W środę rumuński Senat podjął działanie, które jeszcze miesiąc temu wydawałoby się nie do pomyślenia: spojrzał prosto w oczy zagrożeniu ze strony dwóch największych ugrupowań politycznych w Parlamencie Europejskim i mimo to przeprowadził głosowanie. Nowa ustawa o uczciwości została przyjęta 106 głosami za i 19 przeciw, a jedynymi senatorami, którzy się jej sprzeciwili, byli przedstawiciele USR – partii burmistrza Timișoary, Dominica Fritza. Ani PSD, ani PNL, ani AUR. Tylko USR, samodzielnie, broniąc stanowiska jednego człowieka.
Ustawa ta, znana oficjalnie jako „Legea ANI”, stanowi kamień milowy w ramach PNRR – jest to jedno z zadań technicznych, które Rumunia musi zrealizować do 31 sierpnia, aby uzyskać dostęp do 770 mln euro z unijnych funduszy na odbudowę. W treści ustawy znajduje się tzw. „poprawka Fritza”: klauzula stanowiąca, że KAŻDY urzędnik publiczny, w przypadku którego sąd ostatecznie stwierdził niezgodność funkcji lub konflikt interesów, traci mandat 30 dni po wejściu ustawy w życie, o ile nie upłynął już trzyletni okres zakazu.
To nie jest hipotetyczna sytuacja. Cztery rumuńskie sądy jednogłośnie orzekły, że Fritz znalazł się w sytuacji konfliktu interesów, podpisując dokument dotyczący planu zagospodarowania przestrzennego (PUZ), który przynosił korzyści osobie, która wsparła finansowo jego kampanię wyborczą. 17 sierpnia w sprawę włączył się Trybunał Konstytucyjny i potwierdził, że nowelizacja jest w pełni zgodna z konstytucją. Tak więc w momencie, gdy Senat głosował w tym tygodniu, nie była to tak naprawdę debata na temat tego, czy Fritz złamał przepisy – sądy rozstrzygnęły tę kwestię już kilka miesięcy temu. Głosowanie dotyczyło tego, czy rumuński parlament pozwoli, by orzeczenie to miało rzeczywiste znaczenie. Tak się stało. Projekt ustawy trafi teraz do prezydenta Nicușora Dana w celu ogłoszenia, a gdy wejdzie w życie, Fritz i ponad 120 innych urzędników znajdujących się w podobnej sytuacji prawnej będą mieli 30 dni na zrezygnowanie ze swoich stanowisk.
W tym momencie historia staje się naprawdę interesująca i właśnie tu wiele utartych schematów politycznych zostało zburzonych. AUR zagłosowało dziś w Senacie za ustawą o uczciwości. Prezes AUR George Simion wyraził się w tej sprawie bez ogródek: AUR poparło tak zwaną poprawkę Fritza, „ponieważ to normalne – kto nie spełnia wymogów, musi odejść”. AUR dostosowało się do faktycznych orzeczeń sądowych – czterech wyroków i potwierdzenia Trybunału Konstytucyjnego – jednocześnie nalegając, by standard ten miał zastosowanie do wszystkich w równym stopniu, a nie tylko do wygodnych celów. Warto zauważyć, że AUR próbowało wcześniej rozszerzyć zakres ustawy, domagając się, by partnerzy życiowi polityków również byli zobowiązani do zgłaszania majątku, choć ten element nie znalazł się w ostatecznej wersji tekstu senackiego.
A teraz część, którą trudniej jest przedstawić w korzystnym świetle. Partia USR przez lata budowała swoją markę w oparciu o jedną obietnicę: zerową tolerancję dla korupcji i konfliktów interesów, bez względu na to, kto jest w nie zamieszany. To jedyny powód istnienia tej partii. Jednak gdy sądy stwierdziły, że przewodniczący tej partii znalazł się w klasycznej sytuacji konfliktu interesów, czerpiąc korzyści dla darczyńcy kampanii wyborczej poprzez oficjalną decyzję w sprawie zagospodarowania przestrzennego, senatorowie z USR byli jedynym blokiem w całej izbie, który zagłosował przeciwko egzekwowaniu prawa.
