fbpx

Bukaresztański cyrk „Climate Shelter” – wrząca woda na piecu od ’89 roku

Eseje - 28 lutego, 2026

Wyobraź to sobie: Jest upalne 36°C popołudnie w Bukareszcie. Pod drewnianą pergolą w zielonym parku emeryci popijają darmową, schłodzoną wodę, podczas gdy delikatna mgiełka rozpyla się z dysz nad głową, chłodząc powietrze niczym luksusowe spa na świeżym powietrzu. Wentylatory delikatnie wirują. Cyfrowy znak miga „Climate Shelter” Dzieci się śmieją. Ktoś publikuje selfie: „Wreszcie przyszłość jest tutaj!”.

Teraz cofnijmy się o trzy miesiące. Jest luty 2026 roku, na zewnątrz minus 10°C. W bloku z czasów radzieckich w Sektorze 3, Elena, lat 72, trzęsie się pod trzema kocami, ponieważ rura ciepłownicza znów pękła. Nie ma ciepłej wody na poranną herbatę. Brak ciepła w kaloryferze. Jej sąsiadka z dołu nie ma odpowiedniego ciśnienia od stycznia, kiedy to awaria kotła w CET Sud pogrążyła w zimnie 3500 bloków mieszkalnych. Witamy w tym samym mieście, w dwóch równoległych rzeczywistościach.

To nie jest dystopijna fikcja. To najnowszy pomysł bukareszteńskich radnych USR: lśniąca sieć „schronów klimatycznych”, które mają chronić obywateli przed „ekstremalnymi warunkami pogodowymi”. Projekt, zaprezentowany 16 lutego 2026 r., zakłada powstanie co najmniej 80 takich schronień do końca 2026 r., podwojenie ich liczby do 160 w kolejnym roku i pełne pokrycie do 2028 roku. Ale to jest Bukareszt, gdzie podstawy są nie tylko zepsute, ale i legendarne.

Miejski system ciepłowniczy jest drugim co do wielkości w Europie po Moskwie, komunistycznym dinozaurem składającym się z 1000 km rur pierwotnych i 2800 km rur wtórnych, w większości zainstalowanych w latach 1960-80. Przecieka jak sito. Historyczne straty sięgają 2400 ton gorącej wody na godzinę. W sierpniu 2025 r. pojedyncze pęknięcie rurociągu spowodowało, że połowa miasta (dzielnice 2, 3 i 4, ponad 4000 bloków) była pozbawiona ciepłej wody przez prawie dwa tygodnie. W lutym tego roku prawie 4000 bloków ponownie otrzymało „niewystarczającą ilość czynnika termicznego” lub nie otrzymało go wcale, ponieważ CET Sud nie był w stanie zapewnić odpowiednich parametrów. Jeden kocioł w styczniu 2026 r. i bum: 3 500 budynków zamarzło. Mieszkańcy gotowali wodę na kuchenkach elektrycznych (gdy zasilanie pozostawało włączone) lub odwiedzali krewnych. „Staliśmy się na to odrętwiali” – powiedział jeden z nich Le Monde w zeszłym roku. Odrętwienie nie obejmuje osób starszych, niemowląt, osób niepełnosprawnych, które nie mogą po prostu wyskoczyć do znajomych.

A elektryczność? Wiele z tych samych rozpadających się bloków cierpi z powodu migoczącego zasilania, przeciążonych transformatorów z lat 80. i sporadycznych przerw w dostawie prądu w sąsiedztwie, gdy sieć napina się pod wpływem zimowego zapotrzebowania lub letnich skoków napięcia. Nie jest to dramatyczna sytuacja, która codziennie trafia na pierwsze strony gazet, ale dla rodzin z Ferentari lub Berceni jest to kolejna warstwa „dlaczego to miasto nie może po prostu działać?”.

Do akcji wkroczyła partia USR, samozwańcza postępowa, reformatorska siła, która od 2020 r. wspiera burmistrza, a obecnie prezydenta Nicușora Dana. Ciężko pracowali nad naprawą sieci cieplnej. „Modernizacja!” – obiecali. Napłynęły miliony z UE: Do tej pory wymieniono 105 km rur, planuje się więcej. Dan podpisał umowy, ustalił strategie, bez końca mówił o wydajności. A jednak jesteśmy tutaj w 2026 roku, sześć lat później, a system nadal zawala się z powodu pojedynczego punktu awarii. Ci sami politycy, którzy nie mogli zagwarantować gorącego prysznica w styczniu, teraz projektują stacje zraszające na lipiec.

