Powszechnie wiadomo, że wojna przyspiesza rozwój technologiczny. Zwłaszcza na etapach przejściowych, gdzie nowe technologie są rozwijane, ale nie mają jeszcze pełnego wpływu na sprzęt wojskowy i technologię walki.
Pierwsza wojna światowa jest często podkreślana jako wielki konflikt, w którym rewolucja przemysłowa po raz pierwszy dokonała przełomu na pełną skalę. W latach 1914-18 po raz pierwszy na dużą skalę użyto samolotów, łodzi podwodnych, karabinów maszynowych i gazu, a konflikt przyspieszył rozwój wiedzy technicznej.
I być może nie jest przypadkiem, że dziś, 110 lat później, po raz kolejny jesteśmy świadkami przedłużającego się konfliktu w Europie, który utknął w swego rodzaju wojnie okopowej z powodu nowej technologii zbrojeniowej. Być może to właśnie istnienie nowej, skutecznej broni sprawia, że walczące strony zastygają w bezruchu na linii frontu.
Podczas pierwszej wojny światowej wciąż żyliśmy w świecie, w którym życie żołnierzy nie było cenione tak wysoko. Młodzi mężczyźni byli wysyłani w górę w niemal bezskutecznych próbach pokonania kilkuset metrów, tylko po to, by niemal natychmiast zostać skoszonym przez karabiny maszynowe przeciwnika. Dziś co najmniej jedna strona konfliktu rosyjsko-ukraińskiego nadal poświęca życie swoich żołnierzy dla jedynie marginalnych korzyści. I po raz kolejny nowa technologia uzbrojenia wydaje się czynić wszelkie próby poważnego przesunięcia frontu daremnymi.
Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie, czy obecne uzbrojenie Europy Zachodniej jest dostosowane do tych nowych działań wojennych.
W artykule debatującym w szwedzkim dzienniku Svenska Dagbladet, dyrektor generalny i założyciel szwedzkiej firmy zbrojeniowej, która specjalizuje się w opracowywaniu systemów bojowych dronów i kinetycznych samolotów przechwytujących do celów cywilnych i wojskowych, oraz były szwedzki minister spraw zagranicznych, który obecnie pracuje dla tej samej firmy, piszą, że „przygotowujemy się do niewłaściwej wojny”.
Podobnie jak inne kraje NATO i UE, Szwecja inwestuje obecnie dużo pieniędzy w rozwój swoich zdolności wojskowych. Inwestycje są dokonywane głównie w tradycyjne systemy uzbrojenia w obszarach takich jak artyleria i piechota. W tym miejscu możemy zauważyć, że Szwecja wysłała do Ukrainy kilka sztuk artylerii systemu Archer. Według niektórych informacji, wiele z nich zostało zniszczonych przez rosyjskie drony. Nawet ultranowoczesne, szybko poruszające się i uznane za skuteczne systemy uzbrojenia mogą zatem zostać zniszczone przez drony.
Dwaj przedstawiciele koncernu zbrojeniowego, którzy – poniekąd we własnym interesie – podkreślają, że wojna na Ukrainie to w dużej mierze wojna dronów, piszą: „Wojna, która toczy się obecnie w Europie, nie jest rozstrzygana przede wszystkim przez liczbę czołgów, dział artyleryjskich czy myśliwców. Decyduje o niej niewielka, zdecentralizowana i szybko iterowana technologia, która kosztuje ułamek platform, na których historycznie mierzyliśmy zdolności obronne: drony”.
Podkreślają również, że wojna dronów jest również wojną technologiczną. Walczące strony rywalizują o opracowanie dronów, które są skuteczne, trudne do wykrycia i które mogą po prostu znokautować się nawzajem. I dlatego tak ważne jest, podkreślają autorzy artykułu, aby zamówienia i planowanie odbywały się w sposób bardziej spontaniczny i nieuregulowany. Szybkie zakupy od małych i rozwijających się technologicznie firm, które szybko wytwarzają najlepsze produkty, miały większe znaczenie dla przebiegu wojny niż kilkuletnie kontrakty na ciężkie systemy uzbrojenia.
Jak więc powinniśmy myśleć? Na jaką wojnę powinniśmy się przygotować?
I z pewnością prawdą jest, że musimy uważnie przestudiować to, co wydarzyło się w Ukrainie i uczyć się od bardzo zdolnych do adaptacji Ukraińców. Ale na razie musimy również inwestować w broń konwencjonalną. Ponieważ jeśli jest tak, że technologia dronów jest łatwa i tania do opracowania, jeśli tylko jesteś przygotowany do improwizacji i adaptacji, to jest ona również tania i łatwa do opracowania.
Duże systemy uzbrojenia wymagają dłuższego planowania i większych inwestycji, a my nie możemy sobie pozwolić na ryzyko pozostania bez nich.