Partia nie poprzestała na głosowaniu przeciwko tej propozycji na szczeblu krajowym. Sprawa przeniosła się do Brukseli. Ponieważ USR należy do grupy „Renew Europe”, a frakcja Bolojana w PNL należy do Europejskiej Partii Ludowej, obie europejskie rodziny partyjne wysłały wspólny list z dnia 24 sierpnia, podpisany przez przewodniczącego EPP Manfreda Webera i przewodniczącą Renew Europe Valérie Hayer, w którym zwróciły się do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen o wstrzymanie wypłaty 770 mln euro środków z PNRR, o ile Bukareszt nie wycofa tej poprawki. W liście przedstawiono tę kwestię jako problem związany z praworządnością, argumentując, że Komisja nie powinna traktować tej wypłaty jako sprawy „czysto technicznej”, lecz powinna zweryfikować, czy rumuńska reforma jest zgodna z normami prawnymi UE.
Weber próbował później złagodzić ton tego przesłania, oświadczając publicznie, że EPP nie chce, by Rumunia straciła „ani jednego euro” ze środków z funduszy odbudowy. Jednak sam list jest jednoznaczny: wyraźnie wiąże te środki z uchyleniem konkretnego przepisu ustawodawczego, wymierzonego w praktyce w jedną konkretną osobę, której problemy prawne zostały stwierdzone przez rumuńskie sądy, a nie przez przeciwników politycznych.
Jeśli odrzucić skróty, pozostaje naprawdę niezręczny obraz sytuacji. Rumuński burmistrz, w sprawie którego sądy jego własnego kraju – na czterech odrębnych szczeblach oraz Trybunał Konstytucyjny – stwierdziły konflikt interesów, jest chroniony nie przez rumuńskie instytucje, lecz przez zagranicznych przywódców partyjnych, którzy wywierają presję na Brukselę, by nałożyła kary finansowe na 20 milionów Rumunów, o ile nie zostanie zabezpieczone stanowisko jednego burmistrza. W doniesieniach prasowych odnotowano również, że Siegfried Mureșan z PNL lobbował bezpośrednio u Webera w imieniu Fritza, co pomaga wyjaśnić, dlaczego partia centroprawicowa w ogóle znalazła się w sytuacji, w której broniła burmistrza powiązanego z Renew.
Sam Fritz nie milczał, nazywając orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego „brutalnym nadużyciem władzy”, które trybunał „usankcjonował”, zamiast mu zapobiec, oraz argumentując, że zawarta w ustawie redefinicja aktów normatywnych, takich jak PUZ, w przewrotny sposób zawęża zakres tego, co w przyszłości będzie uznawane za konflikt interesów. Jest to uzasadniony argument prawny, który można podnosić przed rumuńskimi sądami lub przed Trybunałem Konstytucyjnym – w obu tych instancjach Fritz już jednak przegrał. Przekształcenie go w kampanię lobbingową wymierzoną w fundusze unijne dla Rumunii, prowadzoną za pośrednictwem struktur partyjnych w Brukseli, to zupełnie inna sprawa.
Głębsza kwestia nie dotyczy już tak naprawdę pozwolenia na zagospodarowanie przestrzenne dla firmy Fritz, ale tego, czy europejska rodzina polityczna może unieważnić orzeczenie sądu krajowego, grożąc wstrzymaniem środków pomocowych dla danego kraju. Rumunia boryka się z wieloma uzasadnionymi problemami związanymi z praworządnością, które zasługują na uwagę. Egzekwowanie orzeczenia sądu stwierdzającego, że konkretny urzędnik naruszył zasady dotyczące konfliktu interesów, nie jest jednym z nich. Wręcz przeciwnie.