Europa nie ma czasu na strategiczną autonomię na papierze

Polityka - 2026-07-22

Dzisiaj amerykańska broń, jutro współpraca między krajami europejskimi, a także produkcja na Ukrainie: bezpieczeństwo kontynentu będzie opierać się na zdolności do działania, a nie na hasłach o samowystarczalności.

„Rozwój własnych zdolności wymaga czasu. W tej chwili nie mamy czasu”. Słowa te, wypowiedziane przez szefa Luftwaffe, generała broni Holgera Neumanna, w wywiadzie opublikowanym przez POLITICO 13 lipca, oddają strategiczny dylemat, przed którym stoi cała Europa. Kontynent musi odbudować szerszą, bardziej innowacyjną i odporną bazę przemysłu obronnego. Jednocześnie musi jednak już teraz wypełnić luki operacyjne, które narosły przez dziesięciolecia, kiedy bezpieczeństwo traktowano jako coś praktycznie darmowego.

Ostrzeżenie Neumanna nie jest przyznaniem się do kapitulacji w obliczu amerykańskiej przewagi technologicznej. Wręcz przeciwnie, jest to wezwanie do poważnego podejścia. Siła odstraszania nie mierzy się komunikatami, lecz dostępnymi systemami, zapasami, wyszkolonym personelem, konserwacją oraz zdolnością do uzupełniania strat. Platforma zapowiadana na rok 2035 nie przechwyci pocisku w 2027 roku. Ambitny program przemysłowy nie jest w stanie zastąpić sprawdzonej broni, gdy potrzeba jest pilna.

Czas wojskowy i czas przemysłowy

W 2022 roku Niemcy zatwierdziły zakup 35 amerykańskich samolotów F-35A za kwotę około 8,3 mld euro. Samoloty te mają zastąpić flotę Tornado, w tym w ramach roli przypisanej Berlinowi na mocy porozumień NATO dotyczących wspólnego wykorzystania broni jądrowej. Jest to pouczający przykład: zakup amerykańskiej platformy niekoniecznie oznacza chęć rezygnacji z europejskiego przemysłu. Może natomiast odzwierciedlać potrzebę posiadania zdolności, które już istnieją i są kompatybilne z siłami sojuszniczymi.

Nie chodzi o to, by raz na zawsze dokonać wyboru między podejściem „amerykańskim” a „europejskim”. Chodzi o to, by odróżnić działania pilne od strategii długoterminowej. W najbliższej przyszłości państwa europejskie muszą mieć możliwość zakupu rozwiązań, które się sprawdzają i które można dostarczyć w terminie adekwatnym do zagrożenia. Jednocześnie muszą inwestować we własne badania, produkcję, kompetencje i łańcuchy dostaw. Pomieszanie tych dwóch horyzontów oznacza przekształcenie autonomii strategicznej w formę dobrowolnego rozbrojenia.

Unia Europejska stworzyła instrument SAFE, udostępniający pożyczki o wartości do 150 mld euro na wsparcie inwestycji i wspólnych zamówień publicznych. Zasady tego instrumentu mają na celu wzmocnienie bazy przemysłowej Europy i przewidują, co do zasady, że koszt komponentów pochodzących spoza UE, Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Ukrainy nie może przekraczać 35 procent szacowanego kosztu komponentów w produkcie końcowym.

Jest to zrozumiała polityka: bez zamówień i zagregowanego popytu europejski przemysł nie może zwiększyć produkcji. Jednak sam udział europejskich komponentów nie stanowi jeszcze potencjału wojskowego. Bruksela może zapewnić finansowanie i zachęty; nie może jednak dekretem skrócić czasu opracowania samolotu myśliwskiego, myśliwca przechwytującego czy pocisku manewrującego.

Europa to coś więcej niż Unia Europejska

Nowy brytyjsko-niemiecki program dotyczący broni dalekiego zasięgu pokazuje, jak mogłaby wyglądać najskuteczniejsza metoda. Projekt ten, uruchomiony w ramach porozumienia Trinity House podpisanego przez Londyn i Berlin w 2024 roku, zakłada stworzenie systemu o zasięgu przekraczającym 2 000 kilometrów.

W marcu 2026 roku rząd brytyjski określił ten projekt jako przyszłą rodzinę pocisków manewrujących typu stealth oraz broni hipersonicznej, początkowo wystrzeliwanych z ziemi, ale z możliwością zastosowania w siłach powietrznych i marynarce wojennej, które mają wejść do służby w latach 30. XXI wieku. Ogłoszono również, że współpraca ta jest otwarta dla innych partnerów.

