Półtorej godziny w Palazzo Chigi na podsumowanie ostatnich napięć, ale przede wszystkim na ponowne otwarcie politycznego kanału. Premier Włoch Giorgia Meloni przyjęła w Rzymie sekretarza stanu USA Marco Rubio na spotkaniu, które w zamierzeniu obu stron miało być sposobem na przywrócenie porządku w stosunkach między Włochami a Stanami Zjednoczonymi po tygodniach tarć związanych z Iranem, wykorzystaniem baz wojskowych, taryfami celnymi i uwagami Donalda Trumpa pod adresem włoskiego premiera i papieża Leona XIV.
Spotkanie, według relacji opublikowanych w ciągu dnia, zostało opisane przez Meloniego jako „produktywne i konstruktywne”. Dyskusja dotyczyła głównych kwestii międzynarodowych: Bliskiego Wschodu, cieśniny Ormuz, Libii, Libanu, Ukrainy, Chin i stosunków dwustronnych między Rzymem a Waszyngtonem.
Podejście Meloniego polegało na stanowczości bez zerwania. „Oboje rozumiemy, jak ważne są stosunki transatlantyckie”, wyjaśnił premier, dodając jednocześnie, że zarówno Włochy, jak i Stany Zjednoczone muszą bronić „własnych interesów narodowych”. Jest to linia przyjęta przez Palazzo Chigi: lojalność wobec zachodniego sojuszu, centralne znaczenie relacji z Waszyngtonem, ale brak automatycznego podporządkowania, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo narodowe, prerogatywy parlamentarne i stabilność Morza Śródziemnego.
W jednym zdaniu Meloni podsumował polityczne znaczenie spotkania: „Włochy bronią swoich interesów narodowych tak samo jak Stany Zjednoczone. I dobrze, że się co do tego zgadzamy”.
Kwestia ta nie jest drugorzędna. Do spotkania z Rubio doszło po napięciach wywołanych stanowiskiem Waszyngtonu w sprawie Iranu i amerykańskimi naciskami na europejskich sojuszników. Przemawiając w Rzymie, Rubio podkreślił, że nie należy ograniczać sprzeciwu wobec Teheranu do publicznych oświadczeń. Sekretarz stanu oskarżył Iran o próbę normalizacji kontroli nad międzynarodowym szlakiem wodnym, takim jak cieśnina Ormuz, określając taki scenariusz jako niebezpieczny precedens. Rubio argumentował, że podstawowym pytaniem, jakie każdy kraj musi sobie zadać, jest to, czy jest skłonny zaakceptować fakt, że państwo może domagać się kontroli nad kluczowym międzynarodowym przejściem morskim.
W tej kwestii stanowisko Włoch pozostaje ostrożne, ale nie dwuznaczne. Rzym uważa swobodę żeglugi w cieśninie Ormuz za strategiczny interes, nie tylko ze względu na konsekwencje gospodarcze, jakie jakakolwiek eskalacja miałaby dla cen energii i inflacji. Jednocześnie włoski rząd nie zamierza dać się wciągnąć w operacje ofensywne bez jasnych ram, bez procesu politycznego i bez oceny własnych interesów narodowych.
Jest to stanowisko konserwatywne w najbardziej konkretnym znaczeniu tego słowa: obrona sojuszy, przy jednoczesnym zachowaniu suwerennej władzy decyzyjnej państwa; wspieranie Zachodu, przy jednoczesnym zapewnieniu, że Włochy nie staną się platformą logistyczną dla wojen rozstrzyganych gdzie indziej.
Spotkanie potwierdziło również, że Meloni stara się pozycjonować Włochy jako jednego z najbardziej wiarygodnych rozmówców Waszyngtonu w Europie. W czasie, gdy kilka europejskich stolic stara się dostosować do nowego amerykańskiego podejścia, Rzym stara się utrzymać otwarty kanał transatlantycki bez rezygnacji z własnej strategicznej autonomii. Dla Meloniego równowaga ta jest niezbędna: Włochy muszą pozostać mocno zakotwiczone na Zachodzie, ale muszą także być w stanie rozmawiać ze Stanami Zjednoczonymi jako partner polityczny, a nie tylko jako uległy sojusznik.
Dla Włoch Morze Śródziemne pozostaje decydującym teatrem. Kryzysy w Libii i Libanie, niestabilność na Bliskim Wschodzie, bezpieczeństwo szlaków morskich i presja na dostawy energii dotykają Rzym bardziej bezpośrednio niż wiele innych europejskich stolic. Dlatego też ostrożność Meloniego w kwestii Iranu nie powinna być mylona z wahaniem. Odzwierciedla ona świadomość, że interes narodowy Włoch jest kształtowany przede wszystkim przez stabilność ich sąsiedztwa. W tym sensie konserwatywna polityka zagraniczna nie goni za abstrakcyjnymi formułami, ale wychodzi od geografii, granic, bezpieczeństwa energetycznego i ochrony społeczności narodowych.
