W kampanii prezydenckiej w 2020 roku Joe Biden chwalił się na temat swojego programu zwiększenia wydatków publicznych, dodając: „Milton Friedman już nie rządzi”. Teraz znalazł bratnią duszę. Wiceprezydent USA J. D. Vance w czerwcu 2026 roku stwierdził, że idee Friedmana mają dziś znacznie mniej sensu niż w latach 80. W tym kontekście komentarz Vance’a budzi niepokój. Najwyraźniej Friedrich von Hayek wykazał się dalekowzrocznością, kiedy w 1944 roku opublikował swoją krytykę socjalizmu, „Drogę do zniewolenia”, „socjalistom wszystkich partii”.
Wolność gospodarcza niszczy — i tworzy
Vance stwierdził, że poglądy Friedmana miały sens w latach 80., ponieważ były przedstawiane w kraju o silnej obecności chrześcijańskiej. To budzi zdziwienie. Argumenty Friedmana na rzecz wolności gospodarczej powinny być równie aktualne w społeczeństwach niechrześcijańskich, takich jak Japonia czy Chiny, jak i w Stanach Zjednoczonych. Prawdopodobnie jednak Vance miał na myśli, że wolność gospodarcza opiera się na fundamentach moralnych. Mamy pewne obowiązki wynikające raczej z naszej tożsamości niż z wyboru, na przykład obowiązki wobec naszej rodziny lub naszego narodu, a także przysłowiowy obowiązek kapitana statku, by ratować rozbitków, o ile jest to w jego mocy. Obowiązki te mają jednak charakter wzajemny. Jak zauważył Burke, jeśli mamy kochać nasz kraj, musi on być godny miłości. Vance miał prawdopodobnie na myśli również to, że zaciekła konkurencja gospodarcza ma tendencję do podważania niektórych tradycji, wspólnot i wartości. Syn walijskiego górnika opuszcza swoją wioskę i wyjeżdża do Londynu. Jednak konkurencja stwarza również ludziom możliwości tworzenia nowych społeczności: Romeo i Julia porzucili rody Montague i Capulet, ale stworzyli nową rodzinę (niestety, w ich przypadku bez powodzenia). Nowy Jork, z perspektywy osoby z zewnątrz będący betonową dżunglą, obfituje w spontanicznie powstające społeczności. Społeczeństwo oparte na konkurencji zapewnia nie tylko samokorektę gospodarczą, ale także tworzenie nowych społeczności.
Wzrost gospodarczy jako środek do osiągnięcia celów
Vance stwierdził również, że jeśli uczynimy wzrost gospodarczy naszym bożkiem, poświęcimy to, co naprawdę ma znaczenie w życiu. Jednak wzrost gospodarczy nie wiąże się z dwoma grzechami głównymi, jakimi są chciwość i skąpstwo. Chodzi w nim o znalezienie bardziej efektywnych sposobów wytwarzania potrzebnych nam dóbr. W ten sposób ułatwia on dążenie do wybranych przez nas celów, w granicach prawa i naszych pozakontraktowych zobowiązań moralnych. Kiedy Friedman był moim gościem na Islandii w 1984 roku, pewien dziennikarz zapytał go, czy naprawdę wierzy, że ludzi motywuje wyłącznie zysk. Odpowiedział: Oczywiście, że nie. Na przykład został pan dziennikarzem, ponieważ właśnie tym chciał pan się zajmować. Możemy jednak śmiało przewidzieć, że gdyby wynagrodzenia dziennikarzy zmniejszyły się o połowę, mniej osób zdecydowałoby się na ten zawód, natomiast gdyby wynagrodzenia podwoiły się, więcej osób próbowałoby do niego dołączyć. Friedman chciał przez to powiedzieć, że koszty stanowią ograniczenia naszych wyborów, podczas gdy same wybory odzwierciedlają nasze aspiracje i tożsamość.
Bogactwo wytworzone dzięki podziałowi pracy
Vance stwierdził również, z pewną dozą zadowolenia z siebie, że cła na towary importowane popierają obecnie niemal wszyscy republikanie. Jednak Adam Smith wykazał, że bogactwo powstaje dzięki podziałowi pracy, a podział pracy wymaga wolnego handlu. To prawda, że międzynarodowy wolny handel niszczy niektóre miejsca pracy w krajach rozwiniętych, gdy towary można wyprodukować taniej gdzie indziej. Jednak właśnie dzięki temu zasoby, które wcześniej były wykorzystywane na zakup tych towarów, zostają uwolnione i z kolei wykorzystane do zakupu nowych towarów, tworząc w ten sposób nowe miejsca pracy. Podczas lunchu na Islandii w 1984 roku przedstawiłem Friedmana gościom. Kiedy do przodu wystąpił prezes banku centralnego, powiedziałem do Friedmana: Oto człowiek, który byłby bezrobotny, gdyby twoje idee zostały tu wdrożone. (Friedman chciał, by pieniądze były tworzone na podstawie zasad, a nie przez banki centralne.) Friedman odparł żartobliwie: Nie, nie stałby się bezrobotny; musiałby po prostu przejść do bardziej produktywnej pracy. To wyjaśnia magię rynku: musimy nieustannie dostosowywać się do nowych okoliczności, aby lepiej służyć naszym bliźnim. Jeśli popyt ten zaniknie, skutkiem będzie stagnacja.