Ruch zielonych w Europie jest osobliwy i choć jego polityczne skrzydło zostało już w dużej mierze znormalizowane na całym kontynencie, rosnący dysonans między partiami zielonych a opinią publiczną sprawił, że dziwność tego obozu politycznego wysunęła się na pierwszy plan.
Był czas, kiedy ambitna polityka klimatyczna, wielokulturowość i progresywizm stanowiły centrum polityczne w wielu krajach europejskich. Partie Zielonych nierzadko współpracowały z socjaldemokratami i socjalistami w wielu rządach, a dyskusyjne zachęty do redukcji emisji i wielkoskalowe farmy wiatrowe były standardową praktyką w całym spektrum politycznym. Ruch ekologiczny stał się tak spleciony z politycznym establishmentem, że jego dziwne kontrkulturowe początki wypadły z pamięci.
Teraz, gdy ambicje klimatyczne UE i kilku europejskich rządów spotkały się z ogromnym sprzeciwem ze względu na ich konsekwencje dla gospodarki i zwykłych ludzi, kulturowa ekscentryczność ruchu ekologicznego została ponownie podkreślona. Kiedy centrum polityczne zaczyna skłaniać się ku pragmatyzmowi i po cichu przyznaje się do błędów w dążeniu do zielonej transformacji, „obrońcy drzew” pozostają w dużej mierze samotnym głosem na rzecz całkowitej eko-transformacji społeczeństwa.
Radykalne początki ruchu ekologicznego
Ruchy ekologiczne na Zachodzie w dużej mierze narodziły się z kontrkultury lat 60. i 70. XX wieku, która kładła nacisk na krytykę niszczenia środowiska, konsumpcjonizmu, kapitalizmu i imperializmu. W tamtym czasie reprezentowały one oddolny ruch aktywistyczny z pewnymi skargami, które dziś zostałyby uznane za uzasadnione nawet przez konserwatystów.
Inne skargi były mniej uzasadnione. Jednym z najbardziej wszechobecnych konfliktów politycznych, które przetrwały lata 70. i przetrwały do współczesności, jest kwestia energii jądrowej, której sprzeciw był jednym z fundamentów zielonego aktywizmu.
Ale nie licząc energii jądrowej oraz kulturowej i lifestylowej strony rzeczy, zniuansowany umysł uzna, że istnieje kilka powszechnych krytyk współczesnego społeczeństwa, w których pierwotni zieloni byli przynajmniej częściowo poprawni. Wielu konserwatystów potencjalnie zgodziłoby się z zieloną krytyką degradacji środowiska, rosnącej globalizacji produkcji i konsumpcji oraz tego, jak zubaża to lokalne społeczności na rzecz gigantycznych korporacji.
Jednak od samego początku ruch ekologiczny, podobnie jak wiele innych alternatywnych subkultur tamtych czasów, miał tendencję do krzyżowania się z innymi ideologiami, które były krytyczne wobec pewnych idei definiujących ówczesne społeczeństwo. Obawy ekologiczne łatwo mieszały się z rewolucyjnym komunizmem i anarchizmem, a znaczna część ruchu ekologicznego jako takiego wyrażała się politycznie za pomocą środków skopiowanych ze skrajnej lewicy. Okupacje, obywatelskie nieposłuszeństwo oraz okazjonalna przemoc i sabotaż szybko odróżniły zielony aktywizm od zwykłej polityki. Sami aktywiści i środowiska, z których czerpali swoją siłę roboczą, były same w sobie kulturowo odrębne od szerszego społeczeństwa – buntownicy mody, przyrodnicy, radykalni intelektualiści, artyści i hipisi – co umocniło ekologizm jako bunt przeciwko establishmentowi, w tym przeciwko cywilnej, „burżuazyjnej” polityce parlamentarnej.
