Szwecja od dawna szczyci się wysokimi ambicjami i zgodnością, jeśli chodzi o redukcję emisji. Misja klimatyczna jest bardziej gorliwie przyjmowana przez partie lewicowe, ale nawet obecny centroprawicowy rząd konserwatywny wielokrotnie zapewniał, że jest zaangażowany w globalny program transformacji sektora energetycznego i przemysłowego. Jednak konflikt między tymi celami politycznymi a opinią publiczną nieco osłabił ambicje.
Nie popełnijmy błędu – postęp technologiczny, który prowadzi do zmniejszenia emisji i zanieczyszczeń, a także inteligentniejszego zużycia zasobów, jest z natury pozytywnym zjawiskiem. Jest to do pewnego stopnia sedno zielonej transformacji. Tak przynajmniej interpretuje ją wiele osób w społeczeństwie, a także w polityce.
Obecny szwedzki rząd, składający się z Moderatów, Chrześcijańskich Demokratów i Liberałów, przy zaufaniu i poparciu Szwedzkich Demokratów, prawdopodobnie w dużej mierze to rozumie. Najsłabszym ogniwem tych czterech partii są liberałowie. Ta centrowa partia, z powszechnie nieatrakcyjnym elitaryzmem i zbyt akademicką wrażliwością, zgodziła się wejść do konstelacji rządzącej wspieranej przez nacjonalistycznych Szwedzkich Demokratów z deklaracją, że są oni gwarancją długowieczności liberalnych podstawowych wartości – które w 2020 roku wydają się obejmować lęk przed klimatem.
Liberałowie prawdopodobnie nie odnieśli jednak sukcesu w swojej misji, pomimo posiadania teczki klimatycznej w rządzie. Jedną z kluczowych obietnic Szwedzkich Demokratów i Chrześcijańskich Demokratów było zmniejszenie karnego reduktionsplikt, czyli prawnego nakazu dla producentów paliw kopalnych, aby mieszali benzynę i olej napędowy ze znacznie droższymi alternatywami odnawialnymi, takimi jak biopaliwa. Kontrowersyjna polityka, która wywodzi się z „nadmiernie wdrożonej” dyrektywy UE, została prawie całkowicie zniesiona na początku kadencji rządu. W rezultacie Szwecja ma obecnie jedne z najniższych cen paliw w Europie, z najwyższych w 2022 roku. Gdzie byli liberałowie? Po cichu się podporządkowywali.
Liberałowie przyjęli również krytykę dotyczącą „porażki” (lub braku zainteresowania) rządu w realizacji różnych celów klimatycznych określonych na szczeblu krajowym, a także narzuconych przez UE. Zawsze z zaskakującą odpornością i bez kontrsygnalizowania swoich rządzących partnerów.
W lutym liberałowie poczynili kolejne zaskakujące ustępstwo w kwestii, którą ich wyborcy i opinia publiczna postrzegali jako bezkompromisową. Romina Pourmokhtari, liberalna minister klimatu, ogłosiła, że chce, aby Szwecja zrezygnowała z celu redukcji emisji z transportu. Zgodnie z obecnie przyjętymi krajowymi celami klimatycznymi, emisje z pojazdów muszą zostać zmniejszone o 70 procent w stosunku do poziomu z 2010 roku do 2030 roku. Osiągnięta redukcja wynosi 19 procent, co skłoniło minister do przyznania, że ta polityczna dyrektywa jest daleko poza zasięgiem i nierealistyczna, jeśli Szwecja ma w ogóle mieć jakikolwiek standard życia. Liberałowie zdają sobie sprawę, że cierpliwość opinii publicznej w kwestii polityki klimatycznej jest już mocno nadwyrężona. Presja opinii publicznej, by Szwedzi nadal jeździli swoimi samochodami, sprawiła, że liberałowie znaleźli się na tej samej pozycji politycznej, co Szwedzcy Demokraci, „regresywna” i populistyczna partia, którą przysięgali trzymać na dystans.
Ograniczenie emisji ma zatem zostać zastąpione celem elektryfikacji, proponuje minister. Stwarza to jednak kolejny problem, który nie uwalnia szwedzkich konsumentów i przemysłu od ideologii.
Jak wspomniano wcześniej, zielona transformacja, która stanowi szersze ramy, z którymi wiąże się cały ten pragmatyzm, dotyczy rozwoju technologicznego w celu ograniczenia marnotrawstwa. Zarówno dosłownego marnotrawstwa, jak i nieekonomicznego wykorzystania zasobów. Sztywne cele polityczne eliminują jednak organiczne zachęty dla przemysłu do reagowania na popyt rynkowy. Społeczeństwo będzie chciało produktów, które są zasobooszczędne, tanie, a w kontekście klimatu – przyjazne dla ich sumienia. Ale wszystko, co otrzymają od rządu, to rosnące koszty energii i paliwa oraz nieefektywne, finansowane z podatków megaprojekty, których celem jest zapewnienie zgodności rządu z globalnymi celami klimatycznymi (Northvolt i Stegra, o których pisałem już wcześniej). Jeśli zwolennicy liberalizmu będą postępować zgodnie z duchem swojej nazwy i zaufają prostym mechanizmom rynkowym, zielona transformacja nadejdzie wtedy, gdy społeczeństwo będzie mogło sobie na nią pozwolić.
Liberałowie, a z pewnością wielu rozsądnych i pragmatycznych ludzi z całego spektrum politycznego, w końcu porzucili pomysł karania zwykłych ludzi za uzależnienie od paliw kopalnych. Daleko im jednak do uświadomienia sobie, że zbyt ambitne cele klimatyczne dyktowane przez idealistów zasiadających w fotelach w Brukseli czy Sztokholmie przynoszą więcej szkody niż pożytku. Jak dotąd rozumieją to tylko „populiści”, tacy jak Szwedzcy Demokraci.