Meloni zerwała z Trumpem. Teraz to od niej zależy, czy uda się zbudować Europę, która nie będzie musiała żebrać

Budowanie konserwatywnej Europy - 2026-06-22

Ostatecznie to nie cła, Ukraina, Iran ani spory dotyczące roli Europy spowodowały najgłębszy rozłam między Giorgią Meloni a Donaldem Trumpem. Było to zdjęcie – a dokładniej historia, którą amerykański prezydent postanowił stworzyć wokół zdjęcia wykonanego podczas szczytu G7 w Évian.

Podczas rozmowy telefonicznej z korespondentem stacji La7, Daniele Compatangelo, Trump stwierdził, że premier Włoch „błagała” go, by zrobił sobie z nią zdjęcie. Dodał, że zgodził się na to, ponieważ było mu żal Meloni.

Nie były to jedynie niefortunne słowa wypowiedziane w prywatnej rozmowie. Zostały one wyemitowane w programie „L’Aria che tira” i natychmiast nabrały znaczenia politycznego i dyplomatycznego. Trump przedstawiał włoskiego premiera jako słabego przywódcę, uzależnionego od jego aprobaty i gotowego podążać za nim, by odzyskać międzynarodowy prestiż.

Meloni odniosła się do tej sprawy podczas posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli. W filmie opublikowanym w mediach społecznościowych odrzuciła relację Trumpa jako „całkowicie zmyśloną”, wyraziła zdziwienie i zauważyła, że nie jest to pierwszy raz, kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych tak traktuje swoich sojuszników.

Następnie wypowiedziała zdanie, które rozeszło się daleko poza granice Włoch: „Ani ja, ani Włochy nigdy nie żebrzemy”.

To była decydująca chwila. Meloni nie broniła jedynie swojej osobistej godności. Powiązała zniewagę skierowaną pod adresem premiera z honorem narodu, który reprezentuje. Wyraziła również ubolewanie, że Trump nie zawsze wykazywał wobec wrogów Zachodu taką samą determinację, jaką okazywał jego sojusznikom.

Reakcja we Włoszech była niemal jednogłośna. Prezydent Sergio Mattarella wyraził swoje poparcie. Minister spraw zagranicznych Antonio Tajani odwołał zaplanowaną wizytę w Stanach Zjednoczonych, natomiast minister obrony Guido Crosetto podkreślił szkody wyrządzone Włochom, Ameryce i sojuszowi zachodniemu.

Każda szansa na zakończenie sporu poprzez prywatne wyjaśnienie trwała zaledwie chwilę. Trump postanowił zaostrzyć konflikt.

Drugi atak

W obszernym poście opublikowanym na Truth Social Trump powtórzył, że Meloni „wielokrotnie” prosiła go o zdjęcie. Tym razem jednak ujawnił prawdziwą przyczynę sporu.

Oskarżył Włochy o to, że podczas wojny z Iranem odwróciły się od Stanów Zjednoczonych. Skrytykował Rzym za odmowę udostępnienia amerykańskim siłom zbrojnym włoskich pasów startowych i infrastruktury, co – jak to ujął – spowodowało poważne utrudnienia logistyczne. Zasugerował również, że Meloni chciała ponownie zaprzyjaźnić się z nim wyłącznie po to, by poprawić swoje notowania. Jego wniosek był dosadny: „Nie, dziękuję”.

W tym momencie stało się jasne, że zdjęcie było jedynie pretekstem. Trump nie wybaczył Meloniemu skorzystania z podstawowego uprawnienia suwerennego rządu: decydowania o tym, czy i na jakich warunkach jego terytorium może być wykorzystywane do operacji wojskowych.

Stanowisko Włoch nie stanowiło ustępstwa wobec irańskiego reżimu. Meloni konsekwentnie podkreślała, że nie można pozwolić Teheranowi na zdobycie broni jądrowej. Spór dotyczył bezpośredniego zaangażowania Włoch oraz umów regulujących korzystanie z obiektów wojskowych na terytorium Włoch.

W kolejnej wypowiedzi, opublikowanej w języku angielskim na Instagramie, Meloni określiła wypowiedzi Trumpa jako „ciągłe i nieuzasadnione ataki”. Powtórzyła, że jej popularność zależy od obrony interesów narodowych Włoch, a nie od jej osobistych relacji z amerykańskim prezydentem, i podkreśliła, że kwestie baz wojskowych regulują umowy, których nie można po prostu zignorować.