Aktywistom zielonym zajęło trochę czasu, aby aktywnie pozbyć się tego brandingu. Po upadku kontrkultury wraz z politycznym sukcesem prawicy w wyborach na Zachodzie w latach 1976-1982, w kilku krajach europejskich powstały różne partie identyfikujące się jako zielone. Większość zielonych partii na kontynencie wywodzi się z tej dekady, w tym niemieckie, szwedzkie, norweskie, holenderskie, francuskie i irlandzkie zielone partie. Przez długi czas partie te istniały na peryferiach lewego skrzydła polityki, choć czasami ustawiały się bliżej środka lub próbowały zająć transcendentalną pozycję na skali, odrzucając tradycyjną politykę.
Ale oczywiście lewica była najwygodniejszym sojusznikiem zielonych ze względu na wiele wspólnych celów, ekspresji kulturowej i metod politycznych. Od lat 90. do 2010 r. partie zielonych w Europie zaczęły wchodzić w skład rządów i wprowadzać w życie swoje często bardzo radykalne plany.
Dla przyszłego odniesienia, zielony ruch / zielone partie będą odtąd określane jako takie, zamiast używać terminu „ekolodzy”, jak mogłoby to być zwyczajowo przyjęte. Ma to na celu uniknięcie wrażenia, że środowisko jest kluczowe dla zielonej ideologii, ponieważ stanie się jasne, że klimat jest ich głównym zmartwieniem.
Znormalizowany
Trudno jest wyjaśnić sukces zielonych partii w przekształceniu znacznej części establishmentu politycznego zgodnie z ich upodobaniami. Pomimo tego, że wywodzą się one z ruchu krytycznego wobec wielu podstaw współczesnego społeczeństwa, w ciągu kilku dekad stopniowo przekonały głównych aktorów zarówno w sferze publicznej, jak i w biznesie do swojej obecnie ewidentnie szkodliwej polityki.
W latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych XX wieku technologie, które odzwierciedlały ideologiczne wizje ruchów ekologicznych, takie jak energia wiatrowa i słoneczna, reprezentowały optymistyczną i postępową przyszłość w debacie publicznej. Energia jądrowa już w latach 70. spotkała się z formalną opozycją polityczną ze strony różnych partii, a kraje takie jak Austria i Szwecja przeprowadziły powszechne referenda jako polityczne wytyczne dotyczące przyszłości reaktorów jądrowych, odpowiednio w 1978 i 1980 roku. Na dłuższą metę oba te referenda miały negatywny wpływ na rozwój energetyki jądrowej.
Czy Zieloni „wygrali” tę bitwę, czy byli po prostu jedną z kilku grup społecznych, które były sceptyczne wobec technologii jądrowej i tak się złożyło, że znaleźli się po zwycięskiej stronie? Niezależnie od tego, reprezentowali przyszłość poprzez bardzo świadome przyjęcie energii odnawialnej. Inne grupy polityczne, takie jak partie liberalne o różnych poglądach, które nie chciały wskoczyć na radykalną modłę, ale także nie chciały być kojarzone z „zacofaniem”, ostatecznie poszły w ich ślady. Bez wątpienia optymizm związany z zieloną technologią podbił serca i umysły szerszego społeczeństwa.
Przekonali wszystkich, że świat się kończy
Jak na ironię, to właśnie zielony pesymizm rodzi wiele pytań o to, w jaki sposób ideologia ekologiczna zdołała tak mocno opanować establishment polityczny, media i korporacyjny świat biznesu. Teorie zmian klimatycznych, od samego początku stanowiące rdzeń zielonego światopoglądu, obiecywały niedaleką przyszłość, w której społeczeństwo zostanie w najlepszym razie poważnie zakłócone przez zimno i/lub ciepło – lub w najgorszym przypadku całkowicie zniszczone przez absolutny armagedon klimatyczny.