Rubio starał się również uspokoić włoskich urzędników w jednej z najbardziej drażliwych kwestii: amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Po groźbach Trumpa dotyczących ponownego rozważenia rozmieszczenia wojsk amerykańskich na kontynencie, sekretarz stanu wyjaśnił, że on i Meloni nie omawiali konkretnych tematów, takich jak wycofanie sił amerykańskich z Europy, zauważając, że każda taka decyzja należy do prezydenta. Jednocześnie Rubio określił siebie jako „silnego zwolennika NATO” i wyjaśnił, że jednym z głównych powodów obecności Ameryki w Sojuszu jest zdolność do posiadania sił rozmieszczonych w Europie, które mogą być wykorzystane w sytuacjach awaryjnych.
Jednak i tutaj pojawiły się tarcia. Rubio zauważył, że dla niektórych członków NATO taka możliwość może nie być już gwarantowana, opisując tę kwestię jako „sprawę, która wymaga dalszego zbadania”. Odniósł się w ten sposób do europejskiego oporu w sprawie wykorzystania baz i przestrzeni powietrznej w związku z kryzysem irańskim. Według Reutersa, Włochy odmówiły w zeszłym miesiącu zgody na wykorzystanie bazy Sigonella do operacji bojowych związanych z konfliktem z Iranem, argumentując, że Waszyngton nie zwrócił się o wcześniejszą autoryzację do Rzymu.
To jest właśnie kwestia polityczna: Włochy Meloniego nie chcą zerwania z Waszyngtonem, ale też nie akceptują bycia traktowanymi jak pionek. Premier wie, że więź ze Stanami Zjednoczonymi pozostaje filarem międzynarodowej pozycji Włoch. Jednocześnie potwierdza prawo Rzymu do obrony własnych interesów w szerszym regionie Morza Śródziemnego, w Libii, Libanie, w zakresie bezpieczeństwa energetycznego i zarządzania kryzysami regionalnymi. Jest to postawa, która stara się łączyć atlantyzm, realizm i suwerenność narodową.
Dyskutowano również o Ukrainie. Rubio powtórzył, że Waszyngton jest gotowy do dalszego odgrywania roli mediatora, ale nie zamierza inwestować „czasu i energii” w wysiłki, które nie przynoszą żadnych postępów. Meloni, ze swojej strony, nadal porusza się po linii zachodniej stanowczości wobec rosyjskiej agresji, jednocześnie utrzymując otwarte drzwi do dyplomatycznych ram zdolnych do uniknięcia niekończącej się wojny na wyniszczenie.
Akta watykańskie były nie mniej istotne. Rubio przybył do Rzymu również po to, by spotkać się z papieżem Leonem XIV, po kontrowersjach wywołanych atakami Trumpa na papieża. W katolickim kraju, jakim są Włochy, słowa te miały znaczenie polityczne. Meloni nazwał je „niedopuszczalnymi”, co z kolei spotkało się z ostrą reakcją amerykańskiego prezydenta. Również z tego powodu spotkanie twarzą w twarz w Palazzo Chigi miało znaczenie wykraczające poza zwykłą dyplomację: służyło sprawdzeniu, czy pomimo gorącej retoryki stosunki między włoskim rządem a amerykańską administracją mogą pozostać zakotwiczone w zaufaniu, wspólnych interesach i wzajemnym szacunku.
W tym sensie spotkanie w Rzymie nie było jedynie dyplomatyczną kurtuazją, ale testem pola manewru Włoch w obozie zachodnim. Przesłanie Meloniego było jasne: lojalność wobec sojuszników nie jest kwestionowana, ale lojalność musi współistnieć z odpowiedzialnością wobec włoskich obywateli, bezpieczeństwem narodowym i strategicznymi priorytetami kraju.
Na razie odpowiedzią jest ostrożna odwilż. Nie pełne pojednanie, nie powrót do idealnej harmonii, ale ponowne otwarcie kanału. Meloni postanowiła nie zaogniać konfrontacji, ale też nie wycofała się. Przypomniała Rubio, że jedność Zachodu jest „cenna”, ale jedność nie może oznaczać porzucenia suwerenności.
Takie jest znaczenie spotkania w Rzymie: Włochy pozostają na Zachodzie, pozostają w NATO i pozostają sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Ale robią to jako dorosły naród, świadomy swojej roli i zdeterminowany do obrony własnych interesów.