fbpx

Suwerenność pod ostrzałem: wpływ organizacji pozarządowych na rządy prawa w Rumunii i niebezpieczeństwa związane z reanimacją MCV

Prawna - 2 lutego, 2026

Rumunia znalazła się na rozdrożu, zmagając się z duchami swojej postkomunistycznej przeszłości i napięciami związanymi z teraźniejszością UE. Niedawny atak wiodących organizacji pozarządowych Declic, Funky Citizens i Recorder wywołał głośne oburzenie przeciwko nim, a krytycy oskarżyli je nie o wojnę o sprawiedliwość, ale przeciwko niej. Grupy te, chcąc uchodzić za wiodące organizacje społeczeństwa obywatelskiego, lobbowały w Brukseli na rzecz przywrócenia ram regulacyjnych, Mechanizmu Współpracy i Weryfikacji (MCV), dla rumuńskiego sądownictwa. Ale czy jest to honorowa walka o ograniczenie korupcji, czy też celowa próba osłabienia suwerenności narodowej? Gdy zagłębiamy się w tę kontrowersję, stawka nie może być wyższa: uwikłania prawne, paraliż polityki i skutki finansowe, które mogą zmienić przyszłość Rumunii.

Najpierw przejdźmy do MCV. MCV, utworzona w 2007 r. po przystąpieniu Rumunii i Bułgarii do UE, została ustanowiona jako instrument nadzorujący reformy sądownictwa i działania antykorupcyjne. Nie była to kara, ale raczej kula przejściowa, zapewniająca, że nowi członkowie dostosują się do standardów UE w zakresie praworządności. Przez 15 lat roczne sprawozdania Komisji Europejskiej dotyczyły wszystkiego, od niezależności sądów po łapanki na wysokim szczeblu. Do 2022 r. Komisja uznała postępy Rumunii za „wystarczające”, kończąc tym samym program MCV. Kraj zreformował prawo, wzmocnił instytucje takie jak DNA (Krajowa Dyrekcja Antykorupcyjna) i był świadkiem wyroków skazujących w przełomowych sprawach. A jednak zaledwie kilka lat później organizacje pozarządowe głośno domagają się jego powrotu, wskazując na „zawłaszczoną sprawiedliwość” i wady systemowe.

Do akcji wkraczają organizacje pozarządowe. Declic i Funky Citizens, we wspólnym raporcie skierowanym do wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Sophie Wilmès, wezwały do „ścisłego i ciągłego monitorowania” rumuńskiego wymiaru sprawiedliwości, zasadniczo prosząc o wprowadzenie nowego systemu w stylu MCV. Przytoczyli oni petycję, która przyciągnęła ponad 210 000 podpisów i skupiła się na kwestiach takich jak nieprzejrzyste nominacje sędziowskie i biurokracja administracyjna w sądownictwie. Recorder, media, które często zajmują się tymi grupami, pomogły popchnąć narrację, produkując wybuchowy film dokumentalny zatytułowany „Captured Justice”, który dokumentował rzekome manipulacje w sądownictwie. Po ujawnieniu informacji zawartych w filmie, wysiłki te zaowocowały tajnym posiedzeniem LIBE (Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych w Parlamencie Europejskim), na którym odbyło się przesłuchanie za zamkniętymi drzwiami. Z pozoru jest to prośba o przejrzystość. Jednak przeciwnicy twierdzą, że jest to próba sił. Organizacje pozarządowe, których sieć powiązań obejmuje byłą minister sprawiedliwości Monicę Macovei, kontrowersyjną byłą komunistyczną prokurator powiązaną z sieciami finansowanymi przez Sorosa, przedstawiają się jako jedyny głos społeczeństwa obywatelskiego.

Udając się do Brukseli, te organizacje pozarządowe omijają jakikolwiek wewnętrzny proces demokratyczny, przyjmując wpływy zewnętrzne, które osłabiają z trudem wywalczoną niezależność sądownictwa w Rumunii. Nigdy nie oczekiwano, że MCV będzie trwała, a jej ożywienie wydawałoby się zacofaniem, podczas gdy Rumunia była traktowana jako członek Unii Europejskiej „drugiej kategorii”.

To nie jest wzmocnienie pozycji, to zależność. Historyczne precedensy pokazują, w jaki sposób narzędzia tego typu mogą być wykorzystywane: podczas kryzysu konstytucyjnego w Rumunii w 2012 r. presja UE przeniknęła do polityki wewnętrznej w tym kraju, pozostawiając nadzór i nadmierną władzę rozmytą.

Finansowanie tych organizacji pozarządowych budzi wątpliwości. Funky Citizens, wśród innych takich grup, od dawna współpracują nad monitorowaniem sprawiedliwości, z międzynarodowymi sponsorami, takimi jak USAID i grupy powiązane z Sorosem, które według krytyków bardziej wspierają interesy globalne niż krajowe.

Z prawnego punktu widzenia odnowienie MCV oznaczałoby dodatkową presję publiczną. Egzekwowanie przepisów może wiązać się z unijnymi procedurami w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego, a także orzeczeniami Trybunału Sprawiedliwości UE w trybie prejudycjalnym, jak miało to miejsce w poprzednich sprawach kwestionujących rumuńskie przepisy sądowe. Mogłoby to zdegradować krajowe ustawodawstwo, wywołując efekt mrożący na sędziach i prokuratorach, którzy są sceptyczni wobec Brukseli. Choć celem tego rozwiązania jest zwalczanie korupcji, grozi ono również upolitycznieniem wymiaru sprawiedliwości. Implikacje polityczne są znaczące. Rumuński rząd znalazłby się tutaj pod lupą, zdany na łaskę zaleceń UE określających priorytety. To, w obliczu bardziej hybrydowego reżimu, jak zauważają ostatnie indeksy demokracji, może pogłębić podziały polityczne.

Powrót do MCV napiętnowałby Rumunię, podsycił nacjonalistyczne reakcje i jeszcze bardziej podważył zaufanie do instytucji UE. To śliski temat: dziś nadzór nad wymiarem sprawiedliwości, jutro szerszy zakres weta w polityce dotyczącej wszystkiego, od energii po migrację.

Z finansowego punktu widzenia cios może być katastrofalny. Fundusze UE, w tym te z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (PNRR), o łącznej wartości 30 mld euro, są już powiązane z kamieniami milowymi w zakresie praworządności. Nowy MCV może obejmować klauzule warunkowe, które odroczyłyby wypłaty lub doprowadziły do cięć, jak miało to miejsce na Węgrzech i w Polsce. Rumuńska gospodarka, która potrzebuje funduszy UE na infrastrukturę i transformację ekologiczną, może mieć trudności. Niedawne przepisy, takie jak te dotyczące konwersji zadłużenia na kapitał dla firm, są dowodem na kurczenie się fiskusa; dodatkowa presja ze strony Unii Europejskiej może potencjalnie wymusić środki oszczędnościowe w nadchodzących latach, podnosząc koszty przestrzegania przepisów dla firm i uszczuplając budżety publiczne.

Podczas gdy Rumunia przechodzi przez tę burzę, prawdziwą kwestią jest suwerenność. Organizacje pozarządowe, które mają dobre intencje, choć mogą czuć się źle, ryzykują, że cofną czas i sprowokują podziały, a nie jedność. Prawdziwe rządy prawa rozwijają się wewnętrznie, a nie na mocy zewnętrznych dekretów. Społeczeństwo prawne i obywatelskie w tym kraju musi się rozwijać.

Rumuni zasługują na wymiar sprawiedliwości, który został stworzony przez nich, dla nich, a nie przyćmiony przez Brukselę.