Żeby było jasne – jest to bardzo radykalne przesłanie. Niewiele ruchów byłoby w stanie zaistnieć w głównym nurcie z prognozami zagłady, a biorąc pod uwagę, jak bardzo teoria klimatyczna koliduje albo z doświadczeniami zwykłych ludzi, ze stylem życia i wygodami zwykłych ludzi, z ogólnymi wskaźnikami prawdopodobieństwa czegoś tak bombastycznego, albo ze wszystkimi powyższymi, nie można zaprzeczyć, że fascynujące jest to, jak zmiana klimatu zdołała zauroczyć prawie cały świat.
Znaczenie tego rzekomo zbliżającego się scenariusza zagłady dla ruchu ekologicznego zmieniało się na przestrzeni lat, ale zawsze pozostawało w tle ogólnych obaw środowiskowych od lat 1970. Lata 2010 i początek 2020 to czas, w którym prawdopodobnie osiągnął swój szczyt, ale następstwa niedawnego wzrostu aktywizmu klimatycznego stały się następnie jednym z najbardziej oczywistych oznak, że ruch ekologiczny zaczyna cierpieć z powodu upadku z łaski.
Aby racjonalnie wyjaśnić przyspieszenie obaw związanych ze zmianami klimatu na Zachodzie, należy wziąć pod uwagę dynamikę władzy między partiami politycznymi, które były w grze – ale także religijny lub przynajmniej duchowy aspekt zielonej ideologii i to, w jaki sposób może ona faktycznie spełniać cel w społeczeństwie.
Pierwszy z nich jest zdecydowanie najłatwiejszy do wyjaśnienia.
Gra w taktykę polityczną
Partie lewicowe, które nie miały wyraźnie zielonego programu, ale były bardziej tradycyjnie socjaldemokratyczne lub socjalistyczne, prawdopodobnie czuły się zagrożone w dłuższej perspektywie przez wzrost partii zielonych. Być może uważano je za bardziej zgodne z duchem czasu, zwłaszcza że po zakończeniu zimnej wojny klasyczny socjalizm stracił na znaczeniu. Ruch zielonych już wcześniej wysuwał roszczenia do wielu lewicowych ideałów sprawiedliwości społecznej, więc konieczność modernizacji przez staromodnych socjalistów stała się jeszcze bardziej nagląca. W akcie równoważenia swojej tradycyjnej bazy wyborców z nową grupą wyborców, przyjęli oni prawie wszystkie zielone polityki, choć z różnym stopniem umiarkowania. Liberałowie i polityczne centrum również dołączyli do wielkiego zielonego namiotu, nie chcąc stracić tego, co było oczywiście zwycięską kwestią – ale niekoniecznie będąc pod wpływem wspólnotowych i antymieszczańskich ideałów głoszonych przez prawdziwych ekologów.
Lata 2000 i większość 2010 charakteryzowały się intensywnym przenikaniem się tego, co kilka dekad wcześniej było w dużej mierze nie do pogodzenia. „Hipisi” założyli garnitury i nie tylko ścięli włosy, ale także najbardziej konfrontacyjne i dzielące ich kwestie polityczne. Pozostali sceptyczni wobec kapitalizmu, ale dopóki centroprawica była chętnym nośnikiem zielonej transformacji, chętnie z nią współpracowali.
W coraz większym stopniu zarówno lewica, jak i prawica opuszczały gardę wobec zielonych. W dużej mierze obecność i wpływy zielonych partii w koalicjach rządzących w całej Europie stały się tak powszechne, że ta subkultura polityczna, wywodząca się z niekiedy rewolucyjnego ruchu, stała się nie do odróżnienia od dawnych partii.
