Około sto lat temu w świecie zachodnim nastąpił wielki przełom demokratyczny. Około 1920 roku prawo do głosowania przyznano nie tylko wszystkim mężczyznom, ale także wszystkim kobietom w takich krajach jak Stany Zjednoczone, Kanada, Szwecja i Dania. Wielka Brytania wprowadziła powszechne prawo wyborcze dla kobiet w 1928 roku, a Francja – w 1945 roku.
Jednak powszechne prawo wyborcze nie oznaczało od razu równego wpływu.
Nawet długo po tym, jak kobiety uzyskały prawo do głosowania, pozostawały w tyle pod względem wykształcenia i obecności w zawodach o znaczeniu społecznym. Polityka, sądownictwo, dziennikarstwo, kościoły, uczelnie wyższe, zawody medyczne – mężczyźni dominowali wszędzie jeszcze długo po tym, jak kobiety uzyskały równe szanse wywierania wpływu na politykę.
Jednak wraz z pojawieniem się współczesnego feminizmu w latach 70. wszystko uległo zmianie. Teraz od kobiet oczekiwano, że będą się kształcić, robić karierę i samodzielnie się utrzymywać. Powinny były również postrzegać siebie jako coś więcej niż tylko kobiety, żony i matki. Z biegiem czasu kobiety zaczęły też podejmować pracę w bardziej wymagających zawodach.
Dzisiaj wiemy już, jak wygląda sytuacja w wielu krajach zachodnich. Kobiety wcale nie pozostają w tyle, jeśli chodzi o reprezentację na uczelniach, w polityce, w sądownictwie czy w dziennikarstwie. Wręcz przeciwnie. Od dawna podkreśla się, że kobiety są raczej na najlepszej drodze do zdominowania niektórych grup zawodowych, które wcześniej były zdominowane przez mężczyzn.
Zmiana ta przebiega stopniowo i nie wygląda tak samo we wszystkich krajach. Faktem jest również, że kobiety mogą wchodzić do danej grupy zawodowej, ale nadal są niedostatecznie reprezentowane na stanowiskach kierowniczych. Na europejskich uczelniach rośnie odsetek kobiet uzyskujących stopień doktora. Jednak odsetek kobiet wśród profesorów jest nadal znacznie niższy niż odsetek mężczyzn. Tendencja jest jednak wyraźna: wszędzie tam, gdzie wcześniej dominowali mężczyźni, obecność kobiet staje się coraz bardziej zauważalna.
Szwecja jest jednym z krajów, które odgrywają wiodącą rolę w tym procesie. Dlatego też być może logiczne jest, że w Szwecji rozpoczęła się obecnie otwarta debata na temat możliwych konsekwencji tej zmiany społecznej.
W 2024 roku Erik J. Olsson i Catharina Grönqvist Olsson opublikowali cieszącą się dobrym przyjęciem książkę zatytułowaną „The Soft State”. Tytuł nawiązuje do pojęcia „The Deep State”, które zazwyczaj odnosi się do biurokracji państwowej w naszych zachodnich społeczeństwach, charakteryzującej się dążeniem do realizacji własnej agendy politycznej, niezależnej od woli społeczeństwa wyrażanej za pośrednictwem wybranych polityków.
Obecnie obaj autorzy wydali nową książkę zatytułowaną „Nowe matriarchat – przegląd feminizacji w administracji państwowej”. Dzieło to dotyczy tego, w jaki sposób kobiety zaczęły dominować wśród pracowników szwedzkich agencji i ministerstw.
W 80 procentach wszystkich szwedzkich agencji rządowych większość pracowników stanowią kobiety. W pewnym stopniu wynika to z faktu, że zawody wykonywane w tych agencjach już z natury rzeczy charakteryzują się przewagą kobiet. Agencje te nie zatrudniają bowiem stolarzy ani hydraulików. Jednak nadal faktem jest, że agencje te były wcześniej zdominowane przez mężczyzn, a obecnie obserwujemy przewagę kobiet na stanowiskach kierowniczych w całej tej dziedzinie. W 55 procentach agencji ponad 60 procent personelu stanowią kobiety. Jedynie w 20 procentach agencji odnotowuje się analogiczną przewagę mężczyzn, wynoszącą ponad 60 procent.
Ciekawymi przykładami są szwedzki „Urząd ds. Równości”, w którym 85 procent pracowników stanowią kobiety. W Szwecji działa również organ o nazwie „Rzecznik ds. Dyskryminacji”, który chroni prawo obywateli do niedyskryminacji w życiu zawodowym. 79 procent jego pracowników to kobiety.
