Trzy modele dla UE

Eseje - 2026-08-01

Założyciele Unii Europejskiej mieli trzy cele. Jednym z nich było zapewnienie pokoju między Francją a Niemcami. Kolejnym było stworzenie jednolitego obszaru wolnego handlu w Europie, co pozwoliłoby wykorzystać podział pracy jako źródło wzrostu gospodarczego. Założyciele wierzyli, że integracja gospodarcza zbliży do siebie Europejczyków, przywołując stare powiedzenie, że jeśli towary nie mogą przekraczać granic, zrobią to żołnierze. Zdawali sobie sprawę, że trzeci cel można osiągnąć jedynie w perspektywie długoterminowej, krok po kroku: utworzenie Stanów Zjednoczonych Europy, tak potężnych i produktywnych jak Stany Zjednoczone Ameryki.

Model amerykański

Czy Stany Zjednoczone stanowiły realny wzór dla zacieśnienia współpracy europejskiej? W 1789 roku amerykańscy rewolucjoniści zastąpili Konfederację utworzoną w 1781 roku Federacją. W ramach Konfederacji poszczególne stany wydawały się zbyt potężne, a państwo federalne zbyt słabe – niezdolne do nakładania podatków, zapewnienia swobodnego handlu międzystanowego ani utrzymania sił zbrojnych. Istniały jednak istotne, a być może nawet kluczowe różnice między Europą a tą nową i potężną federacją. Po pierwsze, Europa składała się z różnych krajów o własnych językach, historii i kulturach, podczas gdy Stany Zjednoczone łączył jeden język, jedna historia i jedna kultura. Kolejną różnicą było to, że każde państwo europejskie miało własną tradycję polityczną, podczas gdy Stany Zjednoczone opierały się na silnej tradycji anglosaskiej, a raczej germańskiej, rządów opartych na zgodzie i prawie do buntu. W pewnym stopniu Holandia i Flandria w Belgii podzielały tę tradycję, ale w Niemczech została ona w dużej mierze stłumiona. Francja miała tradycję centralizacji: jakobini z czasów rewolucji francuskiej byli spadkobiercami Colberta w nie mniejszym stopniu niż Rousseau.

Europejscy wyborcy odrzucają centralizację

Oczywiście założyciele UE zdawali sobie sprawę z ogromnej różnorodności Europy. Jak jasno stwierdził Jean Monnet w swoich wspomnieniach, tworzenie Stanów Zjednoczonych Europy musiało przebiegać stopniowo, będąc wynikiem coraz głębszej integracji – najpierw gospodarczej, a następnie politycznej. To właśnie z tożsamości narodowych miała wyrosnąć tożsamość europejska, która w dużej mierze je zastąpi. Proces ten powinien być starannie kierowany przez oświeconą elitę, a nie prowadzony przez demokratycznych podżegaczy. W pewnym stopniu Monnetowi i jego zwolennikom się to udało. Integracja gospodarcza w latach 1957–1993 przyniosła Europie dobrobyt dzięki konkurencji. Jednak wraz z traktatem z Maastricht z 1992 roku Unia Europejska zmieniła kurs, dążąc nie tylko do integracji prawnej i politycznej niezbędnej dla wspólnego rynku, ale także do dalszej integracji politycznej – co w tradycji francuskiej jest eufemizmem oznaczającym centralizację. Rozwój ten spotkał się jednak z oporem europejskich wyborców, którzy wielokrotnie odrzucali zwiększoną centralizację. Reakcją oświeconej elity w Brukseli było organizowanie kolejnych wyborów aż do osiągnięcia pożądanego wyniku lub po prostu ignorowanie wyborców i wprowadzanie powierzchownych zmian do własnych propozycji, tak jak miało to miejsce w przypadku odrzucenia Konstytucji Europejskiej, a następnie przyjęcia Traktatu z Lizbony, podobnego pod względem treści.

Model szwajcarski

Pomysł, że model amerykański jest nieodpowiedni, wydaje się niemal nie do odparcia. Rzeczywiście istnieją dwa inne modele, które mogłyby lepiej pasować do Europy. Jednym z nich jest Szwajcaria, która przezwyciężyła napięcia między społecznościami językowymi, religijnymi i kulturowymi dzięki szeroko zakrojonej decentralizacji: kantony mają znacznie większą kontrolę niż społeczności w większości innych krajów europejskich. W kontekście europejskim oznaczałoby to przekazanie uprawnień z powrotem państwom narodowym, a także społecznościom w ich obrębie, przy jednoczesnym zachowaniu w Brukseli jedynie tych kompetencji, które są niezbędne do funkcjonowania wolnego i skutecznego wspólnego rynku. Punktem odniesienia powinna być zasada pomocniczości: decyzje powinny być podejmowane przez tych, których dotyczą.

Model skandynawski

Innym modelem jest współpraca nordycka. Ostatnie wojny nordyckie toczyły się między Danią a Szwecją w latach 1813–1814 oraz, przez krótki czas, między Norwegią a Szwecją w 1814 roku. W XIX wieku we wszystkich krajach nordyckich narastało poczucie wspólnej tożsamości nordyckiej, a nawet wspólnego losu. Interesy narodowe tych pięciu krajów były jednak zróżnicowane, dlatego nie zawarły one sojuszu wojskowego ani nie utworzyły unii gospodarczej. W 1952 roku utworzono jednak Radę Nordycką jako forum współpracy między tymi pięcioma krajami, a integracja prawna i gospodarcza następowała stopniowo, spontanicznie i przy minimalnym ograniczeniu suwerenności. Zniesiono paszporty, zintegrowano rynek pracy, zapewniono równy dostęp do usług socjalnych ponad granicami oraz promowano wymianę kulturalną.