To właśnie wtedy narracja o katastrofalnych zmianach klimatycznych w najbliższej przyszłości zaczęła stawać się coraz bardziej akceptowalna. Zieloni po cichu udowodnili, że mają rację w wielu swoich zarzutach – energia odnawialna była przyszłością, atom był przeklęty, rozbrojenie i współpraca doprowadziły globalne napięcia do najniższego w historii poziomu, a wszyscy skorzystali na masowej migracji bez granic. Dopiero gdy wyniki zielonego eksperymentu nie spełniły oczekiwań, główne partie polityczne zaczęły być rozczarowane być może nieproporcjonalnym wpływem zielonych na politykę. Chaotyczny koktajl podniesionych kosztów życia, imigracji i wzrostu przestępczości oraz ogólnego poczucia, że politycy, media i elity biznesowe nie mają kontaktu z rzeczywistością, wystarczy, aby wyrwać każdą demokratycznie wybraną partię z fantazji.
Partie Zielonych zwykle osiągają od 5 do 12 procent wyborców w większości krajów europejskich, przy czym w niektórych krajach partie te osiągają lepsze wyniki niż inne. Pomimo tego i pomimo tego, że ich propozycje i światopogląd były wyśmiewane i znienawidzone przez ogół społeczeństwa, uwiodły one przywódców całych narodów.
Zachęcające jest porównanie Zielonych z nacjonalistycznymi i prawicowo-populistycznymi ruchami w Europie, które pojawiły się w tym samym czasie. W większości krajów, w których establishment polityczny jest zagrożony przez prawicowo-populistycznych „uzurpatorów”, główne partie polityczne mają tendencję do kooptowania wielu nacjonalistycznych i konserwatywnych skarg w celu ratowania siebie. Obecnie w Europie przyznanie się do porażki wielokulturowości jest standardową retoryką każdej kreatywnie upadłej partii socjaldemokratycznej lub centroprawicowej, podobnie jak obietnice inwestowania w energię odnawialną, zakończenia stosowania paliw kopalnych i powstrzymania zmian klimatycznych były standardem dziesięć lat temu. Ta dynamika powtarza się za każdym razem, gdy dochodzi do poważnej zmiany trendów politycznych i jest nieodłącznym elementem demokratycznej polityki.
Jedyna różnica polega na tym, że próg normalizacji ruchu zielonych i przejęcia przez niego władzy był absurdalnie niski. W wielu krajach europejskich, pomimo poparcia partii nacjonalistycznych przez 20-30% wyborców, normalizacja ta ledwo się rozpoczęła. Tę przewagę można przypisać funkcji, jaką zielony idealizm bardzo dobrze spełnia dla współczesnego świeckiego mieszkańca Zachodu.
Zielona ideologia jako substytut religii
Przekonanie, że masowo destrukcyjne zmiany klimatyczne zniszczą ludzką cywilizację, można łatwo porównać do wiary religijnej, jest nisko wiszącym owocem, który od dziesięcioleci jest wykorzystywany do ośmieszania aktywistów klimatycznych. Ale jest coś niewątpliwie głębokiego w tym porównaniu. Zwłaszcza, że współczesne zachodnie społeczeństwo jest coraz bardziej zsekularyzowane, a religia została usunięta z życia publicznego w ubiegłym wieku. Pod wieloma względami sprawiło to, że ateizm lub przynajmniej agnostycyzm stał się normą społeczną (choć różni się to znacznie w zależności od regionu wewnątrz kraju i między samymi krajami). Większość antropologów, historyków i psychologów prawdopodobnie zgodziłaby się, że duchowa potrzeba wyższej istoty lub wyższego celu jest wszechobecna dla ludzkości we wszystkich kulturach i we wszystkich epokach. Dlatego nie bez poważnego zastanowienia można zaproponować troskę o klimat jako substytut Boga w społeczeństwie charakteryzującym się konsumpcją, postępowym determinizmem i brakiem szacunku dla tradycyjnych zwyczajów i autorytetów.