Kwestia marnowania wody jest niemal poetycka w swoim absurdzie. Te zewnętrzne schrony klimatyczne będą pompować wodę pitną do powietrza w celu odparowania: piękny efekt chłodzenia, straszna wydajność. W międzyczasie rury ciepłownicze tracą codziennie wystarczającą ilość ciepłej wody, by napełnić baseny. Bukareszt już boryka się ze starzejącą się infrastrukturą wodną; spadki ciśnienia i sporadyczne przerwy w dostawach regularnie dotykają bloki. Rozpylanie jej na wietrze, podczas gdy tysiące ludzi nie mogą się prawidłowo wykąpać, wydaje się mniej adaptacją, a bardziej sztuką performance.

Krytycy (a jest ich wielu w mediach społecznościowych) nazywają to klasycznym sygnalizowaniem cnoty: pranie zieleni za pomocą generowanych przez sztuczną inteligencję renderingów szczęśliwych rodzin pod pergolami, podczas gdy prawdziwy stan zagrożenia znajduje się w pomieszczeniach. Projekt obejmuje nawet „badanie zagrożeń klimatycznych w latach 2030-2050”. Świetna robota, oczywiście, ale kiedy ryzyko w 2030 r. polega na dosłownym zamarznięciu na śmierć we własnym mieszkaniu, ponieważ rury znów zawiodły, może warto nadać priorytet teraźniejszości.

Obywatele nie proszą o luksusowe oazy klimatyczne. Chcą, aby kaloryfer włączył się, gdy prognoza mówi o minus dziesięciu. Chcą ciepłej wody bez modlenia się do bogów CET Sud. Chcą świateł, które pozostają włączone i kranów, które nie wysychają. Schroniska klimatyczne mogą być świetnym materiałem do zdjęć i wniosków o dotacje UE, ale nie ogrzeją kości Eleny ani nie pozwolą jej prać ubrań wnuków bez gotowania garnków na kuchence.

18 lutego 2026 roku Bukareszt obudził się zasypany 50-centymetrową warstwą świeżego śniegu po nocnej śnieżycy, która wywołała czerwony alarm i liczne ostrzeżenia RO-ALERT. Ulice zamieniły się w nieprzejezdne białe rowy, chodniki zniknęły pod zaspami, a transport publiczny zatrzymał się, autobusy utknęły na głównych bulwarach, tramwaje zamarzły na nieodśnieżonych torach, pociągi były opóźnione o wiele godzin, a loty zostały przekierowane z lotniska Otopeni. Tysiące ludzi drżało w zaciemnionych domach, ponieważ setki tysięcy osób w całym kraju nie miało prądu, podczas gdy karetki pogotowia utknęły w śniegu, a starsi mieszkańcy, tacy jak Elena, nie mogli nawet dotrzeć do apteki lub sąsiada po pomoc. Powalone drzewa blokowały drogi, samochody porzucone na środku ulicy, a administracja miasta? Nigdzie nie było widać pługów ani solarek w znaczącej liczbie. Drugorzędne ulice i chodniki pozostały nietknięte, zamieniając przewidywalne zimowe wydarzenie w pełny paraliż.

Podczas gdy postępowcy marzą o zamgleniu pergoli na przyszłoroczne letnie selfie, emeryci ślizgają się na oblodzonych chodnikach, rodzice nie mogą zabrać dzieci do szkoły (wiele z nich i tak jest zamkniętych), a bezbronni zamarzają w nieogrzewanych blokach, ponieważ podstawy, takie jak odśnieżanie, utrzymywanie transportu w ruchu, przywracanie zasilania, pozostają legendarnymi porażkami.

To nie jest tylko słaba priorytetyzacja. To rażący symptom klasy politycznej, której wygodniej jest marzyć o roku 2030 niż naprawiać rok 2026. Podczas gdy USR forsuje misje „100 miast neutralnych dla klimatu” i fantazyjne schronienia, zwykli obywatele żyją w prawdziwym zagrożeniu klimatycznym w swoich zamarzających lub upalnych blokach mieszkalnych.

Bukareszt nie jest przytłoczony pogodą, jest przytłoczony niekompetencją, która przedkłada sesje zdjęciowe nad ludzi.