fbpx

Umowa o dialogu politycznym i współpracy między UE a Kubą

Handel i Ekonomia - 26 lutego, 2026

Irlandia, tak długo jak większość ludzi pamięta, głośno wypowiadała się na temat amerykańskiego embarga na Kubę. Każdego roku na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ Dublin ustawia się w kolejce do głosowania za jego zniesieniem. Oficjalne stanowisko, powtórzone ostatnio w październiku 2024 r. przez Tánaiste, jest takie, że embargo nie służy „żadnemu konstruktywnemu celowi”, szkodzi zwykłym Kubańczykom i wyraźnie nie doprowadziło do reform politycznych.

Jest to stanowisko, do którego głęboko się przywiązaliśmy i do którego pozostaniemy głęboko przywiązani, dopóki nie będzie to miało dla nas żadnych konsekwencji.

To, czego Irlandia nie robi z podobną energią, to mówienie o tym, co kubański rząd robi swoim obywatelom. Najwyraźniej istnieje taka wersja obrony praw człowieka, która polega na potępianiu kraju nakładającego sankcje, nie mówiąc prawie nic o kraju więziącym dysydentów, a Irlandia doprowadziła ją do perfekcji. Można by niemal podziwiać konsekwencję, gdyby konsekwencje nie były tak ponure.

Human Rights Watch i Amnesty International udokumentowały masowe zatrzymania, procesy w trybie doraźnym, wyroki wydane za „zakłócanie porządku publicznego” lub „pogardę” oraz warunki panujące w więzieniach, w tym zarzuty stosowania tortur. Prisoners Defenders, grupa monitorująca z siedzibą w Madrycie, szacuje liczbę więźniów politycznych na ponad 1 160 pod koniec 2024 roku. Hawana uwolniła niektórych z nich na początku 2025 r., robiąc z tego wielkie show w związku z Rokiem Jubileuszowym Kościoła Katolickiego, a następnie po cichu ponownie aresztowała innych, gdy kamery ruszyły dalej. Ma to pewien syzyfowy urok. Niektórzy zostali zwolnieni, a następnie wygnani, co znów ma pewien urok przypominający małpią łapę – „Powiedziałeś, że chcesz się wydostać, powinieneś był sprecyzować, że masz na myśli tylko więzienie”.

Reakcja Irlandii na to wszystko była, mówiąc oględnie, wyciszona.

Pytanie o grupę przyjaźni

W Oireachtas działa Parlamentarna Grupa Przyjaźni z Kubą. Niedawno zrekonstruowana, spotykała się z kubańskimi przedstawicielami dyplomatycznymi, w tym z ambasadorem. Kubańskie media państwowe z entuzjazmem nagłaśniały te sesje – wiele ciepła, wiele wzajemnego zainteresowania wzmocnieniem więzi, wiele rozmów o współpracy w dziedzinie zdrowia, edukacji i kultury.

To, czego nie widać w publicznych oświadczeniach grupy ani w relacjach kubańskich mediów państwowych, to wzmianki o więźniach politycznych. Ani o kryminalizacji niezależnego dziennikarstwa. Albo o dekrecie 349, który daje państwu prawną osłonę do ścigania artystów za niezatwierdzone wypowiedzi. Albo, i to naprawdę zasługuje na więcej uwagi niż dostaje, rurociąg najemników.

Od 2022 roku Kuba aktywnie przerzuca swoich obywateli do rosyjskiej służby wojskowej, by walczyli na Ukrainie. Rekrutacja odbywa się mniej lub bardziej otwarcie – zachęty finansowe oferowane są osobom na tyle zdesperowanym, by je przyjąć, w gospodarce, w której średnia miesięczna pensja nie wystarczyłaby na tygodniowe zakupy spożywcze w Dublinie. Oficjalne stanowisko Hawany jest takie, że rząd nic o tym nie wie, co jest rodzajem zaprzeczenia, które działa tylko w przypadku ludzi, którzy nie dbają o to, że robisz to na początku. Sieci rekrutacyjne nie działają na taką skalę w jednopartyjnym państwie nadzoru, jeśli ktoś w aparacie nie jest tego świadomy. Niezależnie od tego, czy nazwiemy to cichą aprobatą, czy umyślną ślepotą, praktyczny efekt jest taki sam: obywatele Kuby umierają w rosyjskich okopach, a reżim, który ich tam wysłał, jest tym, z którym irlandzka grupa przyjaźni odbywa przyjemne spotkania.

Grupa przyjaźni historycznie przyciągała członków z całego spektrum politycznego, ale środek ciężkości, bądźmy szczerzy, znajduje się po lewej stronie i w tradycjach republikańskich. Była Independent TD Catherine Connolly, obecnie prezydent Irlandii, została publicznie zidentyfikowana jako lider grupy. Przedstawiciele Sinn Féin, w tym były TD Seán Crowe, byli prominentni. Ramy to antyimperializm, sprawiedliwość społeczna i solidarność przeciwko agresji USA, co jest w porządku, ale nie idzie wystarczająco daleko, gdy reżim, z którym wyrażasz solidarność, zamyka ludzi za protesty.

Nie sądzę, by parlamentarne grupy przyjaźni były z natury problematyczne – choć jestem skłonny zgodzić się z poglądem, że mamy więcej interesów niż przyjaciół – ale służą one celowi, jakim jest wspieranie wymiany. Ale kiedy publiczny dorobek takiej grupy składa się prawie wyłącznie z poparcia dla anty-embargo i dwustronnego ciepła, a kubański rząd wykorzystuje ten dorobek jako propagandę, podczas gdy jego więzienia zapełniają się dysydentami, ktoś powinien chyba zapytać, czy grupa służy irlandzkim interesom, czy interesom Hawany.