U podstaw zarówno wiary w Boga zgodnie z powszechną teologią chrześcijańską, jak i radykalizmu klimatycznego leży przekonanie o podporządkowaniu człowieka systemowi wykraczającemu poza nasze zrozumienie. Ideologia klimatyczna niesie ze sobą również przewidywania dotyczące kataklizmów, być może przypisywanych działaniom człowieka, które można znaleźć w wielu religiach. Fakt, że pewien segment populacji w danym czasie w dowolnym społeczeństwie będzie podatny na fatalistyczne światopoglądy, historycznie przełożył się na powstanie radykalnych sekt, często manifestujących się wokół przesądów występujących w głównym nurcie, które następnie wyolbrzymiają. Zakładając, że ten wzorzec utrzymuje się nawet w nowoczesnym i wysoko wykształconym społeczeństwie, łatwo jest dopasować (przynajmniej część) ruchu ekologicznego do tej formy.
Aktywiści klimatyczni są zaangażowani i głośni. Nic więc dziwnego, że w demokratycznym społeczeństwie udało im się przekonać dużą część opinii publicznej, zwłaszcza jeśli większość publiczna nie jest nadmiernie zaangażowana politycznie, a zwłaszcza jeśli większość publiczna jest również duchowo i religijnie pozbawiona. Jest to jedna z teorii na temat tego, jak ludzie w polityce, mediach i biznesie, którzy mogą być uważani za inteligentnych, racjonalnych i dobrze przystosowanych, popełniają tak wiele oczywistych błędów. Nieopłacalne ekonomicznie i szkodliwe dla środowiska farmy wiatrowe, marnotrawna symbolika klimatyczna i niezrównoważone projekty przemysłu ekologicznego to tylko kilka szkodliwych działań, które zostały podjęte niemal bez sprzeciwu w całym spektrum politycznym. I wydaje się, że wszystko to zostało zainicjowane przez ostatecznie bardzo małą mniejszość polityczną.
Czy zaklęcie zostało złamane?
Europa boryka się z porażką swojej zielonej polityki. Powoli, ale pewnie, kontrowersyjne narzucone przez UE i rządy krajowe cele dotyczące emisji, energii odnawialnej, elektryfikacji, a nawet dyrektyw żywieniowych są po cichu wycofywane lub renegocjowane. Partie Zielonych gwałtownie spadły w sondażach, a przynajmniej są traktowane z większą ostrożnością jako potencjalni partnerzy w rządzeniu.
Poza polityką widzimy, że klimat spadł na znaczeniu, gdy wyborcy oceniają swoje najważniejsze kwestie, co widać w sondażach przeprowadzonych w Szwecji. Z kwestii numer dwa lub numer trzy, obecnie ledwo przebija się do pierwszej dziesiątki. Wśród młodych ludzi rozczarowanie histerią klimatyczną jest jeszcze bardziej zauważalne. Sensacje medialne, takie jak aktywistka Greta Thunberg, dały fałszywe wrażenie, że pokolenie Z staje się zielone – następstwa zielonej polityki w działaniu dowiodły czegoś dokładnie przeciwnego. Być może trend ten był również wspierany przez niewiarygodnie słaby odbiór społeczny aktywizmu klimatycznego, takiego jak ten prowadzony przez Extinction Rebellion i inne eko-radykalne grupy, które przyklejały się do dróg, sabotowały koncerty i inne wydarzenia publiczne oraz wandalizowały muzea.
Ogólnie rzecz biorąc, obawy dotyczące klimatycznego armagedonu są coraz bardziej tłumione przez inne, bardziej bezpośrednie kwestie w życiu ludzi. Bierna i przygnębiona reakcja na rzekomo zbliżający się koniec świata prawdopodobnie nie jest oznaką bardzo silnego przekonania – sugeruje raczej, że niepokój związany z kataklizmem klimatycznym był od samego początku jedynie trendem tak wrażliwym, jak każda przemijająca moda.
