fbpx

Trwały ślad Bractwa Muzułmańskiego w Irlandii

Polityka - 28 lutego, 2026

Na początku tego roku Irish Times opublikował artykuł podnoszący poważne pytania dotyczące nieprawidłowości finansowych w znanym dublińskim meczecie – nieprzejrzystego finansowania, potencjalnego niewłaściwego zarządzania i ideologicznych powiązań, o których nikt w urzędach nie wydawał się szczególnie chętny do rozmowy. Kilka miesięcy później National doniósł o rosnącej presji na Irlandię, by faktycznie zrobiła coś z obecnością Bractwa Muzułmańskiego w kraju, zauważając, że Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska uznały tę grupę za organizację terrorystyczną. Irlandia tego nie zrobiła. W rzeczywistości Irlandia zrobiła bardzo niewiele.

Jednak podejście Irlandii do większości spraw, które wymagają trudnej rozmowy, polega na utworzeniu zgromadzenia obywatelskiego, zleceniu raportu, zgubieniu raportu, znalezieniu raportu, kłótni o raport, a następnie nie robieniu niczego – więc przynajmniej Bractwo nie jest traktowane w sposób szczególny.

To nie jest nowy problem. Jest to problem, który był grzecznie podnoszony w interpelacjach parlamentarnych od ponad dekady i za każdym razem spotykał się z politycznym odpowiednikiem wzruszenia ramion. Standardowa odpowiedź – oceniamy zagrożenia indywidualnie dla każdego przypadku, nie wprowadzamy ogólnych zakazów – brzmi rozsądnie, dopóki nie zauważy się, że dekada po dekadzie oceny poszczególnych przypadków nie przyniosła dokładnie żadnych przypadków, w których cokolwiek faktycznie zrobiono.

O czym mówimy

Bractwo Muzułmańskie jest obecne w Irlandii od lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy to studenci z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej zaczęli przyjeżdżać na uniwersytety. To, co zaczęło się jako stowarzyszenia studenckie, ewoluowało przez dziesięciolecia w sieć organizacji, która obecnie obejmuje Islamską Fundację Irlandii, Islamskie Centrum Kultury w Clonskeagh, Stowarzyszenie Muzułmańskie Irlandii oraz europejską radę ds. fatw, której do niedawna przewodniczył Yusuf al-Karadawi – człowiek, któremu Irlandia zakazała wjazdu do kraju w 2011 roku, jednocześnie goszcząc organizację, którą kierował z Dublina.

Ta sprzeczność mówi większość tego, co trzeba wiedzieć o tym, jak Irlandia poradziła sobie z tą sprawą. Zbanować człowieka, pozostawić jego infrastrukturę instytucjonalną całkowicie nietkniętą i mieć nadzieję, że nikt tego nie zauważy.

Centrum Clonskeagh, finansowane przez Fundację Al Maktoum, funkcjonuje jako centrum edukacji i życia społecznego. Jego sekretarz generalny, Hussein Halawa, zasiada również w Europejskiej Radzie ds. Fatwy i Badań, organie założonym przez Al-Karadawiego. Muzułmańskie Stowarzyszenie Irlandii łączy się z Federacją Organizacji Islamskich w Europie, która jest powszechnie uważana za europejski parasol Bractwa. Nie są to tajne powiązania.

Reakcją było konsekwentne potwierdzanie informacji, a następnie nic z nimi nie robienie.

Wzorzec, który powinien niepokoić ludzi

Podręcznik Bractwa, i dotyczy to całej Europy, a nie tylko tutaj, polega na budowaniu infrastruktury instytucjonalnej, która wygląda jak służba społeczna – edukacja, programy młodzieżowe, certyfikacja halal, dialog międzywyznaniowy, cała reszta – przy jednoczesnym promowaniu światopoglądu, który stawia lojalność wobec globalnej ummy przed integracją z jakimkolwiek krajem, w którym faktycznie mieszkasz. To nie są spekulacje z mojej strony; to wniosek z raportu ECR Group z 2023 r. „Unmasking the Muslim Brotherhood”, w którym przyjrzano się dokładnie tej dynamice i wskazano Dublin jako strategiczną bazę.

Termin użyty w raporcie to „entryism” – stopniowe osadzanie się w istniejących instytucjach, aż do uzyskania wystarczającego wpływu na kształtowanie wyników. To stara sztuczka, szczerze mówiąc. Twarda lewica stosowała ją przez dziesięciolecia w związkach zawodowych i partiach pracy w całej Europie, nudno od wewnątrz, aż do momentu, gdy kontrolowali władzę wykonawczą. Bractwo zaadaptowało ją, i to dość skutecznie. Wejdź w relacje z rządem, stań się głównym głosem w sprawach muzułmańskich, upewnij się, że to z tobą się konsultuje i po cichu upewnij się, że alternatywne muzułmańskie perspektywy nie otrzymają tej samej platformy lub takiego samego dostępu.

