Unia Europejska nałożyła na jednego ze swoich największych eksporterów – Brazylię – zakaz dostarczania niektórych produktów spożywczych przeznaczonych do spożycia na terenie UE. Od 3 września Bruksela zawiesiła import wołowiny, drobiu, jaj i miodu z największego kraju Ameryki Południowej. Środek ten jest równie drastyczny, co logiczny, a wynika z nieprzestrzegania przez Brazylię unijnych przepisów sanitarnych – a konkretnie zakazu stosowania środków przeciwdrobnoustrojowych w celu przyspieszenia wzrostu zwierząt. Brazylia nie była w stanie przedstawić wymaganych gwarancji obejmujących cały cykl życia zwierząt, co doprowadziło do wprowadzenia tego zakazu, który już od kilku miesięcy wydawał się nieuchronny. Już w maju Brazylia została usunięta z listy krajów spełniających wymogi Unii Europejskiej w zakresie bezpieczeństwa żywności.
Rozporządzenie w sprawie stosowania substancji przeciwdrobnoustrojowych nie pojawiło się znikąd. Obowiązywało ono już przed tymczasowym wdrożeniem umowy o wolnym handlu między UE a Mercosurem 1 maja. Wówczas Ursula von der Leyen „przewidywała”, że korzyści płynące z tej umowy będą „realne i widoczne”. Po miesiącach protestów rolników, którzy wyrażali ogromne obawy związane z otwarciem rynku UE na Amerykę Południową oraz napływem produktów niespełniających norm i szkodliwych – przed czym rolnicy wielokrotnie ostrzegali – obywatelom Europy powiedziano coś innego: że przepływy żywności będą kontrolowane, a normy będą przestrzegane. Cztery miesiące po wejściu w życie umowy z krajami Ameryki Południowej Unia Europejska zawiesiła import produktów pochodzenia zwierzęcego z największego z nich, Brazylii. Jeszcze do 1 maja twórcy tej umowy twierdzili, że liberalizacja handlu i surowe normy sanitarne będą ze sobą płynnie współistnieć. Hipokryzja jest rażąca.
Obawy dotyczące środków stymulujących wzrost nie są wytworem wyobraźni brukselskich urzędników ani rolników, którzy wielokrotnie alarmowali o zagrożeniach dla zdrowia publicznego wynikających z wdrożenia umowy z Mercosurem. Oporność na środki przeciwdrobnoustrojowe stanowi realny problem – i nie należy go ignorować. Stosowanie antybiotyków jako środków przyspieszających wzrost jest zabronione na mocy prawa UE, co oznacza, że produkty pochodzące od zwierząt poddanych działaniu tych substancji w brazylijskich gospodarstwach powinny zostać wykluczone ze spożycia. Twierdzenie, że zdrowie publiczne można oddzielić od sposobu produkcji żywności odbywającej się tysiące kilometrów stąd, jest albo niebezpieczną naiwnością, albo zwykłym kłamstwem.
Komisja Europejska słusznie domaga się gwarancji w całym łańcuchu produkcyjnym – gwarancji, których Brazylia nie jest w stanie zapewnić, przynajmniej na razie. Wynika to z faktu, że produkty, które Brazylia chce dostarczać europejskim konsumentom, pochodzą od zwierząt, którym podawano zabronione substancje w celu przyspieszenia ich wzrostu.
Rolnik, który hoduje zwierzęta bez stosowania środków przyspieszających wzrost – co wiąże się z dłuższymi cyklami hodowlanymi i wyższymi kosztami, ale opiera się na dyscyplinie przekazywanej z pokolenia na pokolenie – nie jest w stanie konkurować na równych warunkach z systemem przemysłowym nastawionym na zysk. Jest to rzeczywistość, na którą europejscy rolnicy wielokrotnie zwracali uwagę na wiele miesięcy przed wejściem w życie umowy między UE a Mercosurem. Kiedy Bruksela otwiera rynek UE na setki tysięcy ton wołowiny zawierającej zakazane substancje, a jednocześnie twierdzi, że normy zostaną spełnione, prowadzi w rzeczywistości niebezpieczną grę – grę, która w żadnym wypadku nie leży w interesie klientów.
Europejscy rolnicy od lat domagają się, by nie zmuszano ich do konkurowania z produktami, które nie podlegają tym samym ograniczeniom. Teraz argument zdrowotny potwierdził słuszność ich stanowiska, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie Bruksela narzuciła politycznie porozumienie dotyczące konsumentów UE, które społeczność wiejska stanowczo odrzuciła. Jest to kwestia bezpieczeństwa żywnościowego, ale także suwerenności żywnościowej. Społeczeństwo, które traktuje swoją produkcję żywności lub import jako tylko jeden z wielu szczegółów albo myli niskie ceny z obfitością, krok po kroku rezygnuje ze swojej suwerenności. Prawdziwy dobrobyt wymaga łańcucha dostaw, któremu można zaufać, zwierząt hodowanych w naturalny sposób oraz rolnika, który nie jest traktowany jak wróg postępu.