„Włochy pozostają suwerennym państwem” – napisała. Dodała, że jej popularność nie powinna interesować Trumpa i że powinien on skupić się na swoich sprawach. Na koniec stwierdziła, że nie będzie wracać do tej kwestii, ponieważ nadal wierzy w jedność Zachodu i uważa to przedstawienie za niegodne odpowiedzialności spoczywającej na obu przywódcach.

To rozróżnienie miało zasadnicze znaczenie. Meloni oddzieliła stanowczość od strategicznego zerwania, a obronę suwerenności od antyamerykanizmu.

Koniec uprzywilejowanych relacji?

Ten konflikt ma szczególne znaczenie, ponieważ Meloni włożyła wiele wysiłku w budowanie relacji z Trumpem. Kiedy w styczniu 2025 roku odbyła się jego druga inauguracja, była jedyną obecna przywódczynią z Unii Europejskiej. Przed uroczystością odwiedziła go w Mar-a-Lago, co jeszcze bardziej umocniło wizerunek ich wyjątkowych relacji politycznych.

Trump wielokrotnie określał ją mianem niezwykłej przywódczyni i wzoru do naśladowania dla konserwatywnego świata. Meloni próbowała przekształcić tę ideologiczną bliskość w strategiczną przewagę dla Włoch i Europy.

Jej celem było uczynienie Rzymu pomostem między Białym Domem, który coraz bardziej nie ufał Brukseli, a europejską elitą, która nie potrafiła w pełni zrozumieć Trumpa. Podczas jej wizyty w Waszyngtonie w kwietniu 2025 roku oba rządy zobowiązały się do zacieśnienia współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa, energii, technologii i infrastruktury.

Różnice w kwestii ceł i Ukrainy istniały już wcześniej. Rzym nadal wspierał Kijów, podczas gdy Trump przyjął bardziej surowe stanowisko wobec Wołodymyra Zełenskiego i wykazał większą gotowość do negocjacji z Moskwą. Niemniej jednak Meloni pozostawiła możliwość dialogu.

Stosunki uległy poważnemu pogorszeniu w trakcie wojny z Iranem. Włochy poparły cel, jakim było uniemożliwienie Teheranowi uzyskania statusu mocarstwa jądrowego, ale odmówiły bezpośredniego udziału w konflikcie oraz zezwolenia na automatyczne wykorzystanie swojej infrastruktury.

Napięcie wzrosło, gdy Trump zaatakował papieża Leona XIV za jego stanowisko w sprawie wojny. Meloni stanęła w obronie papieża i określiła słowa prezydenta jako niedopuszczalne. Trump zareagował, zarzucając jej brak odwagi.

Wydawało się, że nawet ten spór udało się opanować. Podczas szczytu G7 Meloni i Trump przeprowadzili rozmowy, które według włoskich źródeł dyplomatycznych przyczyniły się do wyjaśnienia dzielących ich różnic. Dwa dni później rozmowa telefoniczna ujawniona przez stację La7 zniweczyła te wysiłki.

Różnica w stosunku do poprzednich kryzysów jest oczywista. Trump nie ograniczył się jedynie do skrytykowania decyzji podjętej przez rząd włoski. Podjął próbę podważenia legitymacji samej Meloni, przedstawiając ją jako przywódczynię, która błagała o wspólne zdjęcie i próbowała wykorzystać Biały Dom do poprawy swoich wyników w sondażach.

Pojednanie na poziomie instytucjonalnym nadal jest możliwe. Wydaje się jednak, że znacznie trudniej będzie naprawić relacje międzyludzkie.

Sojusz przetrwa kolejnych prezydentów

Byłoby jednak błędem utożsamianie Donalda Trumpa ze Stanami Zjednoczonymi lub traktowanie konfliktu między dwoma przywódcami jako końca sojuszu między dwoma krajami.

Włochy i Stany Zjednoczone łączą więzi polityczne, wojskowe, gospodarcze i międzyludzkie, które wykraczają poza kadencje kolejnych mieszkańców Palazzo Chigi i Białego Domu. Współpraca w ramach NATO, działania wywiadowcze, obiekty wojskowe, inwestycje przemysłowe oraz relacje technologiczne tworzą strukturę o wiele bardziej odporną niż jakikolwiek spór w mediach społecznościowych.

Włochy nie muszą stać się antyamerykańskie, by udowodnić, że nie są podległe. Muszą wspierać Europę na tyle silną, by mogła być sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, a nie protektoratem: Europę zdolną powiedzieć „tak”, gdy interesy się pokrywają, i „nie”, gdy tak nie jest.

