Czy centroprawicowy szwedzki rząd przygotowuje się na porażkę wyborczą tej jesieni?
Tak zwany rząd Tidö, nazwany na cześć historycznego zamku, w którym w 2022 r. trzy centroprawicowe partie: Umiarkowani, Chrześcijańscy Demokraci i Liberałowie utworzyły koalicję rządzącą z nacjonalistycznymi Szwedzkimi Demokratami, był niezwykłym wyczynem dla szwedzkiej polityki. Ten typowo postępowy i społecznie liberalny kraj zdołał przeprowadzić reformy wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych, imigracji, mediów publicznych i podatków, które byłyby nie do pomyślenia zaledwie pięć lat temu.
Nie oznacza to, że same reformy są zawsze tak ambitne lub koniecznie w prawdziwie konserwatywnym lub nacjonalistycznym guście. Stanowią one jednak zerwanie z lewicową polityką Socjaldemokratów, którzy wykorzystali radykalną Partię Zielonych i Partię Centrum do realizacji z perspektywy czasu bardzo szkodliwego progresywnego programu, który stawiał potrzeby Szwedów na drugim miejscu po potrzebach zielonej transformacji, obcokrajowców i biurokratów Unii Europejskiej.
Pomimo – a może właśnie dzięki? – szybkiego tempa popularnych i bardzo potrzebnych reform, partie rządzące nie zostały nagrodzone przez wyborców. Wręcz przeciwnie, zostały one ukarane do tego stopnia, że liberałowie, którzy tylko nieznacznie przetrwali ostatnie wybory, teraz prawdopodobnie nie osiągną czteroprocentowego progu wyborczego, aby utrzymać swoje miejsca w riksdagu 13 września.
Przez większą część kadencji partie rządzące nie miały powodów, by obawiać się swojej wrodzonej niekorzystnej sytuacji w sondażach. Cztery partie razem wzięte bez wyjątku miały niższe sondaże niż opozycyjne partie „czerwono-zielone”, ale w przeszłości w miesiącach poprzedzających wybory, jak na przykład w 2010 roku, kiedy lewica wyrwała porażkę ze szczęk zwycięstwa, udało się zniwelować większe różnice.
Ale oto jesteśmy, zaledwie kilka miesięcy przed wyborami. W chwili pisania tego tekstu minęły nieco ponad trzy miesiące, zanim Szwedzi oddadzą swoje głosy. Tymczasem sondaże pokazują alarmującą sytuację dla Tidö – różnica wynosi aż dziesięć punktów, czyli więcej niż kiedykolwiek odnotowano od 2022 roku. Jako konserwatysta boleśnie zdaję sobie sprawę, że nadchodzi moment, w którym optymistyczny determinizm, że prawica jest w stanie nabrać tempa w sondażach, gdy ma to naprawdę znaczenie, może być zwykłą naiwnością.
Istnieje kilka wyraźnych oznak, że rząd może przygotowywać się na najgorsze.
Ryzyko związane z transportem publicznym
Pod koniec maja cztery partie Tidö ogłosiły swój wielki program transportu publicznego, który od lipca do listopada obniża o połowę koszty biletów na autobusy, pociągi, tramwaje i metro. Oficjalnym motywem jest zrekompensowanie wzrostu kosztów utrzymania gospodarstw domowych, a w szczególności tych, które są zależne od transportu publicznego. Linie autobusowe i znaczna część kolejowego transportu pasażerskiego w Szwecji są obsługiwane przez władze regionalne, które mogą dobrowolnie ubiegać się o dotacje, jeśli chcą obniżyć koszty biletów o połowę. W sumie przewidywany niedobór dla rządu z powodu tego programu wynosi siedem miliardów koron szwedzkich, czyli 700 milionów euro.
Szwecja ma stosunkowo niski i stabilny dług publiczny, co może zachęcać do takich projektów. Argumentem jest możliwość inwestowania w dobrobyt gospodarstw domowych za pomocą potencjalnie pożyczonych pieniędzy. To samo uzasadnienie zostało wykorzystane do motywowania rosnących wydatków na obronę i ekspansję energii jądrowej.
Programy te, podobnie jak dotacje na transport publiczny, zostały skrytykowane przez socjaldemokratów za lekkomyślne wydatki. Liderka socjaldemokratów, Magdalena Andersson, zasłynęła jako odpowiedzialna menedżerka finansowa, dzięki temu, że przed objęciem stanowiska przewodniczącej partii była ministrem finansów, co czyni z niej dość silny punkt zaczepienia. Jest to również nietypowe dla „burżuazyjnych” partii Szwecji, w szczególności umiarkowanych, aby angażować się w tak kosztowny program publiczny, co osłabia jego wiarygodność.