I tu robi się niezręcznie. Ponieważ ludzie, którzy byli najbardziej podatni na to podejście w Irlandii, byli, ogólnie rzecz biorąc, na politycznej lewicy. Instynkt bycia inkluzywnym, wspierania społeczności mniejszościowych, unikania wszystkiego, co choć trochę przypomina dyskryminację – i słuchaj, rozumiem to. Miło jest być miłym. Ale ten instynkt doprowadził do sytuacji, w której całkowicie uzasadnione pytania o to, w co wierzą konkretne organizacje i skąd pochodzą ich pieniądze, są traktowane jako islamofobia. I jest to odruch, który bardzo dobrze służy Bractwu.

Senator Sharon Keogan podniosła tę kwestię w 2025 r., kiedy wezwała do zbadania śladu Bractwa w irlandzkich meczetach.

Irish Examiner, jeden z irlandzkich dzienników ogólnokrajowych, opublikował artykuł, w którym argumentował, że Irlandia musi stawić czoła temu, co nazwał „bardzo realnymi wyzwaniami ideologicznymi”.

Nawet w samej społeczności muzułmańskiej istnieją ostre podziały – Irlandzka Rada Muzułmańska publicznie skrytykowała ICCI za wykorzystywanie religii do celów politycznych. Najostrzejsza krytyka pochodzi od muzułmanów, którzy uważają, że organizacje związane z Bractwem nie przemawiają w ich imieniu i aktywnie powstrzymują ich społeczność.

Co zrobiły inne kraje, a czego nie zrobiła Irlandia

Wielka Brytania zleciła przegląd w 2014 r. i uznała, że Bractwo stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa – choć, co charakterystyczne, nie zrobiła później zbyt wiele w tej sprawie. Francja poszła dalej, rozwiązując organizacje powiązane z Bractwem na mocy przepisów antyseparatystycznych. Austria po prostu uznała Bractwo za organizację terrorystyczną i poszła dalej. Stanowisko Irlandii, w zakresie, w jakim je zajmuje, jest takie, że nasza populacja muzułmanów jest niewielka, a nasza tradycja neutralności oznacza, że nie musimy opowiadać się po żadnej ze stron.

Takie stanowisko można było obronić dwadzieścia lat temu. Nie sądzę, by teraz było. Siatki Bractwa są z założenia ponadnarodowe – ich ideologia nie zatrzymuje się na granicach, podobnie jak ich finansowanie. Niewielka populacja muzułmanów w Irlandii, około 100 000 osób, nie czyni tego kraju odpornym na to; jeśli już, to ułatwia instytucjonalne przejęcie, ponieważ istnieje mniejsza konkurencja o to, kto będzie reprezentatywnym głosem.

Wymiana zdań między Patrickiem O’Donovanem a ministrem sprawiedliwości w Oireachtas w 2014 r. jest warta ponownego przeanalizowania, nie ze względu na to, co zostało powiedziane, ale na to, co wydarzyło się po niej, czyli zasadniczo nic. Minister udzielił cudownie ostrożnej, wyważonej odpowiedzi na temat czujności, znaczenia indywidualnej oceny każdego przypadku i tak dalej.

Wszystko to brzmiało obiecująco. Ale to było jedenaście lat temu i jakie przypadki zostały ocenione? Co znaleziono? Jakie działania podjęto? Jeśli istnieją odpowiedzi na te pytania, nie zostały one udostępnione reszcie z nas.

Irlandia nie musi uznawać Bractwa Muzułmańskiego za organizację terrorystyczną, by potraktować tę sprawę poważnie. To, czego potrzebuje, to przejrzystość w kwestii tego, skąd pochodzą pieniądze i przeforsowanie, pomimo protestów ze strony innych organizacji pozarządowych, które są finansowane głównie przez podmioty spoza Irlandii, odpowiednich wymogów dotyczących ujawniania informacji na temat zagranicznego finansowania organizacji religijnych i charytatywnych, co szczerze mówiąc nie powinno budzić kontrowersji w żadnej funkcjonującej demokracji. Pomogłoby, gdybyśmy przestali traktować grupy powiązane z Bractwem jako domyślny głos całej społeczności muzułmańskiej. Tak nie jest, a muzułmanie, którzy się z nimi nie zgadzają, również zasługują na wysłuchanie. Potrzebujemy też polityków, którzy odpowiedzą na te pytania wprost, zamiast wzdrygać się za każdym razem, gdy ktoś oskarży ich o bigoterię.

Nic z tego nie wymaga wrogości wobec muzułmanów, a każdy, kto tak twierdzi, jest albo zdezorientowany, albo nieuczciwy. Wymaga to rozróżnienia między wspólnotą religijną a organizacjami politycznymi, które mianowały się jej przedstawicielami. To rozróżnienie nie jest trudne. To, czego brakuje, to nie umiejętność – to chęć.