Gdybyśmy mieli wybrać trzy wyrażenia opisujące zachowanie eurokratów, jednym z nich byłaby z pewnością „nadmierna centralizacja” lub „hiper-centralizacja” – determinacja, by zmonopolizować i skoncentrować całą władzę decyzyjną w rękach małej grupy, która nie bierze pod uwagę specyfiki narodowej ani interesów państw członkowskich. Hiper-centralizacja nie jest wymysłem „drugiej strony”, ani koncepcją wykorzystywaną politycznie przez konserwatystów do atakowania biurokratyczno-federalistycznych elit. Jest to rzeczywistość, z którą instytucje publiczne, organizacje prywatne i obywatele w całej Unii Europejskiej spotykają się niemal nieustannie.
Podejmowane są szeroko zakrojone wysiłki, aby pchnąć ten biurokratyczny system na nowe wyżyny, podczas gdy suwerenność i tożsamość narodowa mają zostać pożarte lub stopione. Ponieważ są to „relikty” tej „obrzydliwej” przeszłości, które muszą zostać wymazane lub, w „najlepszym przypadku”, przepisane.
Suwerenność jest trywializowana, a jeśli chodzi o suwerenność energetyczną, wszystko, co słyszymy z Brukseli, to nieustanna narracja o „zielonej transformacji” i dekarbonizacji jako absolutnej konieczności. Suwerenność energetyczna nie może być narzędziem politycznym ani kwestią opcjonalną, zależną od wygody jednej lub drugiej osoby.
Tak więc, gdy inicjatywa publiczna przyjmuje inne stanowisko niż scentralizowane plany Brukseli dotyczące sektora energetycznego, należy to rozumieć jako znak, że bitwa o suwerenność jest daleka od przegranej.
Kilka dni temu pięć państw członkowskich UE – Bułgaria, Finlandia, Francja, Polska i Szwecja – podpisało wspólne oświadczenie, w którym zdecydowanie sprzeciwiły się coraz bardziej centralizującym tendencjom Brukseli w sektorze infrastruktury elektroenergetycznej. W dokumencie tym ad hoc koalicja ad hoc oskarżyła Komisję o niezrozumienie konkretnych i złożonych mechanizmów leżących u podstaw funkcjonowania krajowych systemów energetycznych – czyli rzeczywistych warunków – i oskarżyła Komisję o celowe ignorowanie krajowych kompetencji państw członkowskich w bardzo wrażliwej i wymagającej dziedzinie energii.
Zamiast narzucać odgórną centralizację i biorąc pod uwagę brak wystarczającej wiedzy na temat realiów, Komisja powinna skupić się na krajowych firmach i operatorach sieci, którzy jako jedyni są w stanie dostarczyć obiektywnych informacji opartych na rzeczywistości, a nie na bezużytecznych dokumentach produkowanych w brukselskich biurach.
Rozważmy te kwestie po kolei. Zgodnie z artykułem 194 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, artykułem dotyczącym „energii”, każde państwo członkowskie ma prawo decydować o warunkach eksploatacji własnych zasobów energetycznych i wybierać źródła energii, których potrzebuje. Zgodnie z Traktatem polityka w tej dziedzinie jest kompetencją dzieloną, a państwa zarządzają aspektami operacyjnymi zgodnie z własnymi strategiami i interesami oraz w celu zapewnienia własnego bezpieczeństwa energetycznego.
Według pięciu krajów, które utworzyły tę koalicję, Komisja Europejska dąży do przejęcia uprawnień posiadanych przez państwa członkowskie. Takie zachowanie nie powinno być zaskoczeniem, ponieważ takie podejście jest w pełni zgodne z ogólną strategią Brukseli polegającą na absolutnej koncentracji władzy i prerogatyw, ze szkodą dla państw narodowych.
W jakim stopniu to obsesyjne dążenie do hiper-centralizacji jest zgodne z zasadą pomocniczości, jedną z podstawowych zasad Unii Europejskiej? Czy obywatele Europy zostali zapytani, czy zgadzają się na to, by europejska infrastruktura elektroenergetyczna znalazła się pod całkowitą kontrolą Komisji, by prerogatywy państw członkowskich w sektorze energetycznym zostały przejęte przez rząd europejski – co stanowi pogwałcenie postanowień Traktatu o funkcjonowaniu UE? Czy nie ma rażącej sprzeczności między zasadami, których Bruksela twierdzi, że broni, a sposobem, w jaki faktycznie działa?