Prawdziwa przyjaźń nie wymaga posłuszeństwa. Prawdziwy sojusz nie znosi suwerenności.

Odpowiedzią musi być silniejsza Europa

Konflikt ten wywołał ogromny oddźwięk na arenie międzynarodowej. Oświadczenie Meloni, że ani ona, ani Włochy nigdy nie będą błagać o pomoc, zostało rozpowszechnione przez gazety, stacje telewizyjne i konta w mediach społecznościowych na całym świecie.

Jej odpowiedź ujawniła zapotrzebowanie na nowy rodzaj europejskiego przywództwa: ani technokratycznego, ani antyzachodniego, ani podporządkowanego Waszyngtonowi, ani też zajmującego neutralne stanowisko wobec demokracji i dyktatur.

Meloni powinna wykorzystać tę dynamikę nie po to, by prowadzić osobistą kampanię przeciwko Trumpowi, lecz po to, by zaproponować nową architekturę europejską.

Bez obfitej, stabilnej i konkurencyjnej cenowo energii Europa nie jest w stanie chronić swojego przemysłu, rozwijać sztucznej inteligencji, utrzymać wiarygodnego systemu obronnego ani zmniejszyć swojej zależności od innych państw.

Europa potrzebuje zatem szeroko zakrojonego planu dotyczącego energii jądrowej nowej generacji: wspólnych inwestycji, badań naukowych, małych reaktorów modułowych, kontynentalnych łańcuchów dostaw oraz szybszych procedur wydawania zezwoleń. Musi porzucić ideologiczny ekologizm, który zbyt często przekształcał dekarbonizację w deindustrializację.

Drugim filarem musi być kontrola granic. Europa musi zdecydować, kto wjeżdża na jej terytorium, odróżniać legalną imigrację od nielegalnego wjazdu, wzmocnić agencję Frontex, zawrzeć porozumienia z krajami pochodzenia i tranzytu, utworzyć zewnętrzne ośrodki rozpatrywania wniosków azylowych oraz zapewnić skuteczność procedur odsyłania.

Społeczność polityczna, która nie jest w stanie kontrolować swoich granic, nie jest w pełni suwerenna. Społeczeństwo, które nie potrafi zarządzać imigracją, nieuchronnie doprowadzi do braku bezpieczeństwa i konfliktów społecznych.

Energia jądrowa i kontrola granic opierają się na tej samej zasadzie: zdolności do wytwarzania energii niezbędnej do zapewnienia wolności oraz do obrony przestrzeni politycznej, w której ta wolność istnieje.

Tylko Meloni może się tego podjąć

Giorgia Meloni jest prawdopodobnie jedyną europejską przywódczynią zdolną do połączenia tych elementów. Jest mocno zakorzeniona w Zachodzie, popiera NATO i Ukrainę, utrzymuje kontakty z amerykańskimi konserwatystami, stoi na czele jednego z państw założycielskich Unii Europejskiej, a kwestię kontroli imigracji uczyniła centralnym elementem swojego programu politycznego.

Może rozmawiać z Polską i krajami skandynawskimi na temat bezpieczeństwa, z Francją o energii jądrowej, z Niemcami o konkurencyjności przemysłowej, a z krajami basenu Morza Śródziemnego o szlakach migracyjnych. Może zaproponować Europę, która nie likwiduje swoich narodów, lecz wykorzystuje ich siłę do budowania potęgi kontynentalnej.

Zerwanie z Trumpem, choć bolesne, może zatem stać się momentem politycznego dojrzewania. Era, w której Europa mogła liczyć na bezpłatną ochronę i szacunek wyłącznie dzięki osobistym relacjom między europejskim przywódcą a amerykańskim prezydentem, dobiegła końca.

Włochy muszą pozostać przyjacielem Stanów Zjednoczonych. Muszą jednak być przyjacielem, który zachowuje się z godnością.

Meloni wypowiedziała trafne zdanie: Włochy nie żebrzą. Teraz musi nadać temu zdaniu polityczną treść, budując Europę, która nie będzie żebrać o energię, bezpieczeństwo, ochronę wojskową ani pozwolenie na obronę swoich granic.

Jeśli jej osobiste relacje z Trumpem rzeczywiście dobiegły końca, odpowiedzią nie może być uraza. Musi to być coś większego: początek nowej ery w Europie.