Wśród szwedzkich resortów nie ma ani jednego, w którym większość pracowników stanowiliby mężczyźni. W szwedzkim Ministerstwie Kultury 73 procent pracowników to kobiety, w Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej – również 73 procent. Podobnie wygląda sytuacja w innych resortach: w Ministerstwie Edukacji kobiety stanowią 70 procent, w Ministerstwie Sprawiedliwości – 67 procent, w Ministerstwie Pracy – 67 procent, a w Ministerstwie Klimatu i Przedsiębiorczości – 61 procent. Najniższy odsetek kobiet odnotowuje się w Ministerstwie Finansów, gdzie stanowią one 56 procent pracowników.
Jeśli weźmiemy pod uwagę całe szwedzkie państwo, a więc uwzględnimy policję, siły zbrojne i inne instytucje tradycyjnie zdominowane przez mężczyzn, odsetek kobiet wynosi 53 procent. Odsetek ten nieznacznie spadł od rekordowego roku 2023. Ten nagły spadek wynika prawdopodobnie z faktu, że Szwecja, podobnie jak inne kraje europejskie, zainwestowała w ostatnich latach znaczne środki w zbrojenia zarówno sił zbrojnych, jak i policji – obszarów, w których mężczyźni nadal zajmują stosunkowo silną pozycję.
W 1980 roku odsetek kobiet w tym stanie wynosił 40,3 procent. Dopiero w 2008 roku kobiety dogoniły mężczyzn. Od tego czasu ich odsetek stale rośnie, z wyjątkiem ostatnich dwóch lat, kiedy to w sektorze obronnym i sądownictwie zatrudniono więcej pracowników.
Powstaje zatem pytanie, jaki wpływ ma to na społeczeństwo. Jest to kwestia potencjalnie niezwykle kontrowersyjna. Jeśli bowiem w jakikolwiek sposób pozwoli się sobie na dyskusję o rzekomej dominacji kobiet, a może nawet na określenie jej jako problematycznej, naraża się na zarzut mizoginii. Jednak pytanie to należy oczywiście zadać. Równa obecność kobiet w życiu publicznym to nowe zjawisko w naszych zachodnich społeczeństwach. Tradycyjnie kobiety funkcjonowały jako „druga płeć”, jak powiedziała Simone de Beauvoir. Trudno jednak uznać, że tak jest nadal. Przynajmniej nie w ten sam sposób.
Według dwojga autorów, Erika J. Olssona i Cathariny Grönqvist Olsson, fakt, że wśród pracowników i kadry kierowniczej przeważają kobiety, wpływa na organizacje w taki sposób, że to, co nazywają „kobiecymi wartościami” i „kobiecym sposobem myślenia”, wywiera wówczas zupełnie inny wpływ. W dłuższej perspektywie oznacza to, że całe społeczeństwo przywiązuje inną wagę do kwestii, perspektyw i wartości, które wcześniej musiały ustępować miejsca typowo męskim wartościom i męskiemu sposobowi myślenia.
Można tu oczywiście zarzucić, że nie wszystkie kobiety są takie same ani że nie wszyscy mężczyźni myślą w ten sam sposób. I to oczywiście prawda. Jednak autorzy książki opierają swoje rozumowanie na szeroko zakrojonych badaniach psychologicznych i socjologicznych, których celem jest opisanie wartości średnich. Zdaniem badaczy możliwe jest zatem zidentyfikowanie typowo kobiecych i typowo męskich wzorców myślenia. Są to schematy myślowe występujące w różnych kulturach. I tak jak istnieje wiele kobiet, które są wyższe od przeciętnego mężczyzny, tak samo niepodważalnym faktem jest, że mężczyźni mają średnio większy wzrost niż kobiety.
A dziś łatwo zapomnieć, że nasze zachodnie społeczeństwa – podobnie jak większość społeczeństw na całym świecie – były tradycyjnie kształtowane przez mężczyzn i męskie wartości. Sto lat temu mężczyźni dominowali w polityce. To oni kształtowali dziennikarstwo, środowisko akademickie i system sądowniczy.
Być może przez pewien czas żyliśmy w sytuacji, w której istniała pewna równowaga między tym, co męskie, a tym, co kobiece. I być może nadal znajdujemy się w tym stanie równowagi. Wartości męskie utrzymują się, a mężczyźni nadal odgrywają aktywną rolę w polityce i administracji publicznej, ale na scenę wkroczyły również kobiety; mogło to przyczynić się do podniesienia statusu tego, co uważamy za „łagodniejsze” perspektywy – równości, sprawiedliwości, troski i otwartości.
