fbpx

Beyond Greenwashing: europejski wybór Mercosuru

Handel i Ekonomia - 7 lutego, 2026

Kilka dni temu opowiadałem się za realizmem handlowym i strategicznym –że Europa musi wyjść z izolacji regulacyjnej i przyjąć handel na własnych warunkach. Umowa handlowa UE-Mercosur stanowiła kompas w środku takiej burzy, ale teraz stoi na rozdrożu. Europejscy rolnicy są słusznie zaniepokojeni, Bruksela się zabezpiecza, a wielobarwna koalicja populistów – nie tylko Zielonych – wybucha w opozycji. Głośny głos, uderzająco kontrastujący z tym, co reprezentuje to porozumienie: Ostatnią realną szansą Europy na zajęcie miejsca przy globalnym stole gospodarczym jako blok wolnego handlu. To umowa o najwyższym znaczeniu strategicznym.

Histeria związana z toksycznym importem i nieprzestrzeganiem norm środowiskowych jest zrozumiała, choć nieistotna, ponieważ produkty z Ameryki Południowej będą podlegać tym samym normom, co produkty wytwarzane w UE. Co więcej, taki szał nie powinien odwracać naszej uwagi od prawdziwej debaty. Mianowicie, w erze intensywnej konkurencji systemowej między globalnymi potęgami, Europa powinna zaprzestać masochistycznej działalności polegającej na samodzielnym narzucaniu najbardziej rygorystycznego reżimu regulacyjnego na świecie – Zielonego Ładu. Zwłaszcza gdy inni grają według zupełnie innych zasad.

Globalna gospodarka nie opiera się na zielonych transakcjach

Zadziwiające jest to, że żadne z dwóch supermocarstw naszego stulecia – Stany Zjednoczone i Chiny – nie działają na zasadach zbliżonych do Europejskiego Zielonego Ładu. Polityka energetyczna Waszyngtonu wahała się między dotacjami a sankcjami, ale nigdy nie narzuciła ogólnokontynentalnego, obejmującego całą gospodarkę zestawu rygorów regulacyjnych, które utrudniałyby własnym producentom. Chiny, ze swojej strony, dążą do wzrostu pod silnym kierownictwem państwa, eksportują towary intensywnie wykorzystujące paliwa kopalne i budują infrastrukturę na całym kontynencie przy niemal zerowych uwarunkowaniach środowiskowych.

Nawet potęgi gospodarcze drugiego rzędu – takie jak Brazylia czy Indie – nie ograniczają się do europejskich standardów regulacyjnych. Dążą do uprzemysłowienia, rynków eksportowych i strategicznej autonomii, często stawiając wzrost gospodarczy ponad ideologicznymi zobowiązaniami do dekarbonizacji.

W świetle tej rzeczywistości, dlaczego Europejczycy mieliby dobrowolnie wiązać sobie ręce?

Partnerstwo równych sobie

Umowa między UE a Mercosurem nie powinna być sprowadzana do debaty na temat liczby bydła lub limitów pestycydów. Jest to najbardziej znacząca relacja handlowa, jaką Europa wynegocjowała od dziesięcioleci i musi być rozumiana jako część szerszej strategii geopolitycznej Europy.

Mercosur – obejmujący Argentynę, Brazylię, Paragwaj, Urugwaj i obecnie Boliwię – pozostaje największym blokiem regionalnym Ameryki Łacińskiej. To nie jest jakiś odległy, oderwany partner handlowy; to część atlantyckiego sąsiedztwa Europy. Jako Hiszpanie – i ogólnie jako Europejczycy – powinniśmy z szacunkiem odrzucić pogląd, że obie Ameryki są wyłączną „sferą” jakiejkolwiek innej potęgi, w tym Stanów Zjednoczonych. Jeśli Europa ma historyczne, kulturowe i gospodarcze powiązania z półkulą zachodnią, to Atlantyk musi pozostać przestrzenią wspólnych wpływów, a nie sferą zdominowaną wyłącznie przez Waszyngton lub Pekin.

Stosunki Europy z Amerykami muszą być prawdziwym partnerstwem równych sobie, a nie podrzędną rolą, w której narody Ameryki Południowej biernie czekają, podczas gdy największe gospodarki świata dzielą między siebie wpływy i możliwości. Jeśli Europa zamierza konkurować na tych warunkach, rozsądniej byłoby w ogóle nie brać udziału w grze, ponieważ nie jesteśmy w stanie się z nią równać. Nasza siła nie leży w naśladowaniu przymusu supermocarstw, ale w oferowaniu czegoś innego: zrównoważonego, opartego na zasadach partnerstwa opartego na wzajemności i długoterminowej integracji. Obecnie kilka wiodących gospodarek Ameryki Południowej aktywnie poszukuje bliższego sojuszu z Europą. Gdy oni zwracają się do nas, Europa powinna mieć pewność siebie – i strategiczną jasność – by odwzajemnić się tym samym.

