Wieloryb, makrela i Ronald Coase

Środowisko - 2026-09-18

W latach 1952–1975 Islandia rozszerzyła swoją strefę rybacką z trzech do 200 mil w czterech etapach, za każdym razem tocząc „wojnę o dorsza” przeciwko Wielkiej Brytanii, której rybacy od początku XV wieku poławiali różne gatunki ryb na wodach islandzkich. Trzykrotnie wysyłano Królewską Marynarkę Wojenną na wody islandzkie, aby chronić brytyjskie trawlery przed islandzką strażą przybrzeżną. Pod presją Stanów Zjednoczonych, biorąc pod uwagę strategiczne znaczenie Islandii w okresie zimnej wojny, Brytyjczycy w końcu, choć niechętnie, uznali granicę 200 mil. Od tego czasu w wodach islandzkich pojawiły się spory dotyczące dwóch gatunków zwierząt morskich: wielorybów – ze Stanami Zjednoczonymi oraz makreli – z Unią Europejską. Być może analiza ekonomiczna, zwłaszcza ta autorstwa laureata Nagrody Nobla Ronalda H. Coase’a (1910–2013), jednego z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku, może rzucić światło na te spory.

Szkodliwe transakcje?

Tradycyjna teoria ekonomiczna głosi, że transakcje mają miejsce, gdy obie strony odnoszą korzyści. A co z transakcjami, które szkodzą osobom trzecim? Przykładów jest mnóstwo. Fabryka sprzedająca mydło zadowolonym klientom odprowadza odpady przemysłowe do pobliskiego jeziora, szkodząc tamtejszym łowiskom słodkowodnym. Myśliwi z afrykańskiej wioski zabijają słonie, aby sprzedać kość słoniową rzeźbiarzom, co prowadzi do wyczerpania populacji słoni w regionie. Sam Coase podaje obrazowy przykład: lokomotywa wyrzuca iskry, które podpalają pobliskie stogi siana na farmach. Jego główna odpowiedź na pytanie o szkodliwe skutki dla osób trzecich brzmi: skutki takie można zazwyczaj rozwiązać za pomocą transakcji, o ile koszty transakcyjne nie są zbyt wysokie, a koszty te można obniżyć poprzez zdefiniowanie praw własności do zasobów lub przypisanie podmiotom gospodarczym jasnej odpowiedzialności za ich działania. Gdyby jezioro było własnością prywatną, jego właściciele nie pozwoliliby fabryce mydła na zrzucanie do niego ścieków. Populacje słoni w Afryce są wyczerpane, ponieważ nikt nie jest ich właścicielem, więc nikt ich nie chroni. Gdy iskry podpalają stogi siana, właściciel lokomotywy może wypłacić odszkodowanie rolnikom lub rolnicy mogą przenieść swoje stogi siana w inne miejsce, w zależności od obowiązujących zasad.

Islandczycy karmią wieloryby dla amerykańskich ekologów

Własność jest zazwyczaj wyznaczana i chroniona za pomocą ogrodzeń oraz znakowania. Rolnik ogrodza swoje pole i znakuje swoje zwierzęta. Dopuszczenie przez rolnika do tego, by jego zwierzęta pasły się na polu sąsiada, stanowi wyraźne naruszenie zasad dotyczących praw własności. W ten sposób wyrządza on szkodę sąsiadowi; przekracza granicę. Jednak właśnie to ma miejsce w sporach dotyczących wielorybów i makreli na wodach islandzkich. Ekolodzy w Stanach Zjednoczonych chcą, aby wieloryby swobodnie przemierzały morze, zamiast być zabijane przez wielorybników. Islandczycy pozyskują jedynie ułamek dwóch obfitych stad wielorybów występujących w wodach islandzkich: biolodzy morscy szacują, że żyje tam około 44 000 wielorybów minke i 26 000 wielorybów finwali. Sashimi z wieloryba (na zdjęciu powyżej) jest pyszne, ale dostępne tylko w Islandii, Norwegii, na Wyspach Owczych i w Japonii. Biolodzy morscy szacują również, że wieloryby zjadają około 6 milionów ton małych ryb, kryla i planktonu, podczas gdy Islandczycy pozyskują około miliona ton. Nie ma wątpliwości, że nadmierna liczba wielorybów szkodzi zasobom rybnym, zarówno poprzez to, że wieloryby zjadają część ryb, jak i poprzez pozbawianie innych ryb ich naturalnego pożywienia, co w konsekwencji zmniejsza połowy dostępne dla Islandczyków. Innymi słowy: amerykańscy ekolodzy domagają się, by Islandczycy karmili „swoje” zwierzęta. Są jak bezczelny rolnik, który chce, by jego zwierzęta pasły się na polach innych rolników, ale odmawia zapewnienia im jakichkolwiek korzyści w zamian.

Islandczycy dostarczają makrele dla rybaków z UE

Makrela to gatunek ryby pelagicznej, co oznacza, że pływa w dużych ławicach blisko powierzchni morza. Smakuje całkiem nieźle. Kilkadziesiąt lat temu w wodach islandzkich prawie nie było makreli, ale wraz z ociepleniem się wód migrowała ona z południa i obecnie znaczną jej część można poławiać w strefie 200 mil morskich. Unia Europejska stanowczo jednak twierdziła, że Islandczycy nie powinni otrzymywać udziału w całkowitej kwocie połowowej makreli. Islandczycy zareagowali, ustalając własną kwotę połowową makreli. Kwestia ta pozostaje nierozwiązana, chociaż Islandia, Wielka Brytania, Norwegia i Wyspy Owcze wynegocjowały własne kwoty. UE oczekuje, że Islandczycy będą hodować makrele, do których połowu UE mimo wszystko zastrzega sobie prawo. Po raz kolejny pojawia się bezczelny rolnik, podczas gdy dobre ogrodzenia tworzą dobrych sąsiadów.