O co tak naprawdę prosi ECR

W tym miejscu łączy się to z czymś konkretnym na szczeblu UE. Grupa ECR napisała do wysokiej przedstawiciel UE z prośbą o zawieszenie umowy o dialogu politycznym i współpracy (PDCA), która stanowi ramy regulujące stosunki UE-Kuba. Zostało ono podpisane w 2016 r., zastępując dwie dekady polityki opartej na warunkowości. Stare podejście mówiło: znormalizujemy stosunki, gdy pokażesz nam postępy w zakresie praw człowieka. PDCA mówiło: spróbujmy zamiast tego dialogu, może to zadziała lepiej. I naprawdę można dostrzec w tym urok. Nikt nie chce zajmować się trwałą izolacją, jeśli istnieje lepszy sposób.

Myślę jednak, że po prawie dziesięciu latach należy zadać sobie pytanie, co tak naprawdę przyniósł ten dialog. Więźniowie polityczni wciąż tam są. Niezależna prasa jest nadal kryminalizowana. Rekrutacja najemników odbywa się w biały dzień. I co roku odbywa się kolejna runda „szczerych i konstruktywnych dyskusji”, w wyniku których powstają komunikaty, których nikt nie czyta i które nie zmieniają niczego w terenie. W którym momencie przyznasz, że to podejście nie działa?

Sama umowa – art. 85, jeśli chcesz poznać szczegóły – zawiera mechanizm dotyczący dokładnie takiej sytuacji. Jeśli podstawowe elementy zostaną poważnie naruszone, a elementy te obejmują prawa człowieka, zasady demokracji, praworządność, wówczas można zawiesić umowę. Argument ECR, moim zdaniem mocny, jest taki, że próg ten został wyraźnie przekroczony. Bezwarunkowe utrzymanie porozumienia w tym momencie nie świadczy o cierpliwości czy wyrafinowaniu. Mówi Hawanie, że język praw człowieka to tapeta. Miło popatrzeć, ale nikt nie oczekuje, że potraktujesz to poważnie.

I żeby było jasne – nie chodzi o odcięcie Kuby i wyrzucenie klucza. Chodzi o wykorzystanie jedynej dźwigni, jaką UE faktycznie posiada. Umowa jest dźwignią. W tej chwili nie jest używana jako dźwignia, ale jako koc pocieszenia, a Hawana zna różnicę, nawet jeśli Bruksela udaje, że tego nie robi.

Gdzie pasuje Irlandia

Stanowisko Irlandii w sprawie Kuby wywodzi się ze szczególnego miejsca – wspólnej historii kolonialnej, antyimperializmu, podejrzliwości wobec wielkich mocarstw popychających małe kraje, całkowicie szalonej wiary, że pewnego dnia nasze narodowe drużyny piłkarskie mogą wygrać mistrzostwa świata. Rozumiem to. Ale gdzieś po drodze przekształciły się one w coś, co wygląda mniej jak polityka zagraniczna, a bardziej jak nostalgia, a nostalgia jest okropną podstawą dyplomacji. Kończy się na tym, że bronisz swojego stanowiska, ponieważ porzucenie go jest jak zdrada czegoś, w co wierzyłeś, gdy miałeś dwadzieścia dwa lata i jedną trzecią czasu spędzałeś pijany.

Można sprzeciwiać się amerykańskiemu embargu i nadal mówić wprost, że kubański rząd więzi ludzi za domaganie się podstawowych wolności. Można wierzyć w dialog i wciąż zauważać, że przez dekadę jego trwania nie uwolniono ani jednego więźnia politycznego. To nie są sprzeczne stanowiska. Ale irlandzka kultura polityczna traktuje je tak, jakby były, co mówi coś o kulturze, a nie o Kubie.

Odpowiedź Tánaiste do Dáil z października 2024 r. była bardzo proceduralna. Wszystko bardzo ostrożne. I nic z tego – ani trochę – nie przyniosło żadnej widocznej zmiany w sposobie, w jaki kubański rząd traktuje ludzi, którzy się z nim nie zgadzają. W pewnym momencie trzeba przestać nazywać to zaangażowaniem i zacząć nazywać to tym, czym jest, czyli unikaniem ubranym w dyplomatyczny język.

Jeśli Irlandia chce być traktowana poważnie w kwestii praw człowieka, a nie tylko wybiórczo w sprawach, w których jest to politycznie łatwe, to Kuba potrzebuje takiego samego traktowania jak gdziekolwiek indziej. Grupa przyjaźni powinna współpracować z organizacjami Prisoners Defenders i Human Rights Watch, a nie tylko z ambasadorem. Rząd powinien popierać warunkowość na poziomie UE, ponieważ dowody na to są przytłaczające. I ktoś, w pewnym momencie, musi głośno powiedzieć to, co wszyscy w Iveagh House już wiedzą: że obecne podejście zawiodło i że udawanie, że jest inaczej, to nie dyplomacja, a tchórzostwo.

Stanowisko ECR jest dość proste: zaangażowanie powinno być pryncypialne lub nie powinno mieć miejsca. Irlandia mogłaby zrobić coś gorszego, niż uczciwie zadać sobie pytanie, czy jej polityka wobec Kuby spełnia ten test – lub czy grupa przyjaźni stała się, jak można by powiedzieć, polityką studencką pod inną nazwą.