„The Telegraph” przedstawił tę inicjatywę jako zerwanie osi francusko-niemieckiej i cios dla francuskiego przemysłu zbrojeniowego. Jest to skuteczny zabieg dziennikarski, jednak oficjalne dokumenty wskazują na bardziej złożoną rzeczywistość. Zacieśnienie współpracy między Londynem a Berlinem niekoniecznie oznacza wykluczenie Paryża. Sugeruje to raczej, że europejska obrona staje się coraz bardziej policentryczna i elastyczna w swojej strukturze.

W lipcu 2026 roku dwunastu sojuszników — w tym Wielka Brytania, Niemcy i Francja — ogłosiło zamiar zainwestowania łącznie 50,66 mld dolarów w zdolności do prowadzenia precyzyjnych uderzeń dalekiego zasięgu w ciągu dziesięciu lat. Londyn prowadzi również program Stratus we współpracy z Francją i Włochami. Europa nie jest zatem świadkiem zwykłej zamiany jednej osi na inną, ale powstania sieci nakładających się na siebie partnerstw, zbudowanych wokół rzeczywistych zdolności operacyjnych.

Wniosek polityczny jest istotny. Bezpieczeństwo Europy nie pokrywa się z granicami instytucjonalnymi Unii Europejskiej. Wielka Brytania może wprawdzie znajdować się poza UE, ale pozostaje potęgą NATO dysponującą bronią jądrową oraz jednym z czołowych graczy na kontynencie w dziedzinie wojskowości i przemysłu. Wykluczenie jej z jakiejkolwiek poważnej koncepcji europejskiej obrony byłoby równoznaczne ze strategicznym samookaleczeniem.

Nie ma też potrzeby wyznaczania z góry jednego „europejskiego lidera” ani tworzenia armii federalnej, zanim nie powstanie wspólna wola polityczna i wiarygodna struktura dowodzenia. Potrzebne są koalicje między państwami, które będą w stanie określić wspólne wymagania, sfinansować programy, rozdzielić zadania przemysłowe i wziąć odpowiedzialność za wyniki.

Współpraca anglo-niemiecka nie stoi w sprzeczności z ideą Europy. Przypomina nam ona, że prawdziwa Europa to wspólnota państw, a nie biurokratyczny synonim Unii Europejskiej.

Od wsparcia do produkcji

Trzecim elementem nowej architektury jest Ukraina. „The Wall Street Journal” poinformował 21 lipca, że ukraińska firma rozpocznie licencjonowaną produkcję lekkiej haubicy L119 zaprojektowanej przez BAE Systems, zaczynając od modelu testowego.

Nie oznacza to, że Kijów jest już gotowy do produkcji wysoce złożonych systemów, takich jak pociski przechwytujące typu Patriot. Oznacza to jednak, że relacje między Ukrainą a zachodnim przemysłem zaczynają się zmieniać: od prostego transferu broni w kierunku budowania lokalnych zdolności produkcyjnych.

Zmiana ta jest już widoczna w równoległych programach. 15 lipca firma BAE Systems wraz z rządem brytyjskim ogłosiła dostawę pierwszych elementów zamówienia na 150 luf artyleryjskich o kalibrze 105 mm i 155 mm, wykutych w Wielkiej Brytanii i przeznaczonych do obróbki wykończeniowej oraz montażu na Ukrainie. Pierwsze cztery odkuwki zostały wysłane jako egzemplarze rozwojowe, aby ukraińscy partnerzy mogli zweryfikować swoje procesy przemysłowe.

Kilka dni wcześniej we wspólnej deklaracji francusko-ukraińskiej sformalizowano zgodę Francji na produkcję na licencji na Ukrainie amunicji AASM oraz pocisków SCALP. Francja i Włochy wyraziły również zgodę na produkcję na licencji pocisków przechwytujących Aster 30, przy czym zadeklarowano, że ma ona rozpocząć się jak najszybciej. Sytuacja ta jest zatem bardziej zaawansowana niż wciąż niepewna perspektywa uzyskania amerykańskiej licencji na produkcję pocisków przechwytujących Patriot.

