie, co powinno a) pokazać nam liczby, o których mówimy, i b) pokazać nam, jak mało o nich wiemy.

Wpływy z podatku dochodowego od osób prawnych, które stanowią nieproporcjonalnie dużą część dochodów irlandzkiego rządu, są w dużej mierze uzależnione od zagranicznych korporacji międzynarodowych, a wśród największych płatników dominują firmy amerykańskie. NTMA wskazała, że jednoprocentowy spadek amerykańskiego PKB może spowodować spadek irlandzkiego podatku dochodowego od osób prawnych o 300 milionów euro w ciągu pięciu lat. To sprawia, że niektóre z naszych postaw wobec Ameryki, często w sposób, który wydaje się być dość prochiński, być może nie są najlepszym kierunkiem działania.

Ale z drugiej strony jestem tylko felietonistą, a nie doradcą strategicznym, więc postępujcie tak, jak chcecie, panowie.

Stosunki handlowe są dość mocno przechylone na korzyść Ameryki. Stany Zjednoczone konsekwentnie plasują się jako największy rynek eksportowy irlandzkich towarów, zajmując 27% całkowitej wartości w latach objętych raportem NTMA, z dużym naciskiem na chemikalia, farmaceutyki i urządzenia medyczne – wszystkie sektory zdominowane przez międzynarodowe korporacje z USA. Można by pomyśleć, że amerykańskie firmy przechowują pieniądze w Irlandii, aby skorzystać z jej systemu podatkowego, w szczególności z ulg na badania i rozwój, a następnie reinwestują je w swoich amerykańskich lokalizacjach w sposób, który jest odczytywany jako inwestycja wewnętrzna, ale w zasadzie jest to po prostu efektywne przenoszenie pieniędzy.

W każdym razie, dopóki ludzie nie zaczną myśleć o tym w tych kategoriach, irlandzki rząd będzie nadal mówił o inwestycjach wewnętrznych z Irlandii do Ameryki jako o tej wspaniałej, szlachetnej rzeczy. Niech Bóg ma ich w opiece, gdy przypadkowo znajdą się przed kimś, kto jest zaznajomiony z tym obszarem.

Ryzykując, że się powtórzę – Irlandia nie tylko czerpie korzyści z relacji z USA; jej nowoczesna gospodarka jest na nich zbudowana.

Tym bardziej znacząca była niedawna wizyta premiera Micheála Martina w Białym Domu z okazji Dnia Świętego Patryka. Kiedy Martin usiadł z prezydentem Donaldem Trumpem w Gabinecie Owalnym, nacisk ze strony irlandzkiej był jasny: utrzymać i wzmocnić pozytywne powiązania gospodarcze. Trump mówił o szybkim rozszerzeniu „wspaniałych stosunków handlowych”. Martin przedstawił partnerstwo jako „dwukierunkową ulicę” zakorzenioną w miejscach pracy, inwestycjach i możliwościach po obu stronach Atlantyku. Przyniósł wiadomości o nowych umowach wartych podobno miliardy. Niektóre z nich mogły w rzeczywistości reprezentować pieniądze trafiające do Ameryki, które w ogóle nie miały się tam znaleźć.

Niektórzy, jak ECR, prawdopodobnie powiedzieliby, że jest to pragmatyczne podejście do amerykańskiego prezydenta, który chce otrzymywać rzeczy, błyszczące rzeczy, drogie rzeczy, od odwiedzających królów. To rzeczywistość, w której żyjemy, więc powinniśmy żyć w niej najlepiej, jak potrafimy.

Porównajmy to z irlandzkimi partiami opozycyjnymi. Sinn Féin, Socjaldemokraci, Zieloni i Ludzie Przed Zyskiem ustawili się w kolejce, by skrytykować Martina za brak pouczenia amerykańskiego prezydenta w sprawie wojny w Iranie, tego, co dzieje się obecnie w Strefie Gazy i rzekomych naruszeń prawa międzynarodowego. Jeden z rzeczników Sinn Féin ubolewał nad „straconą szansą” na zabranie głosu na arenie międzynarodowej. Inny nazwał spotkanie „żałosną porażką”, jeśli chodzi o zakwestionowanie stanowiska Trumpa. Należy zauważyć, że Sinn Fein zadeklarowało, że nie odwiedzi Białego Domu w tym roku z okazji Dnia Świętego Patryka, co jest godnym pochwały konsekwentnym stanowiskiem, które zostało tylko nieznacznie podważone przez Amerykanów, którzy powiedzieli, że nigdy nie wysłali im zaproszeń.

Irlandzka lewica nie jest wyjątkowa ani nawet niezwykła w swoim stanowisku w tej sprawie. Mamy tu wspaniałą kombinację ludzi, którzy nienawidzą kapitalizmu, ludzi, którzy nienawidzą Ameryki, a przynajmniej obecnej amerykańskiej administracji, oraz ludzi, którzy zarabiają pieniądze na A lub B. Może zarówno A, jak i B, jeśli są dobrzy. Na szczęście wiele osób najbardziej zmotywowanych do tego poglądu nigdy nie znalazło się w zasięgu lwiego ryku władzy i może swobodnie wypowiadać wszelkiego rodzaju bzdury, które zostałyby natychmiast odrzucone, gdyby sami byli u władzy, ponieważ tego rodzaju bzdury są wręcz samobójcze, gdy faktycznie jesteś u władzy.

Irlandia jest nieco bardziej niezwykła, a może nawet wyjątkowa, jeśli chodzi o stopień, w jakim przyciągnęła amerykańską przedsiębiorczość do swojego kraju i utrzymała ją tam, nawet gdy więcej krajów UE, zwłaszcza tych z Europy Wschodniej, zaczęło silniej konkurować o amerykańskie pieniądze. Irlandia ma tam wiele strukturalnych przewag, począwszy od położenia, które nie było winą Brytyjczyków, a skończywszy na mówieniu po angielsku zamiast w naszym ojczystym języku, co było winą Brytyjczyków, a więc pojawia się pytanie, czy wskazuje to na szersze stosunki UE-USA.

Jest to mylące wrażenie, ponieważ intensywność irlandzkich powiązań z USA jest z pewnością głębsza niż w przypadku wielu naszych europejskich rówieśników, ale nie ma kraju w Europie, który nie miałby powiązań z USA, a wiele z nich chciałoby być tam, gdzie Irlandia.

Europejscy przywódcy powinni raczej podążać za przykładem Taoiseacha niż irlandzkiej opozycji. Moralna postawa niczego nie zmienia jest uważana za wielką prawdę o polityce, ale w kontaktach z administracją Trumpa, która przejęła część niechęci chińskiego reżimu do mówienia od tyłu, bardziej poprawne może być stwierdzenie, że moralna postawa teraz dość bezpośrednio zmienia saldo bankowe.