Lewica polityczna, działająca obecnie w Europie i w całym zachodnim świecie, często mówi o wartościach. Mówi o takich wartościach, jak otwartość, różnorodność, równość, równouprawnienie płci, solidarność, tolerancja oraz humanitarna polityka wymiaru sprawiedliwości. Politycy lewicowi bronią tych wartości. Wierzą w nie. Przekształcają je w priorytety polityczne.
Istnieje jednak pewien problem. W krajach takich jak Francja, Wielka Brytania i Szwecja – by wymienić tylko kilka przykładów – zwycięstwa polityczne lewicy często prowadziły do skutków znacznie odbiegających od tego, co obiecywała retoryka związana z tymi szlachetnymi wartościami.
Czasami niemal obsesyjne nastawienie na otwartość spowodowało szereg problemów tam, gdzie imigracja pozostawała poza kontrolą. Ta otwartość po prostu stała się nadmierna.
Jednym z powodów, dla których kraje europejskie i Unia Europejska mają tak duże trudności z powstrzymaniem nielegalnej imigracji, jest bez wątpienia autentyczny ideologiczny sprzeciw wobec kontrolowanych granic. W końcu Europa ma przecież symbolizować otwartość.
Jako przykład można przytoczyć otwarty konflikt, który miał miejsce kilka lat temu między ówczesnym szefem Frontexu, Francuzem Fabrice’em Leggerim, a szwedzką komisarz Ylvą Johansson, której zakres obowiązków obejmował kwestie migracji. Leggeri uważał, że nie może wykonywać swoich obowiązków jako szef agencji odpowiedzialnej za ochronę granic UE. Został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska i twierdził, że komisarz nalegała, by nie pozwalał swoim pracownikom odsyłać nielegalnych migrantów. Zamiast tego od Frontexu oczekiwano, że będzie przyjmować nowych migrantów i skutecznie pomagać im w przedostaniu się do UE. Ylva Johansson zaprzeczyła, jakoby to powiedziała, jednak konflikt ten nadal zasługuje na uwagę. Czy przez lata mogła istnieć presja polityczna ze strony Komisji, aby zezwalać ludziom na nielegalny wjazd do UE?
Teraz, w 2026 roku, sytuacja uległa zmianie. Granice mają być kontrolowane. Należy zwalczać nielegalną migrację. A dlaczego tak się stało? Cóż, prawdopodobnie dlatego, że tak ceniona przez lewicę otwartość spowodowała problemy. Ogromna liczba ludzi przybyła do Europy i pozostała tu nielegalnie. Wielu z nich popadło w przestępczość lub zostało zmuszonych do pracy w niegodnych – a nawet nieludzkich – warunkach. Wzrosło publiczne sprzeciw wobec nielegalnej migracji, a politycy zdali sobie sprawę, że muszą podjąć działania. Ostatecznie establishment polityczny został zmuszony do pójścia na kompromis w kwestii własnych ideałów. Europa miała nie tylko być otwarta, ale także otoczona granicami.
Wyzwaniem jest tutaj to, że w pewnym sensie wszyscy wierzymy w otwartość. Również europejscy konserwatyści pragną otwartej Europy. Jednak konserwatyści na ogół wykazują większą zdolność niż przedstawiciele lewicy do przyjęcia pragmatycznego i realistycznego podejścia do koncepcji otwartości. Konserwatyści rozumieją, że otwartość nie jest wartością absolutną; należy ją pielęgnować, regulować i kontrolować, aby przyniosła pożądane przez nas pozytywne skutki.
Paradoks lewicowej wersji otwartości polega bowiem na tym, że prowadzi ona do społeczeństwa, które ostatecznie się rozpada. W myśli lewicowej tkwi utopijny element, który sprzyja powstawaniu jednowymiarowego sposobu myślenia. Otwartość musi dotyczyć wszystkich; w przeciwnym razie wprowadzamy rozróżnienia między ludźmi – porzucając tym samym zasadę absolutnej równości. W ten sposób wprowadziliśmy rozróżnienie między obywatelami a nieobywatelami, między Europejczykami a nie-Europejczykami oraz między dobrze wykształconą siłą roboczą, zdolną do wniesienia wkładu, a niewykwalifikowaną siłą roboczą, której tak naprawdę nie potrzebujemy, dopóki mamy własnych bezrobotnych.
Paradoks idealistycznego myślenia lewicy polega na tym, że ostatecznie prowadzi ono do skutków dokładnie odwrotnych do pierwotnie zamierzonych. Gdy niekontrolowana migracja będzie trwała wystarczająco długo, mieszkańcy Europy nie będą odczuwać, że ich kraje stały się bardziej otwarte i wolne; zamiast tego będą zamykać się w domach na noc, aby uniknąć stania się ofiarami przestępstw. Zaczną też głosować na partie, które całkowicie sprzeciwiają się imigracji. A politycy w końcu będą zmuszeni podjąć działania mające na celu wprowadzenie rzeczywistej kontroli granicznej.
Szwecja jest jednym z krajów europejskich, w których dotychczasowe naiwne podejście do kwestii otwartości zmusiło obecnie władze do wprowadzenia polityki mającej na celu uczynienie tego kraju najmniej atrakcyjnym miejscem dla uchodźców w całej Unii Europejskiej.
Gdyby lewica popierająca imigrację była gotowa pójść na niewielki kompromis w kwestii własnych ideałów – opowiadając się za rozsądnym, wyważonym i uregulowanym stopniem otwartości – partia krytyczna wobec imigracji, taka jak Szwedzcy Demokraci, być może nigdy nie doszłaby do władzy. W takim scenariuszu lewica mogłaby zachować monopol na dyskusję o imigracji. Zamiast tego pozostała nieugięta: otwartość, otwartość, otwartość. I, zgodnie z oczekiwaniami, w końcu nastąpiła reakcja.