W zeszłym tygodniu Parlament Europejski w Strasburgu głosował nad poprawkami, w których wezwano do wprowadzenia całkowitego zakazu eksportu tlenku glinu do Rosji. Był to niewątpliwie krok podjęty w odpowiedzi na zainteresowanie mediów rafinerią tlenku glinu Aughinish w hrabstwie Limerick. Rafineria ta, należąca do firmy Rusal i eksportująca zdecydowaną większość swoich produktów do Federacji Rosyjskiej, szybko spotkała się z krytyką ze strony całego irlandzkiego spektrum politycznego.
Partie Fine Gael i Sinn Féin zagłosowały za przyjęciem rezolucji. Co jednak dziwne, europosłowie z partii Fianna Fáil wstrzymali się od głosu. Ich uzasadnienia stanowiły rzadki przykład jasności ze strony delegacji tej partii w Brukseli. Billy Kelleher argumentował, że sankcje „muszą boleć wroga bardziej niż nas samych” oraz że UE jest uzależniona od produkcji z Aughinish dla potrzeb własnego przemysłu. Tymczasem Barry Andrews zarzucał, że poprawka nie uwzględnia kwestii bezpieczeństwa europejskich łańcuchów dostaw kluczowych minerałów.
Najbardziej zaskakujące jest to, że te wypowiedzi, rozpatrywane w oderwaniu od dotychczasowej historii politycznej posłów do Parlamentu Europejskiego, znacznie bardziej przypominają dawną partię Fianna Fáil, niż mogłoby się to podobać premierowi Micheálowi Martinowi. Fianna Fáil była niegdyś bezkompromisową, pragmatyczną partią, która w każdej decyzji politycznej brała pod uwagę interesy narodowe Irlandii, niezależnie od tego, czy polityka ta była wyraźnie motywowana interesem publicznym. Widok, jak ten instynkt ujawnia się właśnie w debacie na temat Aughinish Alumina, jest więc, szczerze mówiąc, dziwaczny. W ciągu ostatnich czterech lat Irlandia publicznie wspierała Ukrainę, a jednocześnie eksportowała do Rosji materiały rafinowane, kluczowe dla nowoczesnego przemysłu. Ten zwrot o 180 stopni w Fianna Fáil musi być oszałamiający. Do tego stopnia, że partia uważa teraz, iż trzymając się swojego stanowiska, może zyskać coś w oczach opinii publicznej.
Aby w pełni zrozumieć, jak niezwykły był zwrot Fianna Fáil w kierunku Strasburga, należy przyjrzeć się historii tej partii w Europie. Zanim zespół ds. komunikacji partii przekształcił jej europejskie poglądy w opowieść o partii wizjonerskiej, była to partia reprezentująca wiejską i robotniczą Irlandię. Seán Lemass złożył wniosek o członkostwo w EWG w 1961 roku nie dlatego, że dążył do federalizacji Europy, ale dlatego, że protekcjonizm gospodarczy zawiódł, a Wielka Brytania zbliżała się do Europy. Jack Lynch doprowadził do przystąpienia Irlandii w 1972 roku, kierując się tymi samymi zasadami – Europa była ekonomicznym środkiem do osiągnięcia celów narodowych, takich jak dostęp do rynku, modernizacja i wyjście ze strefy funta szterlinga. Po przystąpieniu Irlandia wynegocjowała kluczowe fundusze na rozwój regionalny, a dziś broni swojego systemu opodatkowania przedsiębiorstw. Dzisiejsza partia Fianna Fáil nie byłaby w stanie zrealizować tych działań, a tym bardziej ich zaplanować. Irlandia historycznie była zwolenniczką europejskiej integracji gospodarczej, ale nigdy nie podchodziła do niej bezkrytycznie.
W rzeczywistości odzwierciedlał to układ miejsc partii Fianna Fáil w Brukseli. Przez dziesięciolecia Fianna Fáil zasiadała w Parlamencie Europejskim wraz z partiami gaullistowskimi, a od 1999 roku w Unii na rzecz Europy Narodów – frakcji suwerenistycznej, którą dzieliła z polską partią Prawo i Sprawiedliwość, włoską Alleanza Nazionale oraz Duńską Partią Ludową. Te szczegóły są obecnie traktowane jako ukryte, krępujące sekrety z przeszłości partii. Jednak przynależność Fianna Fáil do tej grupy nie była nie na miejscu. Irlandzka republikańska, nacjonalistyczna, wiejska partia, która w tamtym czasie wierzyła w państwo narodowe jako podstawową jednostkę współpracy europejskiej, naturalnie tam pasowała. Najciekawsze jest to, że w 2009 roku Fianna Fáil i Prawo i Sprawiedliwość, obie należące do tej samej grupy politycznej, obrały przeciwne kierunki polityczne.
W 2009 roku partia Fianna Fáil dołączyła do liberałów z ALDE – ugrupowania, które później, pod przywództwem zwolenników Macrona, połączyło się w Renew Europe. Jednak już na tym etapie Fianna Fáil wyraźnie udowodniła, że straciła zdolność do krytykowania instytucji Unii Europejskiej. Kiedy w 2001 roku irlandzcy obywatele odrzucili traktat nicejski, rząd Fianna Fáil przeprowadził referendum po raz drugi. Kiedy w 2008 roku odrzucili traktat lizboński, rząd Fianna Fáil ponownie zorganizował referendum. A kiedy finanse państwa uległy załamaniu, to właśnie rząd Fianna Fáil zaprosił trojkę i, pod naciskiem Europejskiego Banku Centralnego, społecznił straty systemu bankowego.