Dla wielu krytycznie nastawionych obserwatorów gambit transportu publicznego został więc uznany za tanią próbę kupienia wyborców. Twierdzą oni, że jest to niezgodne ze szwedzką tradycją polityczną, w której ideologia często była ważniejsza niż materialne obietnice, a wyborcy to przejrzą.
Jeśli jednak strategicznie przeanalizuje się ustawę o transporcie publicznym, może ona zostać wykorzystana przez partie Tidö. Do każdego szwedzkiego rządu regionalnego należy ubieganie się o dotacje, które umożliwią im obniżenie cen biletów. Ze względów prestiżowych i politycznych, lewicowe administracje regionalne i gminy prawdopodobnie odrzucą tę możliwość. W ten sposób koszt dla rządu jest niższy, a zamiast tego udowodnili retoryczny punkt; lewica jest zbyt dumna, by przyznać prawicy korzyść z wątpliwości, nawet jeśli jest to korzystne dla ich własnej populacji. Teoretycznie to partie Tidö będą miały przewagę komunikacyjną w tej kwestii, co może przynieść im trochę wyborców.
Inną strategiczną analizą programu jest to, że jest on w rzeczywistości cichą rezygnacją. Prawica zdaje sobie sprawę, że rządzi na pożyczonym czasie i choć ta nietypowa zagrywka może zyskać im wyborców zgodnie z opisanym powyżej scenariuszem, jej główną funkcją jest przysporzenie bólu głowy następnemu rządowi. Już teraz Partia Zielonych, która prawdopodobnie wejdzie w skład kolejnej koalicji pod przywództwem socjaldemokratów, obiecuje uczynić dotacje na tańszy transport publiczny stałymi. Czy „odpowiedzialni fiskalnie” socjaldemokraci zamierzają zlikwidować popularny program dla najbardziej potrzebujących, tylko dlatego, że jest drogi? Ukrytym motywem może być tutaj sprawienie, by „nieunikniona” zmiana władzy była niewygodna dla lewicy, która już teraz ma ogromne problemy z budowaniem wiarygodnej koalicji.
W tym samym świetle można postrzegać wcześniejszą inwestycję rządu, w ramach której podatek od wartości dodanej od artykułów spożywczych został obniżony o połowę z 12% do 6%. Korekta ta weszła w życie w kwietniu i ma potrwać do października, czyli tuż po wyborach.
Problemem dla partii rządzących jest to, że nie zostały one jeszcze nagrodzone za swoje działania.
Potencjał odzyskiwania w opozycji
To gorzka pigułka oddać władzę i zostać zdegradowanym do opozycji. Zwłaszcza jeśli ambicją od samego początku było uzyskanie drugiej kadencji, aby scementować wszystkie ważne reformy pierwszej kadencji i podjąć dodatkowe kroki w kierunku konserwatywnym.
Ale może to być również nauka dla prawicy, w szczególności dla Szwedzkich Demokratów. Jest to partia nacjonalistyczna, która została zmarginalizowana od władzy i dialogu z ugruntowanymi partiami przez cały okres swojego istnienia, do około 2021 roku. Ze względu na tę retorycznie korzystną pozycję, nigdy nie stracili udziałów w głosach z wyborów na wybory. Wyjątek miał miejsce w 2024 r., kiedy partia skurczyła się w wyborach do Parlamentu Europejskiego, ale w tamtym czasie uważano to właśnie za wyjątek. Chociaż nic nie wskazuje na to, że Szwedzcy Demokraci nie osiągną poziomu z 2022 r. w wyborach w 2026 r., to niestety nic nie wskazuje również na wzrost.
Odsunięcie od władzy może być dobrym nauczycielem. Nadszedł czas, aby partia zastanowiła się, gdzie straciła dobrą wolę wyborców, którą miała w 2022 r., i wyostrzyła swoje narzędzia na następne wybory. Biorąc pod uwagę powyższe scenariusze, jest prawdopodobne, że lewicy będzie bardzo trudno rządzić Szwecją, jeśli koszty utrzymania będą nadal odgrywać rolę w szwedzkiej polityce w ciągu najbliższych kilku lat. Co więcej, stworzenie trwałej koalicji, która byłaby w stanie uzgodnić reformy, wydaje się być wyzwaniem niemal nie do pokonania dla socjaldemokratów. Innymi słowy, niekoniecznie jest tak, że spora część spuścizny Tidö zostanie tak łatwo wymazana przez socjalistów, zielonych i neoliberałów. Dlatego też na prawicy pojawiają się pewne głosy, które ostrzegają przed przyspieszonymi wyborami, jeśli partie Tidö nie będą w stanie zapewnić sobie większości we wrześniu. Jest to wniosek, z którym można się zgodzić.
W tym kontekście być może zrozumiałe jest, że w dłuższej perspektywie rząd pośrednio przyznaje się do porażki – taktycznego odwrotu, jeśli można. Bitwa może być przegrana, ale wojna trwa.