W europejskiej polityce rozgrywa się niemal komiczna scena: podczas gdy duża część włoskiej lewicy nadal wskazuje Hiszpanię Pedro Sáncheza jako wzór człowieczeństwa i „postępowego” zarządzania migracją, sam Sánchez – z niezwykłym pragmatyzmem – podąża ścieżką, która prowadzi prosto do Giorgii Meloni.
I nie chodzi tu o subtelne niuanse. Chodzi o strategię.
Model Meloni: CPR i Albania
Aby zrozumieć to polityczne spięcie, należy zacząć od tego, co lewica atakuje od miesięcy: tak zwanego „modelu albańskiego”.
Centra Repatriacji (CPR) to obiekty, w których nielegalni migranci, którzy otrzymali już nakaz wydalenia, są przetrzymywani w oczekiwaniu na deportację. Nie są to ośrodki recepcyjne, ale narzędzia operacyjne mające na celu egzekwowanie podstawowej zasady: osoby, które nie mają prawa pobytu, muszą zostać odesłane.
Przełomem politycznym Meloniego było przeniesienie części tego mechanizmu poza terytorium Włoch, poprzez porozumienie z Albanią:
- przekazywanie nielegalnych migrantów do ośrodków zarządzanych przez Włochy, ale zlokalizowanych w Albanii;
- szybkie rozpatrywanie wniosków o azyl;
- przyspieszenie deportacji osób, które nie kwalifikują się do ochrony.
Model ten opiera się na dwóch kluczowych celach:
- zniechęcanie do odlotów, czyniąc nielegalne podróże bezcelowymi;
- zmniejszenie presji wewnętrznej poprzez eksternalizację części systemu zarządzania migracją.
Nic dziwnego, że pomimo miesięcy oburzenia i krytyki, ramy te zaczęły przyciągać uwagę – a nawet ostrożne wsparcie – na szczeblu europejskim. Opinia rzecznika generalnego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zasugerowała, że system może być zgodny z prawem UE, pod warunkiem zagwarantowania praw podstawowych.
Sánchez i „odkrycie” rzeczywistości
A teraz docieramy do Hiszpanii.
Socjalistyczny rząd Sáncheza – od lat uznawany za moralną alternatywę dla rzekomo „twardogłowych” rządów Europy – rozpoczął współpracę z Mauretanią, która opiera się dokładnie na tej samej zasadzie: zarządzaniu przepływami migracyjnymi poza granicami Europy.
W szczególności:
- umowy z krajami afrykańskimi w celu zatrzymania migrantów przed wyjazdem;
- wspólne patrole i zarządzanie operacyjne na terytorium Mauretanii;
- tworzenie ośrodków zatrzymań i przetwarzania;
- szybkie powroty dla tych, którzy nie mają prawa do pozostania.
Cel jest jasny: zatrzymać szlaki w kierunku Wysp Kanaryjskich bezpośrednio w Afryce.
W przełożeniu na zwykły język polityczny: eksternalizacja granic, dokładnie to, co Włochy próbowały zrobić z Albanią.
Podobieństwa: więcej niż ktokolwiek chce przyznać
Podobieństwa między tymi dwoma systemami są oczywiste:
- Eksternalizacja: oba przenoszą zarządzanie migracją poza UE (Albania dla Włoch, Mauretania dla Hiszpanii).
- Odstraszanie: oba mają na celu zniechęcenie do nieregularnych wyjazdów.
- Przyspieszone przetwarzanie: szybkie rozróżnienie między osobami uprawnionymi do ochrony a tymi, które nie są do niej uprawnione.
- Centralne znaczenie deportacji: cały system obraca się wokół skuteczności wydaleń.
Jest jedna różnica techniczna:
- Włochy przekazują migrantów, którzy już przybyli do Europy;
- Hiszpania interweniuje wcześniej w krajach tranzytowych.
Ale logika polityczna jest dokładnie taka sama: kontrola, selekcja, odstraszanie.
Pod pewnymi względami hiszpańskie podejście może być nawet ostrzejsze: ośrodki detencyjne w Afryce połączone z natychmiastowymi deportacjami.
Paradoks europejskiej – a zwłaszcza włoskiej – lewicy
To tutaj pojawia się prawdziwa polityczna sprzeczność.
Przez miesiące włoska lewica forsowała uproszczoną narrację:
- Meloni to zamknięcie, okrucieństwo i łamanie praw człowieka;
- Sánchez utożsamia otwartość, solidarność i „właściwe” europejskie podejście.
Problem polega na tym, że rzeczywistość jest mniej ideologiczna.
Gdy przepływy migracyjne rosną, gdy szlaki stają się niemożliwe do zarządzania, gdy opinia publiczna domaga się kontroli, nawet postępowe rządy robią to, co działa.
A to, co działa dzisiaj, jest dokładnie tym, co europejska prawica twierdzi od lat:
- umowy z krajami trzecimi;
- zarządzanie granicami zewnętrznymi;
- skuteczne deportacje.
Różnica, w coraz większym stopniu, ma charakter retoryczny, a nie merytoryczny.
Czy Sánchez wciąż jest wzorem dla lewicy?
W tym momencie należy zadać oczywiste pytanie.
Jeśli Pedro Sánchez przyjmuje narzędzia, które wyglądają niezwykle podobnie do Giorgii Meloni, to..:
- Czy model Meloni jest naprawdę tak oburzający?
- A może prawdziwym problemem nigdy nie była sama polityka, ale raczej to, kto ją zaproponował?
A przede wszystkim:
czy włoska lewica będzie nadal przedstawiać Sáncheza jako przykład do naśladowania?
Ponieważ jedna z dwóch rzeczy musi być teraz prawdziwa:
- albo Sánchez przestała być modelką;
- lub, mówiąc prościej, model był właściwy od samego początku – tak się złożyło, że pochodził ze „złej” strony polityki.