Biorąc to pod uwagę, nie można wykluczyć, że fala lewicowości ponownie przetoczy się przez Europę w najbliższej przyszłości. Tylko wtedy pogłoski o śmierci ruchu zielonych zostaną naprawdę potwierdzone. Prawdopodobnymi kwestiami, które mogą doprowadzić lewicowy rząd do władzy w większości obecnie konserwatywnie rządzonych krajów europejskich, są koszty utrzymania i rosnące nierówności – w takim przypadku, jaki mandat będzie miał socjaldemokratyczny lub socjalistyczny rząd, aby ożywić tak bardzo kwestionowaną politykę klimatyczną z przeszłości?
Czy dla konserwatystów zieloni są gorsi od socjalistów?
O ile socjalizm, nawet bez żadnych dodatkowych etykiet czy specyfikacji, jest uważany za tradycyjną nemezis konserwatyzmu, to czy ostatnie dwie dekady nie dowiodły, że zieloni są bardziej niebezpieczni dla społecznych ideałów konserwatystów niż socjaliści?
W kluczowych kwestiach naszych czasów, takich jak imigracja, przestępczość, spadek wolności słowa i podkopywanie państwa narodowego, socjaliści i zieloni są po tej samej stronie. Uznają, że ich wspólnymi antagonistami są konserwatyści i nacjonaliści, dlatego rzadko walczą między sobą w tych kwestiach.
Rozwój ostatnich kilku lat w Europie pokazał, że zieloni nie są jednak przygotowani do konkurowania z konserwatystami w podstawowych kwestiach gospodarczych. Szalejący kryzys energetyczny, będący siłą napędową eksplozji kosztów życia w Europie, a także deindustrializacji, jest przecież powszechnie uznawany za wynik zielonej polityki. To, że konserwatyści znaleźli w tych okolicznościach bardzo potężną broń do wykorzystania nie tylko przeciwko samym zielonym, ale także ich innym lewicowym sojusznikom, nie zostało utracone przez partie socjalistyczne.
Widzimy, jak szwedzcy socjaldemokraci, Szwedzka Partia Lewicy i brytyjska Partia Pracy w ciągu ostatnich kilku lat próbowały odwrócić uwagę od kwestii „wieży z kości słoniowej”. Często obserwowano, jak polityka tożsamościowa stała się ostatnio mniej widoczna dla europejskiej lewicy, ale równie widoczne jest to, jak opresyjna polityka klimatyczna zaczęła być pomijana w ich komunikacji, gdy reakcja opinii publicznej na te często elitarne dążenia stała się zbyt widoczna. Zamiast tego niektóre partie zmieniły swój wizerunek, aby być bardziej znanymi rodzimej klasie robotniczej w swoich krajach i podkreślać kwestie gospodarcze przed czymkolwiek innym w swoim repertuarze.
Aby wymienić konkretny przykład, dla szwedzkich socjaldemokratów subsydiowanie „zielonego” przemysłu w Szwecji nie jest jawnie związane z klimatem; chodzi o wspieranie szwedzkiej innowacji i wzrostu. Te ideologicznie zielone projekty zostały ubrane w szwedzkie barwy narodowe, co jest częścią szerszego projektu przedstawiania siebie jako patriotów, a mniej jako internacjonalistów.
Niezależnie od wiarygodności lub sukcesu tych rebrandingów, „tradycyjna” lewica w Europie pokazała, że nie zapomniała, jak reagować na rzeczywiste kwestie, do których ludzie się odnoszą, jeśli chodzi o bezrobocie, koszty utrzymania i kwestie opieki społecznej. W coraz większym stopniu to partie zielonych trzymały sztandar samych działań na rzecz klimatu, a ponieważ nie były w stanie zdobyć gruntu w żadnej innej kwestii, robiły to z większym zapałem – pomimo już katastrofalnych rezultatów zielonej polityki ostatniej dekady.
Socjaliści mają tę zaletę, że przynajmniej są w stanie od czasu do czasu zamanifestować interesy klasy robotniczej. Partie Zielonych tego nie mają – ich cechą charakterystyczną jest nieświadomość codziennych problemów zwykłych obywateli.