Konkurencja na rynku globalnym

Jak wspomniałem w moim wcześniejszym artykule, czas zawarcia porozumienia Mercosur nie jest przypadkowy. Wraz ze wzrostem znaczenia gospodarczego Chin w Ameryce Łacińskiej – z handlem przekraczającym pół biliona dolarów i inwestycjami sięgającymi setek miliardów – blok południowoamerykański szukał alternatywnych partnerów, aby uniknąć nadmiernej zależności od Pekinu. Jednocześnie ostatnie amerykańskie administracje stosowały cła, sankcje i kampanie wpływów politycznych, które jasno pokazują, że polityka Stanów Zjednoczonych nie jest domyślnie życzliwa, ale również dąży do realizacji własnego interesu narodowego – tak jak powinna.

Ten globalny kontekst pomógł przyspieszyć gotowość Mercosuru do zaangażowania się z Europą na bardziej równych zasadach – nie jako ideologiczny dodatek, ale jako strategiczny partner. Europa nie może zmarnować tej szansy. Jeśli wycofamy się z uczestnictwa, Chiny i Stany Zjednoczone z radością wypełnią próżnię – swoimi priorytetami, a nie naszymi.

Dlaczego ekologiczny sceptycyzm mija się z celem

Krytycy Zielonych twierdzą, że umowa podważy zobowiązania klimatyczne, przyspieszy wylesianie i narazi europejskich rolników na nieuczciwą konkurencję. Jednak zablokowanie umowy nie zapobiegnie degradacji środowiska ani nie zmniejszy globalnych emisji. Spowodowałoby jedynie przekierowanie handlu Mercosuru na rynki, na których w ogóle nie obowiązują standardy środowiskowe.

Nie możemy udawać, że ochrona środowiska jest wspierana przez brak zaangażowania. Globalne emisje są funkcją całkowitej produkcji i konsumpcji, a nie tego, gdzie przebiega granica. Polityka handlowa nie powinna też być podporządkowana wewnętrznym modom regulacyjnym, których nie podzielają nasi główni konkurenci. Europejski Zielony Ład pozostaje kosztownym i ideologicznie napędzanym eksperymentem. Nie jest uniwersalnym prawem. Nie jest to plan przyjęty przez Stany Zjednoczone, Chiny, Brazylię, Indie czy jakikolwiek inny wschodzący biegun gospodarczy. W świecie zaciekłej konkurencji regulacyjne samobiczowanie jest receptą na strategiczną nieistotność.

Strategiczna logika Mercosuru

Umowa UE-Mercosur może być niedoskonała. Jego mechanizmy egzekwowania prawa w zakresie ochrony środowiska mogłyby być silniejsze, a procedury rozstrzygania sporów bardziej wiążące. Ale doskonałość nie powinna być wrogiem rozsądnej strategii – zwłaszcza gdy alternatywą jest strategiczne wycofanie się i późniejsza izolacja.

Umowa ta stanowi celową dywersyfikację stosunków handlowych Europy w czasach, gdy globalne łańcuchy dostaw są coraz bardziej uzbrojone i kwestionowane. Wzmacnia historyczne i cywilizacyjne więzi Europy z regionem, który podziela wiele jej prawnych, kulturowych i gospodarczych fundamentów, oferując jednocześnie niezbędną przeciwwagę zarówno dla chińskiej dominacji gospodarczej, jak i unilateralizmu USA na półkuli zachodniej. Przede wszystkim oznacza to krok w kierunku przywrócenia Europie roli znaczącego bieguna wolnego handlu w globalnej gospodarce, zamiast ograniczania jej do roli narzuconego sobie getta regulacyjnego.

Europa na strategicznym rozdrożu

Europa stoi przed jasnym wyborem: nadal wycofywać się z twierdzy Zielonego Ładu i maksymalizmu regulacyjnego – trzymając się fikcji, że regulacja sama w sobie jest źródłem przewagi konkurencyjnej – lub przyjąć partnerstwa handlowe, które przywrócą dźwignię, znaczenie i wzajemnie korzystny wzrost. Czy to z Ameryką Południową, czy z Indiami, które wydają się być najnowszą krucjatą Von der Leyen.

Porozumienie UE-Mercosur wymusza ten wybór – i właśnie dlatego warto go bronić. Nie dlatego, że jest idealne, ale dlatego, że realizm strategiczny w dobie konkurencji nie jest zdradą wartości – jest ich obroną.

Blokowanie umowy z powodów ideologicznych lub fałszywych prognoz dotyczących wpływu makroekonomicznego byłoby rezygnacją z globalnej roli Europy. Wejście umowy w życie, a następnie usunięcie narzuconych przez nas barier, aby być konkurencyjnym, byłoby decyzją kontynentu, który rozumie swoją historię i patrzy w przyszłość.