Czy wzrost gospodarczy to wszystko, czego potrzebujemy?

Eseje - 2026-06-12

Obecnie wiele się mówi o wzroście gospodarczym. Tak jest już od dawna. Dyskusja ta nasiliła się jednak po tym, jak pandemie, konflikty zbrojne i wojny celne wpłynęły na rozwój gospodarczy na całym świecie.

Kwestia ta jest przedmiotem dyskusji również dlatego, że od kilku lat kraje UE pozostają w tyle za Stanami Zjednoczonymi pod względem tempa wzrostu gospodarczego. W ostatniej dekadzie Stany Zjednoczone odnotowały wyższy wzrost wydajności i wyższy wzrost gospodarczy niż kraje europejskie.

Można omówić przyczyny.

Eksperci i politycy z różnych obozów politycznych, co nie jest zaskoczeniem, wskazują na różne przyczyny. Wielu prawicowych myślicieli w Europie uważa jednak, że regulacje dotyczące sektora biznesowego, wynikające z kwestii związanych z polityką klimatyczną i równouprawnieniem płci, hamują rozwój gospodarczy na Starym Kontynencie. Coraz częściej mówi się również o dysfunkcjonalnym rynku kapitałowym w Europie oraz o niewystarczających inwestycjach w badania i rozwój.

Odkąd Chiny i Rosja stały się częścią międzynarodowej gospodarki kapitalistycznej, stało się jeszcze bardziej oczywiste, że siła gospodarcza to także siła polityczna i militarna. Uzbrojenie się kosztuje, prowadzenie wojny kosztuje, a konfrontacja z potężnymi interesami gospodarczymi również kosztuje.

Ale. I to jest ważne „ale”!

Trwający obecnie wyścig zbrojeń w sferze gospodarczej oraz obciążenia dla wzrostu gospodarczego spowodowane pandemią i konfliktami zbrojnymi grożą tym, że przestaniemy dostrzegać negatywne strony wzrostu gospodarczego.

Wzrost gospodarczy nie stanowi bynajmniej problemu. Wręcz przeciwnie. Warto powtórzyć, że wzrost gospodarczy jest warunkiem koniecznym dla kwitnącego społeczeństwa. Bez wzrostu nie będzie środków na inwestycje w obronność, edukację, opiekę zdrowotną i kulturę. Niemniej jednak musimy odważyć się podjąć dyskusję na temat tego, czy wzrost gospodarczy jest jedynym czynnikiem, który tworzy dobre społeczeństwo.

W niektórych kręgach politycznych wzrost gospodarczy wiąże się ze wzrostem liczby ludności. I z pewnością ma to swoje uzasadnienie. Jeśli gospodarka ma się rozwijać, rosnąca liczba ludności może być jednym z wielu czynników napędzających ten wzrost. A jeśli wzrost na mieszkańca wzrasta pomimo wzrostu całkowitej liczby ludności w danym kraju, wszystko jest w porządku.

Być może jednak istnieją pewne ograniczenia co do prędkości, jaką może osiągnąć.

Na przykład w latach 2000–2025 liczba ludności Szwecji wzrosła z nieco poniżej 8,9 mln do nieco ponad 10,6 mln. Ten gwałtowny wzrost – spowodowany głównie imigracją – był jednym z wielu czynników napędzających wzrost gospodarczy. Osoby przybywające do nowego kraju pracują i wnoszą swój wkład, korzystają z dóbr i usług, potrzebują opieki zdrowotnej oraz edukacji. Konieczne jest budowanie nowych mieszkań oraz rozwijanie infrastruktury.

Być może jednak szwedzcy politycy i ekonomiści zbytnio skupiali się na wzroście gospodarczym. Obecnie coraz więcej osób zaczyna się bowiem zastanawiać, jak to możliwe, że Szwecja jest krajem, w którym ludzie nie tylko pracują, ale także potrafią się cieszyć życiem. W Szwecji od dawna brakuje mieszkań, a te, które powstają, są często bardzo drogie. Infrastruktura i transport publiczny przeszły ciężką próbę i wymagają modernizacji.

A kiedy tempo wzrostu liczby ludności nagle spada, ponieważ nowy prawicowy rząd Szwecji zaostrzył politykę imigracyjną, a jednocześnie rodzi się mniej dzieci, w systemie pojawia się dysbalans, ponieważ na przykład trzeba teraz zamykać szkoły, a świeżo upieczeni nauczyciele pozostają bez pracy.

Oczywiście, że potrzebujemy wzrostu gospodarczego. W przeciwnym razie Europa popadłaby w stagnację i ubóstwo. Czasami jednak równomierny rozkład wzrostu w czasie może mieć swoją wartość samą w sobie. Zwłaszcza jeśli to właśnie wzrost gospodarczy napędza poważne zmiany demograficzne i przemiany w życiu zawodowym. Społeczeństwo po prostu musi nadążać za tymi zmianami. Wzrost gospodarczy jest ważny, ale z zachodniej, konserwatywnej perspektywy równie ważne są długoterminowość, zrównoważony rozwój i przewidywalność.

Europa to nie Stany Zjednoczone ani Chiny i być może nie powinniśmy nimi być. My, Europejczycy, mamy dziedzictwo historyczne, które powinniśmy pielęgnować. Musimy dbać o nasze miasta, nasze tereny wiejskie, naszą infrastrukturę, naszą ludność, nasze środowisko i naszą kulturę. Nasze miasta powinny być piękne i przyjemne. Rozwój naszych społeczeństw powinien przebiegać w symbiozie z naszą historią oraz z potrzebami kulturowymi i duchowymi naszych społeczeństw.

Prawdziwy i zrównoważony europejski konserwatyzm nie może dopuścić, by wzrost gospodarczy stał ponad wszystkim innym.