Nic z tego nie uzasadnia triumfalizmu. Budowa haubicy znacznie różni się od produkcji zaawansowanego technologicznie pocisku przechwytującego. „Wall Street Journal” zwrócił uwagę na przeszkody, z jakimi borykały się wcześniejsze zachodnie inicjatywy: bezpieczeństwo zakładów produkcyjnych, niewystarczające inwestycje i zamówienia, ochrona własności intelektualnej, trudności w pozyskiwaniu materiałów i maszyn oraz podatność na rosyjskie ataki.

Prawdziwa industrializacja wymaga wieloletnich umów, przewidywalnego finansowania, fizycznej ochrony, szkoleń technicznych oraz wiarygodnego podziału ryzyka.

A jednak kierunek jest właściwy. Ukraina dysponuje czymś, czego brakuje większości krajów Europy Zachodniej: niezwykle szybkim cyklem obejmującym doświadczenia operacyjne, dostosowania techniczne oraz informacje zwrotne z pola walki. Kraj ten zdobył uznaną wiedzę specjalistyczną w zakresie dronów i wojny elektronicznej, a także bezpośrednie doświadczenie w walkach o wysokiej intensywności.

Włączenie Ukrainy do euroatlantyckiej bazy przemysłowej nie byłoby aktem dobroczynności. Byłaby to inwestycja w bezpieczeństwo zbiorowe.

Suwerenność nie oznacza autarkii

Z tych trzech przypadków wyłania się wielopoziomowa strategia. Na pierwszym poziomie Europejczycy muszą nabywać od Stanów Zjednoczonych i innych sojuszników te zdolności, które nie mogą czekać. Na drugim poziomie muszą rozwijać własne systemy poprzez praktyczną współpracę międzyrządową, otwartą dla krajów dysponujących technologią, kapitałem i wolą polityczną. Na trzecim poziomie muszą włączyć Ukrainę jako centrum produkcyjne, eksperymentalne i przemysłowe, mające zapewnić przyszłe bezpieczeństwo kontynentu.

Takie podejście jest bardziej realistyczne niż zarówno autarkia, jak i trwała zależność. Dzisiejsze kupowanie amerykańskich produktów nie może stać się pretekstem do bezterminowego odkładania odbudowy europejskiego przemysłu obronnego. Jednocześnie hasło „kupuj europejskie” nie może stać się dogmatem, który zmusza siły zbrojne do oczekiwania na systemy, które nie są jeszcze dostępne.

Suwerenność nie oznacza produkcji każdej śruby na własnym terytorium. Oznacza ona możliwość wyboru, utrzymania, uzupełniania i wykorzystywania niezbędnych zdolności bez narażania się na paraliż spowodowany zależnością od jednego dostawcy lub jednej zewnętrznej decyzji politycznej.

Jest to również wizja zgodna z konserwatywną zasadą Europy niezależnych narodów, współpracujących dla wspólnej korzyści, przy jednoczesnym zachowaniu swojej tożsamości, legitymacji demokratycznej i odpowiedzialności. NATO musi pozostać ramą strategiczną i operacyjną. Unia Europejska może mobilizować kapitał, ułatwiać wspólne zamówienia i wspierać badania naukowe. Państwa muszą określać zagrożenia, podejmować decyzje i odpowiadać przed swoimi obywatelami. Wreszcie przemysł musi przekształcić przyznane środki budżetowe w rzeczywiste zdolności.

Prawdziwym błędem byłoby dalsze rozmawianie o „autonomii strategicznej”, jakby była to etykieta wskazująca kraj pochodzenia. Europa osiągnie autonomię nie wtedy, gdy przestanie kupować amerykańską broń, ale wtedy, gdy nie będzie już zmuszona do tego z powodu braku alternatyw.

Będzie silniejsza, gdy Londyn, Berlin, Paryż, Rzym, Warszawa i inni sojusznicy będą mogli wspólnie budować, nie czekając na jeden wzorzec instytucjonalny; oraz gdy Kijów nie będzie jedynie miejscem, w którym wykorzystuje się zachodnią broń, ale także jednym z miejsc, gdzie jest ona projektowana, produkowana i udoskonalana.

Amerykańska broń może wypełnić dzisiejszą lukę. Koalicje między krajami europejskimi mogą zapewnić potencjał na przyszłość. Ukraiński przemysł może wnieść do kontynentu różnorodność, doświadczenie i szybkość działania.

Nie jest to rezygnacja z europejskiej suwerenności. Jest to jedyny konkretny sposób, by zacząć z niej korzystać.