28 lipca niemiecki kanclerz Friedrich Merz spotkał się z premierem Irlandii Michealem Martinem, aby przekonać go do poparcia niemieckich cięć budżetowych oraz nowej, sceptycznej wobec Brukseli linii politycznej. W swoim oświadczeniu prasowym z tego dnia Martin rozpoczął od wyrażenia „solidarności narodu irlandzkiego z ofiarami straszliwego ataku na paradę Pride w Berlinie, do którego doszło w weekend. Unia Europejska jest wspólnotą wartości…”. Chociaż atak ten został słusznie potępiony przez przywódców w całej Unii, jest to tylko jedna z tragedii w serii przestępstw związanych z migrantami, które stały się normą w europejskim społeczeństwie – tendencja, o której rząd Martina od lat stara się ukrywać informacje w Irlandii. Ta arogancja – polegająca na tym, że przywódca popierający migrację, taki jak Martin, komentuje atak dokonany przez imigranta wobec przywódcy CDU, który gwałtownie przesuwa się w prawo w kwestii polityki migracyjnej – dobrze ilustruje charakter odbytego spotkania.
Premier Irlandii może próbować przedstawiać się jako bezstronny pośrednik podczas irlandzkiej prezydencji w Radzie i twierdzić, że uważnie wsłuchuje się w obawy kanclerza Merza, ale nic nie może być dalsze od prawdy. Spotkanie Martina z niepopularnym kanclerzem było dyplomatyczną wpadką. Zamiast zająć się głównym przedmiotem troski Merza – tym, że Komisja Europejska zatrudnia o wiele za wielu urzędników, wydaje o wiele za dużo, a negocjacje w sprawie przyszłych wieloletnich ram finansowych na lata 2028–2034 mają się odbyć właśnie podczas irlandzkiej prezydencji w Radzie.
Rząd irlandzki skupił się raczej na medialnym szumie i udawanej trosce o jednego aktywistę, Daniela Tatlowa-Devally’ego, oraz na obawach, że przebywa on w złych warunkach. Premier Irlandii (Taoiseach) oświadczył, że poruszył tę kwestię bezpośrednio z kanclerz Niemiec, a minister spraw zagranicznych Helen McEntee potwierdziła, że jej resort postąpił tak samo. Dzieje się to w sytuacji, gdy irlandzkie media przedstawiają Tatlowa-Devally’ego jako ofiarę pokazowego procesu, a lewicowi politycy zarzucają, że jest on traktowany w sposób nieludzki. Irlandzka klasa polityczna zupełnie nie dostrzega ironii sytuacji, że tego rodzaju zachowanie stanowi międzynarodowy wstyd. Postępowanie, jakby Niemcy – inne państwo członkowskie UE i zamożny, rozwinięty kraj – traktowały irlandzkiego więźnia w sposób niepotrzebnie surowy, stanowi poważną plamę na stosunkach niemiecko-irlandzkich właśnie dlatego, że irlandzcy politycy zachowują się tak, jakby niemiecki system wymiaru sprawiedliwości był niecywilizowany i niesprawiedliwy.
Nie wspominając już o tym, że Tatlow-Devally jest członkiem grupy nazywanej przez media „Ulm 5” i obecnie toczy się przeciwko niemu proces w Stuttgarcie po tym, jak w zeszłym roku został aresztowany przez policję za zniszczenie biura należącego do firmy znanej z dostarczania systemów uzbrojenia do Izraela. Mówi się, że jest on członkiem organizacji „Palestine Action”, która zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Niemczech figuruje na liście organizacji przestępczych. Irlandzki system polityczny jest tak absurdalny, że poseł rządowy Barry Ward odwiedził oskarżonego obywatela Irlandii wraz z kilkoma lewicowymi posłami opozycji i zgodził się z ich opinią, że Tatlow-Devally jest przedmiotem pokazowego procesu.
Niestety, Merz próbował schlebiać premierowi, wyrażając przekonanie, że Martin przedstawi realistyczną propozycję podczas irlandzkiej prezydencji w Radzie. Martin znany jest jednak z tego, że w swojej polityce wewnętrznej nie wykazuje się bynajmniej realizmem. Premier, podobnie jak jego koledzy, ma skłonność do dyplomatycznych wpadek i wykazuje się niezwykłym brakiem orientacji w sytuacji. Z tego powodu nie jest zaskoczeniem, że Martin pouczał niemiecką kanclerz na temat Izraela. Jeszcze dziwniejsze jest pytanie: czego w ogóle oczekiwał, że Merz odpowie? Niemcy, ze względu na swoją mroczną historię XX wieku, mają szczególne relacje z Izraelem, o czym wszystkie dzieci w irlandzkich szkołach średnich dowiadują się w ramach programu nauczania historii. A jednak premier, były dyrektor szkoły i nauczyciel, uznał, że była to właściwa wypowiedź? Czy irlandzka klasa polityczna oczekuje, że niemiecki kanclerz rzuci się na miecz i oświadczy, że jego wymiar sprawiedliwości nie jest niezależny od polityki kraju? Byłoby to absurdalne, ale mimo to tak właśnie się stało.