Jednak według Olssona i Grönqvista Szwecja – a przede wszystkim finansowany z podatków sektor publiczny na szczeblu państwowym i gminnym – znalazła się pod tak silnym wpływem kobiet, że „kobiecy sposób myślenia” stał się obecnie normą.
Autorzy pokazują między innymi, w jaki sposób policja i wojsko opisują swoje misje. Nie jest już oczywiste, że główny cel – w przypadku policji: zwalczanie przestępczości za wszelką cenę i w każdej sytuacji, a w przypadku wojska: odpieranie wrogich ataków – stanowi nadrzędny priorytet. Zamiast tego głównym celem operacji może być po prostu funkcjonowanie w przyjemnym środowisku pracy.
Autorzy pokazują również, w jaki sposób poglądy, które we współczesnym świecie zazwyczaj uznaje się za „lewicowe”, stały się poglądami ukształtowanymi przez priorytety charakterystyczne dla kobiet. Imigracja, troska o klimat, równouprawnienie płci i sprawiedliwość społeczna to kwestie, za którymi opowiadają się współczesne partie lewicowe, a jednocześnie są one zgodne z typowo kobiecym sposobem myślenia. Nie jest więc przypadkiem, że polaryzacja, jaką obserwujemy dziś w całym zachodnim świecie – między szeroko pojętą lewicą, obejmującą zarówno marksistów, jak i lewicowych liberałów, a z drugiej strony nową konserwatywną prawicą – jest również polaryzacją między kobietami a mężczyznami.
Jeśli chodzi o odniesienia teoretyczne zawarte w książce, należy zauważyć, że autorzy opierają swoje argumenty na szeroko zakrojonych badaniach psychologicznych i socjologicznych. Nie chodzi tu o to, że wszyscy mężczyźni lub wszystkie kobiety są tacy sami; chodzi raczej o mierzalne i weryfikowalne tendencje.
Jedną z tych tendencji jest to, że mężczyźni i kobiety różnią się w swoich poglądach na temat moralności i etyki. Mężczyźni chętnie odwołują się do czegoś, co można nazwać „etyką sprawiedliwości”, zgodnie z którą akceptujemy fakt, że ludzie mają różne warunki do radzenia sobie w życiu, a zatem różnią się również pod względem sukcesów i wyników życiowych. Ważne jest to, by wszystkie jednostki, a może nawet wszystkie kultury i cywilizacje, miały takie same formalne warunki do osiągnięcia sukcesu. Na tym właśnie polega sprawiedliwość. Sprawiedliwość polega również na tym, że osoby, które mają lepsze warunki do osiągnięcia sukcesu w życiu, mają również możliwość to zrobić.
Kobiety natomiast mają skłonność do myślenia zgodnego z „etyką troski”. W tym ujęciu nacisk kładzie się na to, by wszyscy ludzie żyli w równie dobrych warunkach, niezależnie od tego, jakie warunki naturalne posiadają. To sprawia również, że nie do zniesienia jest fakt, iż niektóre osoby lub kultury odnoszą większe sukcesy niż inne. Nie do zniesienia jest to, że ludzie mogą być wykluczeni ze społeczności odnoszącej sukcesy. Zasadniczo nie do przyjęcia staje się sytuacja, w której państwo ogranicza solidarność i troskę o własnych obywateli, ponieważ wszyscy ludzie na całym świecie mają takie samo naturalne prawo do opieki i dobrobytu.
Ważne jest, aby zrozumieć, że są to dwa różne sposoby myślenia, które mężczyźni i kobiety przyjmują zazwyczaj w sposób spontaniczny i naturalny. Dlatego też obu stronom trudno jest prowadzić ze sobą dialog. Nie są to stanowiska ideologiczne oparte na obiektywnej i opartej na faktach analizie, lecz raczej spontaniczne schematy myślowe.
Kwestia wpływu, jaki sukcesy kobiet mogą wywierać na nasze społeczeństwa, jest wieloaspektowa i interesująca, ale budzi również kontrowersje polityczne. Zazwyczaj nie mamy większych problemów z twierdzeniem, że wartości męskie mogą być problematyczne i że społeczeństwa nie powinny być w nadmiernym stopniu kształtowane przez wartości czysto męskie. Czy odważymy się zacząć myśleć w podobny sposób, gdy mowa o kobietach i wartościach kobiecych?