Jedną z głównych obaw podnoszonych przez pięć państw-sygnatariuszy jest złożoność infrastruktury energetycznej; jej lokalne i regionalne cechy sprawiają, że prawie niemożliwe jest skuteczne i opłacalne narzucenie odgórnego systemu, czego domaga się Bruksela. To, co biurokraci w Brukseli mogą zapewnić, to niebezpieczna centralizacja i rosnące koszty energii elektrycznej, a nie bezstronna i naprawdę użyteczna strategia. Założenie, że istnieje „tylko jedna droga”, a mianowicie ta narzucona przez Komisję Europejską, przynosi efekt przeciwny do zamierzonego i jest zasadniczo błędna, według pięciu krajów, które wyraziły taką krytykę.
Bułgaria, Finlandia, Francja, Polska i Szwecja proponują w rzeczywistości regionalne podejście do sieci elektroenergetycznych. Państwa członkowskie muszą nadal być w stanie analizować i podejmować decyzje w oparciu o własne interesy, a krajowi operatorzy sieci muszą odgrywać fundamentalną rolę: koordynację regionalną, a nie odgórną kontrolę, w której państwa nie mają nic do powiedzenia.
We wspomnianym dokumencie te pięć państw nie dąży do usunięcia Komisji Europejskiej z tego procesu, ale zaleca, aby jej rola była bardziej zbliżona do roli „koordynatora projektu”, podczas gdy przedsiębiorstwa krajowe zachowują merytoryczną władzę nad kwestiami technicznymi i infrastrukturą sieciową. Skuteczna współpraca między regionami, a nie koncentracja władzy i opresyjna biurokracja, jest istotą tej inicjatywy Sofii, Helsinek, Paryża, Warszawy i Sztokholmu.
Oprócz zainteresowania utrzymaniem pełnej kontroli nad systemem energetycznym, Komisja wykazuje również szczególne zaniepokojenie przyszłymi inwestycjami, co jest kolejną delikatną kwestią, która powinna pozostać w gestii państw członkowskich.
Wśród pięciu krajów, które podpisały ten dokument, znajduje się Szwecja, która zdecydowanie opowiedziała się przeciwko propozycji finansowania Komisji, która byłaby sprzeczna z interesami narodowymi Szwecji. Gniew Sztokholmu jest znacznie ostrzejszy, grożąc wstrzymaniem eksportu energii elektrycznej do krajów sąsiednich. Według szwedzkiej minister energetyki Ebby Busch, propozycja wykorzystania części dochodów z opłat kongestyjnych na projekty wskazane przez Komisję jest „nie do przyjęcia”, a minister ogłosiła, że projekt nowego kabla łączącego z Danią zostanie wstrzymany. „UE nie powinna otrzymywać pieniędzy Szwedów za energię elektryczną”, stwierdziła szwedzka minister energii.
Wstrzymanie budowy kabla energetycznego do Danii nie jest jedynym ostrym środkiem, jakim grozi Sztokholm, jeśli konflikt z Brukselą nie zostanie szybko rozwiązany. Anulowanie lub ograniczenie eksportu energii elektrycznej do krajów regionu będzie czynnikiem zakłócającym zarówno rynek energii, jak i i tak już burzliwe wody polityczne – specyficzny, ale szczególnie istotny spór, który może eskalować i przekształcić się w pełną zimną wojnę.
Obsesja Komisji Europejskiej na punkcie transformacji energetycznej przybrała poważne rozmiary wraz z uruchomieniem w grudniu 2025 r. europejskiego pakietu sieciowego; kluczowym wyzwaniem jest zainwestowanie 1,2 biliona euro do 2040 roku. Strategia jest za każdym razem taka sama: zastąpienie podejścia krajowego wysoce scentralizowaną logiką europejską – w rzeczywistości wdrożenie „jednolitego scenariusza”, w ramach którego Bruksela będzie decydować o długoterminowych inwestycjach i narzucać tylko te priorytety, które Komisja Europejska uzna za konieczne. Duże decyzje będą podejmowane w Brukseli, podczas gdy uprawnienia państw członkowskich zostaną znacznie ograniczone.
To właśnie ten rozwój sytuacji jest krytykowany przez nieoficjalną koalicję pięciu państw, która opowiada się za wyraźnym podziałem obowiązków – państwa członkowskie powinny zachować swoje uprawnienia polityczne, podczas gdy Komisja powinna przyjąć rolę koordynatora i ułatwiania dialogu między odpowiednimi podmiotami.
Dokument podpisany przez Bułgarię, Finlandię, Francję, Polskę i Szwecję bije na alarm przeciwko postawie, która stała się standardem dla eurokratów: pozbawionej skrupułów wymuszonej centralizacji, z lekceważeniem lokalnej specyfiki lub realiów krajowych. To nie utopijne plany czy zielone fantazje zapewnią bezpieczeństwo energetyczne, ale realizm i silna odpowiedzialność.