18 kwietnia 2026 r. Emil Eire Frerk Olsen, dziennikarz duńskiej gazety Berlingske Tidende, opublikował niezwykły artykuł na temat Islandii. Według niego kraj jest zdominowany przez oligarchię, która posiada większość praw do zbiorów na żyznych islandzkich łowiskach. Ludzie nie ośmielają się krytykować oligarchów, którzy kontrolują nie tylko prawa do połowów, ale także media i niektóre partie polityczne. Cytuje wywiady z ponad dwudziestoma Islandczykami. To absurd. Prawdopodobnie żadna grupa na Islandii nie podlega większej krytyce i zazdrości niż właściciele islandzkich firm rybackich. Olsen nie rozmawiał z jedynymi dwoma uznanymi międzynarodowymi ekspertami w dziedzinie islandzkiego rybołówstwa, profesorem Rögnvaldurem Hannessonem z Bergen Business School i profesorem Ragnarem Árnasonem z Uniwersytetu Islandzkiego, którzy opowiedzieliby mu zupełnie inną historię. Nie trzeba dodawać, że nie skonsultował się ze mną, chociaż napisałem dwie książki w języku angielskim na temat islandzkiego rybołówstwa. Zamiast tego opiera się na niezadowolonym lewicowcu, Thorvaldurze Gylfasonie, bynajmniej nie ekspercie od rybołówstwa, który w 2013 r. założył partię polityczną przeciwko systemowi islandzkiego rybołówstwa, otrzymując mniej niż 2,5% głosów i nie mając żadnej reprezentacji w parlamencie. Niewielu Islandczyków traktuje go poważnie. (Zasugerował również, że Nixon kazał zabić Kennedy’ego i że Twin Towers w Nowym Jorku zostały zniszczone przez bomby podłożone w ich wnętrzu).
Rozwój systemu kwotowego
Pierwszy krok w kierunku islandzkiego systemu został podjęty w rybołówstwie śledziowym po jego całkowitym załamaniu pod koniec lat 60-tych. Po wznowieniu połowów w 1975 r. każda łódź do połowu śledzia otrzymała kwotę lub część całkowitego dopuszczalnego połowu śledzia. W 1979 r. kwoty te stały się zbywalne w celu zwiększenia elastyczności i wydajności. Kilka lat później to samo zrobiono z połowami gromadnika. Po kilku nieregularnych eksperymentach na znacznie ważniejszych łowiskach przydennych (połów dorsza, plamiaka, halibuta i innych gatunków), ten sam system został przyjęty w 1983 roku. Każdy statek rybacki otrzymał kwotę całkowitego dopuszczalnego połowu dla każdego stada, w oparciu o historię połowów z poprzednich trzech lat. Nieprawdą jest zatem, jak twierdzi Olsen, że kwoty zostały przyznane specjalnie wybranym osobom. Kwoty stały się zbywalne, co oznaczało, że bardziej wydajni rybacy mogli wykupić mniej wydajnych i stopniowo przeinwestowanie łowisk (spowodowane wcześniejszym otwartym dostępem) zostało ograniczone. Rybacy byli silnie zainteresowani długoterminową rentownością stad ryb, na które posiadali kwoty.
Kwoty przydzielone na podstawie historii połowów
Kwoty dla wszystkich stad ryb są obecnie przydzielane za pośrednictwem ożywionego rynku kwot. Początkowa alokacja została skrytykowana, ale chwila refleksji pokazuje, że był to jedyny możliwy sposób przydzielenia kwot na samym początku. Gdyby kwoty zostały przydzielone na przykład w drodze aukcji rządowej, być może połowa społeczności rybackiej musiałaby natychmiast opuścić łowiska, ponieważ nie mogłaby licytować z właścicielami najpotężniejszych ekonomicznie firm rybackich. Oczywiście społeczność rybacka nie zaakceptowałaby tego. Konieczne było zmniejszenie nakładu połowowego. Zamiast wypędzenia połowy rybaków przez rząd w drodze aukcji, sami rybacy mogli wykupywać się nawzajem poprzez bezpłatne transfery kwot połowowych na przestrzeni lat. Była to pokojowa, stopniowa zmiana w systemie, w której nikt nie znalazł się w gorszej sytuacji (zmiana Pareto-optymalna, jak nazywają ją ekonomiści).
Czyste fantazje
To również czysta fantazja, że firmy rybackie dominują w islandzkiej polityce. W rzeczywistości wszystkie partie polityczne są zobowiązane do corocznego dostarczania islandzkiemu Głównemu Urzędowi Rachunkowemu pełnych informacji o swoich darczyńcach. Okazuje się, że darowizny od firm rybackich stanowią znikomy ułamek dochodów partii politycznych, które są (niestety, jak sądzę) w większości finansowane przez rząd.
Olsen połyka również haczyk, żyłkę i ciężarek historii opowiadanych przez niektórych dziennikarzy skrajnie lewicowego magazynu internetowego Heimildin o ich prześladowaniach przez jedną z firm rybackich. Fakty są wręcz przeciwne. Dziennikarze obsesyjnie prześladowali tę firmę i wykazano, że korzystali z nielegalnie uzyskanych materiałów od jej pracowników. Sprawa jest skomplikowana i nadal jest przedmiotem dochodzenia.