Można się zastanawiać, czy porzucenie suwerenistycznego charakteru partii było częścią ceny, jaką zapłaciła ona po kryzysie gospodarczym. Partia odbudowująca się w okresie nadzorowanego ożywienia gospodarczego i politycznego nie mogła sobie pozwolić na to, by postrzegano ją jako stojącą po stronie eurosceptyków. Niezależnie od bezpośredniej przyczyny, wyniki są dziś wyraźnie widoczne – w szeregach Fianna Fáil wątpliwości wobec Brukseli stały się tematem tabu.
Jednak nie wszyscy członkowie Fianna Fáil to zrozumieli. W 2014 roku Brian Crowley – jedyny pozostały przy życiu eurodeputowany tej partii – opuścił grupę ALDE i dołączył do ECR, opisując ją jako „grupę niefederalistyczną, proeuropejską, która wierzy w przyznanie znacznie większego wpływu rządom krajowym, a nie instytucjom UE”. Crowley, który był wówczas praktycznie najpopularniejszym politykiem Fianna Fáil w kraju, z ponad 180 000 głosów pierwszego wyboru, ponownie wyraził stanowisko partii sprzed 2009 roku – i za to został z niej wykluczony. Ten epizod dokładnie pokazał, gdzie leżał ideologiczny środek ciężkości elektoratu Fianna Fáil oraz jak bardzo kierownictwo partii było zdeterminowane, by zająć inne stanowisko.
Jednak ta rozbieżność nigdy nie została rozwiązana. Renew Europe przedstawia się jako miejska, świecka, federalistyczna i technokratyczna formacja polityczna. Członkostwo w takiej grupie byłoby dla partii Fianna Fáil pod przywództwem Lyncha i Lemassa czymś nie do pomyślenia. Partia ta jest w praktyce „jupiterowską” czołówką makronistów w Europie, ale pogrążyła się pod ciężarem arogancji francuskiego prezydenta.
Fianna Fáil natomiast wywodzi się z kręgów drobnych rolników, właścicieli pubów, klubów GAA oraz irlandzkiej tradycji republikańskiej. Jej członkowie czczą Lemassa i Lyncha właśnie dlatego, że prowadzili oni negocjacje z Europą w celu wypracowania porozumienia korzystnego dla Irlandii. Obecnie Fianna Fáil należy do ugrupowania, którego poglądy na temat harmonizacji podatków, integracji obronnej i centralizacji instytucjonalnej są sprzeczne z samymi zasadami tej partii.
W porównaniu Micheála Martina i Emmanuela Macrona jest coś całkiem trafnego: to dwaj przywódcy biegle posługujący się językiem troski, mistrzowie pełnych niepokoju oświadczeń i odkładanych decyzji. Zapytany o sprawę Aughinish Alumina, premier Irlandii obiecał „opracować podejście” we współpracy z Komisją i słynie z tego, że o każdej kwestii mówi „w kategoriach” tego, co mógłby zrobić.
Co sprowadza nas z powrotem do wstrzymania się od głosu przez Fianna Fáil w zeszłym tygodniu w Strasburgu. Nie należy tego interpretować jako powrotu do dawnego instynktu. To gra na dwa fronty – odwieczny instynkt partii, by być jednocześnie rządem i opozycją, proeuropejską w Brukseli i sceptyczną w Foynes, poważną w sprawie Ukrainy w Dublin Castle i ostrożną w kwestii sankcji, gdy zagrożone są wypłaty pracowników z Limerick. Partia odkryła słownictwo związane z interesem narodowym na tyle długo, by pozostać bierną, zanim rządowe śledztwo w sprawie Aughinish Alumina potwierdzi to, o czym wszyscy już wiemy.
Istotne jest to, że gdy stawka była realna i dotyczyła konkretnego regionu, europosłowie z partii Fianna Fáil instynktownie sięgnęli po argumenty obronne – łańcuchy dostaw, proporcjonalność, swobodę decyzyjną poszczególnych państw, sceptycyzm wobec parlamentarnej polityki gestów – które odrzuca ich własna frakcja i z którymi Micheál Martin się nie utożsamia. Stara partia wciąż gdzieś tam jest, przytłumiona przez dwie dekady liberalnej fasady. Jeśli Fianna Fáil naprawdę wierzy, jak ujął to Billy Kelleher, że Europa nie powinna podejmować działań, które szkodzą jej samej bardziej niż jej przeciwnikom, to powinna zadać sobie pytanie, dlaczego zasiada w ugrupowaniu, dla którego taka myśl jest herezją – i dlaczego ostatni członkowi partii, który podjął działania w tej sprawie, odebrano za to prawo do głosowania w imieniu frakcji.
Jedyną cechą charakterystyczną partii Fianna Fáil w całej jej stuletniej historii jest to, że jest ona całkowicie podporządkowana swojemu przywódcy. Ta uległość była w przeszłości wykorzystywana do osiągania niezwykłych sukcesów za rządów Eamona de Valery i Charliego Haugheya. Może ona jednak służyć również realizowaniu małostkowych interesów osobistych, które narażają irlandzkie społeczeństwo na okrutne i niezwykłe okoliczności w imię złudzeń jednej osoby.