W referendum, które odbyło się 29 sierpnia 2026 r., Islandia odrzuciła negocjacje w sprawie członkostwa w UE z pięciu powodów: trzech ekonomicznych i dwóch egzystencjalnych. Po pierwsze, wybór nie polegał na wyborze między izolacją a Europą. Islandia była członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego od 1994 r., obok Norwegii, Liechtensteinu oraz – z praktycznego punktu widzenia – Szwajcarii. Oznaczało to, że Islandia była częścią jednolitego rynku, podczas gdy rybołówstwo, rolnictwo, handel zagraniczny i sprawy monetarne nie podlegały kontroli UE. Po drugie, Islandczycy nie chcieli przekazać kontroli nad tymi czterema ważnymi sektorami Unii Europejskiej, zwłaszcza nad swoim zrównoważonym i dochodowym rybołówstwem, ani stracić możliwości zawierania umów o wolnym handlu z takimi krajami jak Chiny, Indie, Stany Zjednoczone i Brazylia. Trzecim powodem ekonomicznym było to, że zamożna Islandia wnosiłaby do UE znacznie więcej, niż z niej otrzymywałaby. Islandczycy nie byli zachwyceni, gdy serwis „Politico” zacytował urzędnika UE, który wyraził nadzieję, że Islandia i Czarnogóra przystąpią do Unii w tym samym czasie, ponieważ korzyści płynące z członkostwa Islandii pokryłyby koszty związane z Czarnogórą.
Perspektywy UE
Jednym z zasadniczych powodów odrzucenia kandydatury było to, że perspektywy UE nie wydają się zbyt obiecujące. W najbliższej przyszłości stoi ona przed poważnymi wyzwaniami finansowymi: niepokrytymi zobowiązaniami emerytalnymi, podczas gdy islandzki system emerytalny jest najsilniejszy na świecie; utrzymującymi się deficytami budżetowymi w wielu państwach członkowskich; znacznymi planowanymi wydatkami na potencjał wojskowy, podczas gdy Islandia ma traktat obronny ze Stanami Zjednoczonymi; oraz nieuniknionymi kosztami związanymi z dziewięcioma stosunkowo ubogimi krajami kandydującymi z Europy Południowo-Wschodniej. Pomimo tych wyzwań brukselska elita próbuje przekształcić UE w państwo federalne, wbrew woli większości europejskich wyborców.
Silna tożsamość narodowa
Inny powód o charakterze egzystencjalnym może wyjaśniać, dlaczego islandzka prawica i lewica zjednoczyły się przeciwko członkostwu w UE, a poparcie dla Unii ograniczało się głównie do miejskiej inteligencji i pracowników sektora publicznego. Chodzi o silną islandzką tożsamość narodową, ukształtowaną w XIX-wiecznej walce o niepodległość, której kulminacją było przyznanie Islandii suwerenności przez Danię w 1918 roku. Tożsamość ta została dodatkowo wzmocniona przez cztery wojny o dorsza, które Islandia toczyła do 1976 roku, aby uzyskać kontrolę nad żyznymi łowiskami otaczającymi wyspę. Ta tożsamość narodowa opierała się na pamięci o niepodległej Islandzkiej Wspólnocie z lat 930–1262, rządzonej przez prawo, a nie przez króla, a także na pamięci o następującym po tym mrocznym okresie, kiedy Islandia musiała poddać się najpierw królowi norweskiemu, a następnie duńskiemu. Nic dziwnego, że niektórzy z moich kolegów z Uniwersytetu Islandzkiego, tacy jak profesorowie Baldur Thórhallsson i Gudmundur Hálfdanarson, którzy otrzymali hojne dofinansowanie od UE, dołożyli wszelkich starań, by zdyskredytować, a nawet wyśmiewać tę pamięć.
Sprytne hasło reklamowe
Te pięć powodów, by nie przystępować do UE, zostało przedstawionych w ramach dobrze zorganizowanej i niemal bezbłędnej kampanii prowadzonej przez przeciwników przystąpienia. Zwolennicy przystąpienia opierali się natomiast głównie na jednym sprytnym hasle: „Já til ad sjá”, które trudno przetłumaczyć na język angielski. W niezwykle zwięzły sposób oznacza on w rzeczywistości: zagłosuj na „tak”, aby dowiedzieć się, co UE może zaoferować Islandii w trakcie negocjacji. Kto mógłby być temu przeciwny? Oczywiście tylko ci, którzy zapoznali się ze szczegółowymi wytycznymi UE dla krajów kandydujących.
Złośliwe ataki osobiste
Zwolennicy przystąpienia do UE stosowali również trzy taktyki. Jedną z nich była obietnica znacznie wyższego poziomu życia w przypadku przystąpienia Islandii do UE w porównaniu z tym, jakim kraj ten już się cieszył. Nie brzmiało to przekonująco w kraju znacznie zamożniejszym niż większość państw UE. Drugim zabiegiem było uczynienie z prezydenta USA Donalda Trumpa tematu kampanii. To również nie przyniosło skutku. Lekkomyślne uwagi prezydenta, któremu pozostały zaledwie dwa i pół roku kadencji, nie zmieniają długoterminowej polityki zagranicznej kraju. Trzecim posunięciem były złośliwe ataki osobiste na dwóch najskuteczniejszych rzeczników obozu „nie”: dr. Carla Baudenbachera, uznanego na arenie międzynarodowej eksperta w dziedzinie prawa europejskiego, który jako przewodniczący Trybunału EFTA w 2013 roku orzekł na korzyść Islandii w ważnej sprawie dotyczącej zobowiązań wynikających z upadku islandzkich banków w 2008 roku, oraz Ólafura Ragnara Grímssona, który był prezydentem Islandii przez dwadzieścia lat, w latach 1996–2016. Dr Baudenbacher opublikował książkę poświęconą Islandii i UE oraz wygłosił wykład przed pełną salą. Ólafur Ragnar wygłosił serię przekonujących przemówień i udzielił wywiadów telewizyjnych. Ataki obozu zwolenników „tak” na nich przyniosły odwrotny skutek.
(Na zdjęciu dr Baudenbacher wygłasza wykład 10 sierpnia 2026 r., a spotkaniu przewodniczy Ólafur Ragnar Grímsson.)