Spotkanie Merza z premierem Irlandii było nie tylko katastrofą pod względem politycznym, ale także śmiesznie źle zorganizowane. Budżet Irlandii na sprawowanie prezydencji w Radzie Europejskiej wynosi prawie 300 mln euro – tymczasem tegoroczny budżet Cypru na sprawowanie prezydencji w Radzie wyniósł nieco poniżej 100 mln euro. Można by oczekiwać, że wydanie przez Dublin tak ogromnej kwoty przyczyni się do dobrze zorganizowanego programu logistycznego – ale absolutnie nie!
W upalne irlandzkie lato, przy temperaturze sięgającej około 20 stopni Celsjusza, premier nie był w stanie zrozumieć przemówienia swojego niemieckiego odpowiednika skierowanego do irlandzkiej i międzynarodowej prasy. Dlaczego? Ponieważ jego słuchawki do tłumaczenia nie działały, podobnie jak u dziennikarzy obecnych na konferencji prasowej. W związku z tym opinia publiczna zaczęła się zastanawiać: jaki w ogóle był sens tego spotkania? Nasz premier, zgodnie z powszechną wiedzą, nie posługuje się żadnym innym językiem poza angielskim i irlandzkim. Czy zatem, jako tak zwany „dobry Europejczyk”, naprawdę ma kwalifikacje, by przewodzić irlandzkiej prezydencji w Radzie w okresie, w którym współpraca europejska jest ważniejsza niż kiedykolwiek? Odpowiedź brzmi oczywiście: nie. Nie powstrzyma to jednak niekompetentnych kretynów, takich jak irlandzki dyrektor Martin, przed udawaniem, że nadają się do kierowania polityką europejską kraju.
To naprawdę niepokojące, że premier Irlandii nie zna ani słowa języka, którym posługuje się kanclerz Niemiec. Zwłaszcza w okresie, gdy Irlandia cieszy się tak dużym międzynarodowym zainteresowaniem. Mamy przewodniczyć Radzie Unii Europejskiej. Podczas gdy politycy z kontynentu nauczyli się angielskiego, francuskiego lub niemieckiego, aby ułatwić sobie komunikację z innymi przywódcami, fakt, że głowa państwa Republiki Irlandii całkowicie zaniedbała naukę jednego z głównych języków Unii Europejskiej, jakim jest niemiecki, jest hańbą. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę głębokie więzi historyczne i kulturowe między Niemcami a Irlandią, sięgające wieków przed uzyskaniem niepodległości przez Irlandię, a nawet przed zjednoczeniem Niemiec pod rządami Bismarcka.
To hańba, która w pełni obnaża fałsz irlandzkiej klasy politycznej. Choć mogą udawać, że mają europejskie poglądy, brakuje im osobistego zaangażowania i wiedzy, by poprzeć te twierdzenia, nawet w tak podstawowych kwestiach, jak kompetencje językowe.
Jeszcze bardziej godne pogardy jest to, że zdrada Irlandii wobec rozsądnych cięć budżetowych Merza w Unii Europejskiej ma miejsce w kontekście afery Aughinish Alumina. Niemcy pod przewodnictwem Merza wezwały do przeprowadzenia prywatnych rozmów, jednak taki gest pojednawczy ze strony jednego z głównych państw członkowskich UE został odrzucony w imię ochrony obywateli irlandzkich, którzy słusznie staną przed sądem za domniemane przestępstwa, których się dopuścili. Można mieć nadzieję, że po tej sesji prezydencji Rady Europa wyciągnie wniosek, iż irlandzcy przywódcy polityczni są całkowicie bezużyteczni i niezdolni do sprawowania własnej władzy politycznej.
To czarna plama na reputacji dyplomatycznej Irlandii w Unii Europejskiej, że organizacja spotkania z zagranicznym przywódcą jest tak kiepska, że słuchawki do tłumaczenia nie działają. Jeszcze gorsze jest to, że niechlujni politycy, tacy jak Martin, kierują administracją polityczną suwerennego państwa. Niezależnie od tego, dla wszystkich zainteresowanych jest niestety aż nadto oczywiste, że Republika Irlandii nie jest w stanie zachować podstawowych zasad dyplomatycznej grzeczności w kontaktach między przywódcami rządowymi, nie pouczając ich przy tym o ich rzekomych moralnych uchybieniach. Dzień, w którym taka tendencja ustąpi, może być jeszcze daleko na horyzoncie, ale naprawdę nie może nadejść wystarczająco szybko. Na obecnym etapie w interesie narodowym Republiki Irlandii leży przeprowadzenie wyborów parlamentarnych, które mogłyby położyć kres dominacji centrum politycznego w życiu politycznym kraju.